Reklama

Reklama

Tato, to przez ciebie nienawidzę mężczyzn!

Uśmiecha się przepraszająco, przysłaniając usta dłonią z obgryzionymi paznokciami. Nawet gdy opowiada historie, przy których ktoś inny wybuchnąłby płaczem. Jakby własne uczucia wydawały się jej błahe, niegodne, niepotrzebne...

W świetle lampki Anka wygląda na 20 lat. Drobna, z równo przyciętą grzywką, spojrzeniem skrzywdzonego dziecka.

Reklama

- Sorry, że zawracam ci głowę, ale potrzebuję kogoś, kto mógłby mnie wysłuchać. Terapeuta dał mi zadanie domowe: zrobić album ze zdjęciami i opowiedzieć komuś o uczuciach, jakie wyzwalają we mnie fotografie z różnych etapów życia. Na stole przykrytym szydełkowym, białym obrusem lądują dwa pudełka po butach. W nich fotografie. Niektóre pocięte, porwane, pomazane. Będziemy je wklejać do klasera, na którym Anka napisała czarnym flamastrem: "Album dziewczynki, która nienawidzi mężczyzn. Na czele z własnym ojcem".

Mężczyzna? Kłamca, potwór

- To moje pierwsze urodziny - Anka wygrzebuje spod sterty zdjęć fotografię pulchnej dziewczynki z trzema kokardami we włosach. - Babcia mnie tak uczesała. Matka mojej matki. Pierwszą świeczkę w swoim życiu zdmuchnęłam w feministycznym towarzystwie. Tylko ja, matka, babka. Dziadek odszedł, kiedy mama była mała. Mój własny, szanowny tatuś ulotnił się, kiedy miałam pół roku. Mama wróciła wcześniej z wyjazdu służbowego (jest tłumaczem) i zastała go z koleżanką z pracy. W sytuacji jednoznaczej. - Miał czelność tłumaczyć, że poprosił ją tylko o nasmarowanie pleców. "Kochanie, wiesz, że kiedy bolą mnie korzonki nie jestem w stanie pracować" - płakał, krętacz jeden. O okolicznościach ich rozstania usłyszałam wiele lat później od matki. "Mężczyźni to kłamcy. Uważaj na nich" - tłumaczyła.

Potem mówiła mi o tym przy każdej okazji: kiedy wychodziłam na pierwszą w życiu dyskotekę, wyjeżdżałam na wycieczkę szkolną do Krakowa, otwierałam list od kolegi z obozu harcerskiego. "Zniszczą cię, wykorzystają, porzucą - celowała we mnie zżółkniętym od papierosów palcem. - To potwory. Jedyny sposób na to, żeby być szczęśliwym, to nigdy się w nikim nie zakochać". Na zdjęciu z trzema kokardami nie jestem tego jeszcze świadoma.

O, to moja ulubiona fotografia z przedszkola. Siedzę na kolanach świętego Mikołaja. Oburącz, jakbym bała się, że ktoś mi ją zabierze, trzymam paczuszkę owiniętą w srebrny papier. Wszystkie dzieci fotografowały się z tym samym, tajemniczym zawiniątkiem. Zerwałam sreberko, rozprułam pudełko. W środku nie było nic.

Dowiedz się więcej na temat: liceum | fotografie | tato | matka | matki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje