Reklama

Reklama

Synowa: przyjaciółka czy rywalka?

Krzątałam się nerwowo, ustawiając na stole sztućce, talerze, serwetki.

- Może mi wreszcie trochę pomożesz! - wykrzyknęłam do męża, który ze stoickim spokojem czytał gazetę.  - A co mam zrobić? - nawet się nie ruszył z fotela. - Nie denerwuj się, wszystko się uda jak najlepiej - dodał.

Czekaliśmy na przybycie syna z jego przyszłą żoną. Miałam tremę, bo wcześniej nie znałam dziewczyny. Tysiące pytań przelatywało mi przez głowę. Na niektóre otrzymałam podpowiedź. 

Asia była szczuplutka, ze smakiem ubrana, ale milcząca, onieśmielona i mało się uśmiechała. Złożyłam to karb tremy, jaka musiała mieć przed pierwszym spotkaniem w domu przyszłych teściów.

Reklama

Powiem szczerze, entuzjazmu we mnie nie wzbudziła. I musiało minąć trochę czasu, nim ją wreszcie doceniłam. Jest mądra, pracowita, potrafi doradzić bardzo sensownie i zręcznie posterować moim synem. Na początku między nami panował dystans. Może dlatego, że była małomówna i rzadko włączała się do rozmowy, kiedy przyjeżdżali do nas na niedzielny obiad. Rozmowę przy stole podtrzymywał mój syn albo ja.

Ale z czasem wszystko się zmieniło. Asia okazała się kontaktowa i towarzyska. Polubiłyśmy się. Gadamy teraz obydwie całymi godzinami, opowiadamy sobie o wszystkim. Co więcej, Asia mówi mi szczerze i otwarcie prawie o wszystkim. O tym, co się u nich dzieje, jakie mają kłopoty. A kiedy chcę się czegoś dowiedzieć o synu, to pytam właśnie Asię. Ale ona zaczęła się skarżyć na mojego syna. Nie wiem, co wtedy odpowiadać. Przecież to mój ukochany jedynak! Nie będę jej do niego zrażać. Kiedy ją popieram i i usiłuję coś synowi radzić, to on wtedy się obraża.

Zresztą, do tej pory mogłam na nim polegać. A teraz, kiedy oni się pobrali, czuję się niepotrzebna i odsunięta. Bo to ona ma na niego większy wpływ niż ja. Kiedy go o coś proszę, okazuje się, że ważniejsza jest ode mnie jego żona i jej sprawy. Jestem rozżalona, ale z drugiej strony, nie wiem, czy mam się zupełnie od nich odsunąć czy jednak dalej przyjaźnić z synową.      

Ostatnio widujemy się rzadziej. Bo kiedy dzwonię, zapraszając ich na obiad, słyszę, że Asia ma już inne plany na niedzielę. Pewnie się obraziła po ostatnich moich wymówkach, że za rzadko nas odwiedzają i nie chcą z nami wyjechać na urlop. To ja już w ogóle nie liczę? Kto jest ważniejszy: ona czy ja? Przecież to ja jestem jego matką!

 Danuta

 


Bella Relaks
Dowiedz się więcej na temat: teściowa | rodzina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy