Reklama

Reklama

Szczęśliwi są wśród nas

- Byłam w swoim żywiole. Przecież tak zaczynam każdy dzień, mam w domu batut, budzę się i skaczę - opowiada. Poranki są dla niej bardzo ważne. Chodzi wcześnie spać, wstaje o świcie. Codziennie rano pobudza energię, uprawiając tradycyjne chińskie ćwiczenia Qigong. Potem gotuje śniadanie, makrobiotyczne. Do tej diety namówiła ją starsza córka Kasia, specjalistka w tej dziedzinie.

Reklama

- Lubię te poranne rytuały, dobrze nastrajają mnie do życia. Wyglądam za okno, tam zawieja, a ja się cieszę, bo dla mnie nie ma brzydkiej pogody.

Powody do radości

Czy miłości do życia i optymizmu można się nauczyć? Urszula Dudziak przekonuje, że tak. - Wszystko może być powodem do radości, muzyka w radiu, spacer z psem, piękny widok - wylicza.

Dominika Kluźniak posuwa się jeszcze dalej.

- Nic nie musi się dziać, żebym się cieszyła - mówi, kiedy spotykamy się po wieczornym spektaklu. Zdążyła się już przebrać i oto jesteśmy w jej garderobie przed starymi, zmatowiałymi lustrami, w których przeglądały się całe pokolenia aktorek. Dominika siedzi w kucki na krześle i gryzie jabłko. Zwykle po przedstawieniu wraca od razu do domu. Jedzie samochodem i śpiewa na cały głos. Czasem inni kierowcy uśmiechają się do niej. Widzą, że jest szczęśliwa. Śpieszy się do dwuipółletniej córeczki Julki i swojego partnera, też aktora, Bartosza Głogowskiego. Cieszy ją zarówno zwykłe siedzenie w domu, jak i wyjście z córką na sanki. Albo kiedy Bartek coś ugotuje.

Urszula Dudziak uważa, że szczęście człowiek osiąga wtedy, kiedy nie koncentruje się na tym, czego mu brakuje.

- Ważne jest to, co dzieje się tu i teraz - przekonuje. - Czasem myślę: "Mam wszystko, fantastyczne dzieci, wspaniałych przyjaciół, fajne psy. Mieszkam w Warszawie i w Nowym Jorku, w szufladzie leżą dwa paszporty, nie mam problemów finansowych. Boże, jaka jestem happy!".

Niedawno starsza córka Kasia zapytała ją: "Mamo, co robić, żeby mieć taki "bliss"? (ang. zachwyt). Urszula Dudziak odpowiedziała: "Kochaj szczęśliwych, współczuj tym, którym się źle powodzi, i zdecydowanie unikaj złych".

Gotowi na inność

Robert Górski jest szczęśliwy, gdy może pójść z czteroletnim synem Antosiem do kina. Ostatnio byli na filmie o psie Piorunie.

- Podkładam tam głos pod zezowatego gołębia numer trzy. Mój bohater jest trochę głupkowaty, boję się, że oni mnie specjalnie pod tym kątem dobrali - śmieje się "Góral" (tak go nazywają koledzy). Sam pisze bajki dla dzieci i przymierza się do scenariuszy filmowych. Oczywiście, komediowych. Swoją naturę żartownisia odkrył w drugiej klasie szkoły podstawowej, po tym jak dostał dwóję z plastyki. Trzeba było zrobić laurkę dla babci. Wszyscy rysowali kwiatki lub słoneczka, a on zespół Boney M. I napisał wierszyk.

Materiał do programów czerpie z obserwacji. Na przykład zauważył, że w przedszkolu, do którego odprowadza syna, wszystkie dzieci są do siebie podobne. Różnice pojawiają się później i w pewnym momencie prawnicy wyglądają jak prawnicy, a bankowcy jak bankowcy. - Cieszę się, że znalazłem się w szufladce z napisem "satyrycy", bo w niej jest dużo weselej.

Swoją inność Robert Górski odczuwa czasem boleśnie, na przykład gdy ma coś załatwić w jakimś banku czy biurze. - Mózg mi się wyłącza, przestaję widzieć i słyszeć. Najgorzej, gdy ktoś wyciąga jakieś papiery i próbuje mi coś tłumaczyć, a ja i tak nic nie rozumiem. Na szczęście mam swój kabaret - uśmiecha się. - W grupie łatwiej przeżyć.

Dowiedz się więcej na temat: kabaret | bartek | szkoły | Radość | świat | córka | Górski | szczęśliwi | robert | Urszula | Dudziak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje