Reklama

Reklama

Takie zakupy są nie dla ciebie

Kurier przyniósł do domu adresowana na mnie paczkę. W pierwszym odruchu odmówiłam jej przyjęcia. - Przecież ja niczego nie zamawiałam - tłumaczyłam.

- To pani adres? Imię? Nazwisko? - pytał chłopak lekko zniecierpliwiony.

Musiałam przyznać, że wszystko się zgadza.

Przyjęłam. Ale jeszcze przy kurierze zajrzałam do środka. Były tam jakieś płyty. Kątem oka zauważyłam w uchylonych drzwiach do pokoju głowę mojego syna. Olek miał taką dziwną, speszoną minę. Czułam, że maczał w tym palce.

Podziękowałam kurierowi i weszłam do pokoju syna.

- Czy ty coś o tym wiesz? - spytałam.

- No tak, zamówiłem sobie - usłyszałam od Olka.

- Jak to zamówiłem? Gdzie? - ciągnęłam zdumiona.

- Znalazłem w Internecie, zamówiłem, przysłali - mamrotał.

Reklama

- A kto za to zapłacił? - nie dawałam za wygraną.

- No ty, mamo - odpowiedział.

Okazało się, że zapamiętał numer mojej karty kredytowej i już drugi raz bez mojej wiedzy złożył zamówienie w sklepie internetowym. Pierwszym razem - to były słuchawki. Teraz - płyty.

Mąż nakrzyczał na niego. Odebrał mu kieszonkowe. Olek obiecał, że już nigdy tak nie postąpi, choć - mam wrażenie nie czuje tego, jak bardzo źle zrobił. Jestem przerażona. Przecież to kradzież! Olek ma dopiero 12 lat. Co przyjdzie mu do głowy za rok, dwa?

Straciłam do niego zaufanie. Zamierzam przeprowadzić z nim poważną rozmowę. Ale co mu powiedzieć, aby skutecznie zadziałało?

Irena J. ze Szczecina

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 1 (w sprzedaży od czwartku 5 stycznia 2012 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje