Reklama

Reklama

Turyści po życiu

- Najtrafniejszą metaforą życia we współczesnym świecie jest turysta - nie tylko w sensie konsumenta oferty biur podróży. To kolekcjoner wrażeń zwiedzający życie, fotografujący swoje związki, nieangażujący się w nic poza samospełnieniem. Dla Grażyny to było święte słowo. Spełnić się, wieść życie aktywne, bogate w doświadczenia i dobrze przyprawione. - Ale chyba źle dobierałam składniki mojej "sałatki" - mówi.

Reklama

Praca w PR znudziła ją. Paweł odszedł. Przy Marcinie (następnym narzeczonym) czuła się niedoceniana. Poznała Przemka i rzuciła się w największą przygodę: sprzedać wszystko i założyć stadninę pod miastem. Kiedy wykupili konie przeznaczone na ubój, była naprawdę szczęśliwa, czuła, że zrobiła coś prawdziwie ważnego, dobrego. Założyli szkółkę jeździecką, zatrudnili hipoterapeutę. Zimą zaczęli kłócić się o pieniądze.

Dostawa nowych emocji

- Wszystko okazuje się tymczasowe, z krótkim terminem przydatności do spożycia - mówi Grażyna. - To głupie, że gdyby nie te "dowody życia" (wskazuje na zdjęcia w komputerze), o wielu rzeczach, sytuacjach po prostu bym nie pamiętała. Miały być najważniejsze, jedyne, cudowne, a okazały się epizodami. Niestałość, nietrwałość, niepewność - socjolog Zygmunt Bauman nazywa je ceną, jaką płacimy za nieustanną możliwość wyboru i prawo do swobodnego kreowania swojego życia. W końcu, jeśli życie jest sałatką, tak być musi, w konsumpcji liczy się przecież świeżość, a źle wybrany smak nie jest tragedią, można go szybko zagryźć innym.

- Zdjęcia są jak konserwanty dodające trwałości ulotnym zdarzeniom. Stąd urlopy sfilmowane od rana do nocy jako dowody dobrej zabawy, fotografowie uganiający się po kościołach podczas ceremonii, wreszcie cyfrówka na porodówce i flesz wycelowany w niemowlę - mówi Waldemar Kuligowski. - Nic w tym złego, ale warto zdawać sobie sprawę, że po drugiej stronie obiektywu jesteśmy obserwatorami, nie uczestnikami. Nie angażujemy się, nie przeżywamy, tylko kadrujemy, podglądamy i wypatrujemy lepszych ujęć.

Uchodźcy przed nudą

W filmie Otwórz oczy hiszpańskiego reżysera Alejandro Amenabara wszystkie kłopoty głównego bohatera biorą się stąd, że przez dwie kolejne noce widziano go z tą samą dziewczyną. Oddychamy z ulgą, gdy okazuje się, że akcja filmu rozgrywa się w wirtualnym świecie. Ale tę samą pochwałę zmian widzimy na co dzień w reklamach: o "kobietach, które mają zero planów na jutro" marzy przystojniak z coca-colą bez cukru. W salonie sprzedaży telefonów komórkowych napis: "Odwiedź nas, bo z twoją komórką wstyd już pokazać się w towarzystwie"...

Dowiedz się więcej na temat: socjolog | świat | miłość | styl życia | turyści

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje