Reklama

Reklama

Szczęśliwi są wśród nas

Dudziak daje ludziom kredyt zaufania, a jak ją zawiodą, to jeszcze jedną szansę. Bo a nuż się zmienili? Może coś zrozumieli? Sama chętnie pomaga innym i często słyszy: "Ty tak wszystkich wspierasz, nie boisz się, że ktoś cię wykorzysta?". - Nie rozumiem takich obaw - odpowiada. - A jeśli nawet tak się stanie, to znaczy, że następnej osobie mam już nie pomagać? Przecież ja tym sprawiam sobie przyjemność. Trochę tak jak wyjściem na scenę. Gdy widzę, jak publiczność reaguje, jak patrzy na mnie błyszczącymi oczami, to jest jak narkotyk.

Reklama

Urszula Dudziak czuje potem, że ta dobra energia do niej wraca. Jest zadowolona z życia, spełniona jako artystka. Z uśmiechem wspomina, że starszy o cztery lata brat Leszek nie przestawał się o nią troszczyć. - Jak skończyłam czterdzieści lat, mówił: "Wiesz co, Ula, powinnaś zdobyć jakiś dobry zawód, czegoś się nauczyć, bo śpiewanie to nic pewnego. Przyjdą młodzi, wygryzą cię". Obchodziłam 50. urodziny, a on swoje: "Martwię się o ciebie, pół wieku ci stuknęło, ostatni gwizdek, żeby się czymś poważnym zająć. Rany boskie! Uluś, jeszcze możesz się załapać". Jak skończyłam 60 lat, to powiedział coś, co było do niego absolutnie niepodobne: "Uluś, ja się na tobie w ogóle nie znam".

Magda Rozmarynowska

Dowiedz się więcej na temat: kabaret | bartek | szkoły | Radość | świat | córka | Górski | szczęśliwi | robert | Urszula | Dudziak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje