Reklama

Reklama

Szczęśliwa miłość z internetu

18 lat temu poznać się w sieci, a potem zbudować udany związek w realnym życiu, to było coś wyjątkowego. Dziś już tak bardzo nie dziwią pary, które swoje początki mają na portalach randkowych. Tak poznali się Olga i Ryszard, dziś siedem lat po ślubie, a także Paulina i Tomasz, którzy są razem ponad dwa lata. Nas jednak zaciekawiło to, dlaczego zamiast w rzeczywistości, szukali miłości w sieci.

- Internet to tak samo dobre miejsce, by spotkać swoją drugą połowę, jak każde inne - twierdzi Ryszard (41 l.). - Może nawet lepsze... Wiadomo przynajmniej, że skoro tam trafiasz, to szukasz nowych znajomości - tłumaczy. - W realu nawet jeśli spotykasz jakąś interesującą dziewczynę, nigdy nie wiesz, czy jest sama, czy jej chłopak został w domu. W sieci świat jest prostszy.

- Poza tym, tak normalnie niewielka jest szansa na to, że w krótkim czasie poznasz 150 nowych osób, a w sieci tak - dorzuca Olga (35 l.).

Siedzimy w ogródku ich domu. Są szczęśliwą parą od ośmiu i pół roku.

Reklama

Pierwszy raz Ryszard zalogował się do portalu randkowego, gdy po 11 latach rzuciła go dziewczyna. - To chyba był akt desperacji - śmieje się. - Po latach w tamtym związku straciłem kontakt z rzeczywistością. Dawno przestałem zabiegać o względy innych kobiet, poza tą jedyną. Miałem tych samych znajomych, pracę. Nie interesowało mnie randkowanie. Po zerwaniu obudziłem się w całkiem nowym świecie i nie bardzo wiedziałem, w którą stronę się ruszyć - wspomina.

- Gdzieś zobaczyłem reklamę serwisu randkowego i choć wcześniej naśmiewałem się z takich portali, postanowiłem spróbować. W końcu nie miałem nic do stracenia. Jednak nic z tego nie wyszło. Zniechęciłem się. Dziewczyny chętnie flirtowały, ale nie chciały się spotykać. Jakby kolekcjonowały adoratorów dla samego kolekcjonowania. Nie zastanawiałem się, dlaczego tak jest. Dla mnie internet miał być tylko punktem zaczepienia. Prawdziwe spotkanie miało się odbyć w realu. Próbowałem spotkać kogoś w rzeczywistości, z kolegami bywałem w klubach, ale szybko okazało się, że to jest trudniejsze. Głośna muzyka nie sprzyjała konwersacji - śmieje się. - Wolałem powrót do cyberprzestrzeni.

Olga chciała jedynie poeksperymentować. - Przynajmniej za pierwszym razem - mówi. - Byłam ciekawa, jak to jest, czy działa. Miałam 21 lat. Wykupiłam dostęp na miesiąc. Kibicowały mi koleżanki. Obstawiały, na ile randek dam radę się umówić - wspomina. - Spotkałam się wtedy z dziesięcioma facetami. Nic z tego nie wyszło, ale i nie miało wyjść. To była zabawa.

Drugi raz zalogowała się po pięciu latach, kiedy rozpadł jej się związek, taki na poważnie. Na studiach wzięła urlop dziekański, rozluźniły się relacje ze znajomymi, w dodatku dużo i długo pracowała. - Internet to była szansa, by poznać nowych ludzi, poszerzyć krąg znajomych - wyjaśnia.

Terapia na miłość 

Tak samo Tomasz (31 l.). On też traktował internet jak miejsce zawierania nowych znajomości z płcią przeciwną. W życiu obracał się wyłącznie w męskim gronie. W pracy miał tylko kolegów, w wolnym czasie zamykał się w pracowni modelarskiej. - Gdzie miałem poznać jakąkolwiek dziewczynę? - pyta. - Portal randkowy wydawał się miejscem idealnym dla takich facetów jak ja.

Dla Pauliny (30 l.) randki w internecie miały być terapią na nieszczęśliwą miłość. Lekarstwem na ból po rozstaniu. Chciała sobie poprawić nastrój. Zresztą, żeby się zalogować, namówiła ją dziewczyna brata. Szybko okazało się, że wielu się podoba. - Odżyłam, poznając innych ludzi, nowe tematy, nowe spojrzenia na świat. Z kilkoma umówiłam się nawet na spacer, ale nie poczułam chemii - śmieje się. - Czy myślałam, że znajdę tam miłość? - zastanawia się. - Nie... Na pewno nie! To miała być rozrywka.

Paulina nie była zresztą pierwszą dziewczyną poznaną przez internet, z którą spotkał się Tomasz. - Korespondowałem z kilkunastoma. Bywało nawet, że z dziesięcioma jednocześnie - wspomina. - Ale nie ze wszystkimi się spotykałem. Zapraszając dziewczynę na spotkanie, nigdy nie wiesz, kogo zobaczysz. Czy zdjęcie w profilu danej osoby jest prawdziwe, kiedy zostało zrobione. Podobnie dane. Napisać można wszystko - śmieje się. - Nauczyłem się więc niczego nie oczekiwać.

Paulina potwierdza. - Najgorzej jednak trafić na jakiegoś frustrata, który potem nie chce się odczepić. Mnie, niestety, udało się zaliczyć taką wpadkę. Na szczęście skończyło się tylko na jednym nieprzyjemnym telefonie.

Taka piękna przyjaźń

- Tego samego dnia, gdy umówiłem się z Pauliną, zaprosiłem jeszcze jedną znajomą. Ale to Paulina mnie zachwyciła. Tak bardzo, że gdy zauważyłem brak zainteresowania z jej strony, to nadal chciałem poznać ją bliżej i utrzymać znajomość. Odebrałem ją jako bardzo wartościową osobę i się nie pomyliłem - wspomina Tomasz.

- Był szarmancki, miły, pomocny i umiał słuchać. Nie tak jak wielu innych, z którymi wcześniej się spotykałam. Było naprawdę fajnie. Ucieszyłam się, kiedy drugi raz odezwał się po kilku tygodniach - opowiada Paulina. Zaczęli się spotykać. Ich znajomość z sieci przeniosła się do świata realnego, ale ciągle była tylko znajomością. Oboje nadal mieli konta na portalach randkowych. Szukając miłości, umawiali się z kolejnymi osobami. Ale rozmawiali tylko ze sobą.

Gadając, poznawali się coraz lepiej. Ale ciągle byli tylko kolegami. Wreszcie Paulina zaczęła spotykać się z innym. Tomasz też znalazł dziewczynę. Ale kiedy coś się im nie układało, dzwonili do siebie i zwierzali się z kłopotów. Przez telefon potrafili przegadać długie godziny. - Nawet nie zauważyliśmy, kiedy nasza znajomość przerodziła się w przyjaźń - śmieją się. I choć większość znajomych uważała ich za parę, oni nawet o tym nie myśleli.

- Wreszcie uświadomiliśmy sobie, że nasza przyjaźń jest czymś cennym. Tak wyjątkowym, że choć oboje pragnęliśmy zbliżyć się do siebie, nie chcieliśmy stracić tego, co nas połączyło i wydawało się najcenniejsze ze wszystkiego, czego dotychczas doświadczyliśmy. Ale któregoś razu ta tama pękła. Tego dnia zamieszkaliśmy razem. I tak to trwa do dzisiaj - mówią razem.

Ciąg dalszy w realu

Inaczej było z Olgą i Ryszardem. - Nie broniłam się przed spotkaniami - wspomina Olga. - Wprost przeciwnie. Z facetami poznanymi w sieci spotykałam się bardzo często. Przecież po to tam się zapisałam. Czasem były to krótkie spotkania w przerwie na lunch, czasem kolacje. Jedne milsze, inne mniej. Wiadomo. Zawsze wybierałam na nie miejsca publiczne, najlepiej blisko pracy. Gdyby było nudno, mogłam powiedzieć, że muszę wracać do biura. I czasem tak mówiłam.

- Są dziewczyny, które nim zgodzą się na spotkanie, potrafią ciągnąć znajomość w sieci długie tygodnie. Ja wolałam od razu sprawdzić, z kim mam do czynienia. Ryszarda poznałam zimą. Kompletnie nie pasował do moich wyobrażeń o idealnym facecie. Był za stary, za niski, nie wiem, dlaczego zaczął do mnie pisać - śmieje się. - Ale zaczął. A ponieważ zbliżał się sylwester, próbował zaprosić mnie do Krakowa. - Trochę bez nadziei na to, że się zgodzi - pogodnie wspomina Ryszard. - I nie pomyliłem się. Napisała, że nie ma czasu, ale zaprasza do siebie. Do Siedlec. Nie miałem nic do stracenia. Kupiłem szampana i pojechałem - wspomina Ryszard.

- Nie wierzyłam, że przyjedzie, że będzie mu się chciało - zaśmiewa się dziś Olga. Mieszkała na nowym nie całkiem gotowym osiedlu. Ryszard nie mógł trafić. Zadzwonił. - Wyszła po mnie. Wyglądała jak rosyjska księżniczka. W kożuchu, w futrzanej czapie na głowie - wspomina. - Zauroczyła mnie swoją naturalnością. Zaczęliśmy gadać. Ten sam system wartości, poczucie humoru. Wiedziałem, że jestem w domu - mówi Ryszard.

Olga nie była taka pewna. - Podobał mi się, owszem - wspomina. - Był pierwszy, któremu udało się mnie przegadać. Ale żeby tak od razu miłość? Nieee. Przyznałam się potem, że wtedy traktowałam go raczej jak chłopaka na trochę. Fakt, że to "trochę" nieco się przeciągnęło, ale miłość przyszła później.

Wspólny wyjazd, lato, morze. Trochę przeraziło mnie, że się zakochałam, ale co było robić... Oświadczył się w Paryżu, po jakimś czasie wzięliśmy ślub. Pięć lat temu na świat przyszedł ich pierwszy syn, rok temu drugi. - Ale ta historia toczy się w realu i już dawno nie ma nic wspólnego z internetem - śmieją się.

Aldona Bejnarowicz

-----------

Randki w sieci - 6 sygnałów ostrzegawczych

1. Brak wyraźnego zdjęcia

W mediach społecznościowych profil nie musi być opatrzony fotografią. Ale na portalach randkowych to już całkiem inna sprawa. Zamazane rysy, maleńka postać widoczna z oddali lub zdjęcie grupowe budzą podejrzenia. Na takich stronach powinien znaleźć się przynajmniej jeden aktualny portret.

2. Bezosobowa wiadomość

Jeżeli otrzymasz wiadomość, która wygląda jak szablon - prawdopodobnie nim jest. Wielu mężczyzn wysyła jeden list do wszystkich kobiet, które uzna za atrakcyjne, licząc, że im się poszczęści. Jeśli ktoś jest tobą naprawdę zainteresowany, zada sobie trud napisania tylko do ciebie (poznasz to po tym, że odniesie się do konkretnych informacji). Tekst pełen ogólników prawdopodobnie dostało również sto innych kobiet. Szkoda czasu na taką znajomość.

3. Długa lista wymagań

Każdy ma jakieś wyobrażenia na temat wymarzonego partnera. Lecz jeśli mężczyzna już na samym początku wymienia długą listę warunków, które musi spełnić kobieta - należy raczej do gatunku tych, którzy nie są w stanie zaakceptować drugiego człowieka i stworzyć związku. Zwróć szczególną uwagę na takie zwroty jak: "nie toleruję", "nie lubię", "moja żona powinna". Świadczą o tym, że bardziej chodzi o dominację niż o partnerski układ.

4. Unikanie spotkania twarzą w twarz

Nie należy spodziewać się, że mężczyzna zaproponuje randkę natychmiast, ale jeżeli korespondujecie regularnie, masz prawo oczekiwać, że zasugeruje spotkanie w realu. Gdy tego nie robi, istnieją dwa wyjaśnienia. Albo jest chorobliwie nieśmiały, albo nie jest tym, za kogo się podaje.

5. Pan nieosiągalny lub wiecznie zajęty

Możecie rozmawiać tylko w określonym czasie, bo wieczorami on pada ze zmęczenia, a w weekendy ma szkolenia? Często nie odbiera telefonów lub wyłącza komórkę? Zastanów się, czy ten bardzo zajęty mężczyzna nie jest również zajęty w sensie dosłownym.

6. Uwaga, kłamca!

Nie powiedział od razu, że ma dzieci, ponieważ bał się, że zakończysz znajomość. Nie przyznał się do swego wieku, bo nie chciał cię zniechęcić. Nie daj się nabrać na takie tłumaczenia. Nie przyjmuj usprawiedliwień. Ludzie stosujący taką taktykę nie są wrażliwcami bojącymi się odrzucenia. Są po prostu kłamcami.


Olivia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje