Reklama

Reklama

Szczęśliwi są wśród nas

- Bolesne wydarzenia są wpisane w pejzaż życia - tłumaczy. - Nikogo nie omijają, ale to właśnie one uczą zwalczać lęk, smutek i zwątpienie. Są punktem odniesienia dla radości.

Reklama

Lubi dzielić tę radość z innymi, z publicznością, przyjaciółmi, a przede wszystkim z rodziną, która jest dość nietypowa i rozrośnięta. Bliskie więzi łączą ją nawet z dwoma byłymi mężami. Dorosłe córki, Kasia i Mika, mogłyby żyć w Nowym Jorku, ale wolą być blisko mamy. Wygląda na to, że świat się kręci wokół szczęśliwych ludzi. To oni wprawiają go w ruch.

To, co w życiu ważne

Najwspanialszy moment w życiu? - zastanawia się Dominika Kluźniak. - Jak po trzynastu godzinach porodu bez znieczulenia ujrzałam swoją córeczkę. I zobaczyłam, że ona naprawdę jest moja, taka ruda. Tej pierwszej nocy byłyśmy same, księżyc do nas zaglądał przez okno. Byłam totalnie zmęczona, ale to najpiękniejsza noc w moim życiu. Tego się nie da opisać.

Jako studentka od razu zaczęła odnosić sukcesy. Na początku czuła się winna, że tak dobrze jej się wiedzie. Myślała o tych, którzy mają mniej szczęścia. Wspomina, że jak skończyła studia i dostała angaż do teatru, rodzice zaprosili ją na kolację i powiedzieli, że są z niej dumni. - Tata stwierdził: "Ty chyba przy urodzeniu wylosowałaś szczęśliwy numerek".

- A ja myślę, że to nie tak - oponuje Dominika. - Po prostu cały czas dokonuję właściwych wyborów. A jak łapię się na tym, że coś mnie gnębi, to mówię do siebie: "Chwileczkę. Mam rodzinę, kochamy się, wszyscy jesteśmy zdrowi. W czym problem?".

Niedawno znowu musiała podjąć ważną życiową decyzję. Starają się właśnie z Bartkiem o kredyt mieszkaniowy. Zdecydowali, że kupią małe mieszkanie, 45 m kw. - Są ludzie, którzy biorą milionowe kredyty, a potem żyją z miesiąca na miesiąc w strachu, pracując ponad siły. To nie dla mnie - mówi Dominika Kluźniak. - Wolę mieć mniej, ale za to wolną głowę i czas dla rodziny.

L.U.C przyznaje, że wielokrotnie myślał o tym, żeby uciec z Polski. - Jestem perfekcjonistą - zaznacza. - Dobija mnie krzywy krawężnik, tynk odpadający ze ścian, peerelowski beton... Ale czuję się też patriotą, kocham ten kraj i jego historię. Dlatego zostałem.

Szybko jednak przekonał się, że Polska to nie Ameryka i nie wystarczy mocno wierzyć w to, co się robi. Chcąc wyprodukować swój nowy album, zdany był wyłącznie na siebie. Wszędzie spotykał się z odmową. - Pomyślałem: "Trudno, nie mam wsparcia, ale i tak to zrobię, dam radę". Wielu młodych ludzi ma talent i pomysły, ale brakuje im siły przebicia - mówi L.U.C. - Ja mam siłę. Album wydałem własnym kosztem, teraz jestem "pracusiem na minusie", ale dałem przykład, że można zrobić rzecz niekomercyjną, nienastawioną na zysk. Ten projekt jest ideą, w którą wierzę.

Urszula Dudziak pamięta tylko dobre rzeczy ze swego życia, o złych zapomina. Dlatego pisze pamiętniki, bo wie, że po czasie ma tendencję do przekręcania faktów. Dziś te wspomnienia nabierają nowego znaczenia, bo Kasia, córka Urszuli Dudziak, pracuje z mamą nad jej biografią. - To niesamowite, ale przywołując przeszłość, nie mam żadnej autocenzury. Na przykład powiedziałam córce, że był czas, kiedy kochałam dwóch mężczyzn jednocześnie. A ona na to: "A wiesz, ja coś czułam". A po chwili: "Chyba nie zamierzasz opowiadać o tym w naszej książce?". I próbuje mnie przekonać, by usunąć te fragmenty. A niby dlaczego?

Dowiedz się więcej na temat: kabaret | bartek | szkoły | Radość | świat | córka | Górski | szczęśliwi | robert | Urszula | Dudziak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje