Reklama

Reklama

Turyści po życiu

- W USA, kiedy wychodzimy z supermarketu z pełną torbą, zadowoleni, że uciszyliśmy konsumenckie tęsknoty, żegna nas billboard: "Drogi kliencie, to, co kupiłeś, już jest stare" - dodaje Kuligowski. - Tak właśnie mi powiedział Przemek: "Myślę, że jesteś dla mnie za stara" - mówi Grażyna. - Jestem młodsza od niego o pięć lat! Po prostu nie chciał się przyznać, że znudziły go stajnie, brak gotówki i miejskich rozrywek. No i ja, ta sama od dwóch lat - opowiada. Sama też była już znudzona. Codzienne czyszczenie koni, monotonny plan dnia, ten sam widok za oknem, ponura mina Przemka. No, flauta po prostu. "Czy jestem tu za karę?", myślała.

Reklama

Kiedy życie nie smakuje

Grażyna i Przemek sprzedali swój agroturystyczny raj na ziemi, podzielili się pieniędzmi i rozeszli. Obydwoje zaczynają kolejny raz, od początku. Ale tym razem Grażyna nie czuje ekscytacji przed nową "podróżą po życiu". - To chyba jakaś choroba - mówi. - Depresja. Albo starość. Znowu mogę jeść śniadania w kafejce na rogu, ale teraz mi nie smakują. Rogalik jak guma, a kawa, jak to kawa... Nowa praca? Znów muszę udowadniać, jaka jestem świetna, rzutka, prawdziwa rakieta na obcasach. Nowa miłość? Podchody, czekanie na telefony, niepewność... O rany, już nie mam siły.

Całe niebezpieczeństwo pełnego zmian i wrażeń życia to nieuchronność takiego momentu, kiedy nowy początek przestaje nas cieszyć. Dopada nas myśl: wszystko już było. Stres związany ze zmianą zaczyna ciążyć, a nie dostarczać przyjemnej ekscytacji. Bo ile razy można?

- Tego nie wiemy. Nie mamy wzorców, testujemy na sobie styl życia bez precedensu - mówi Waldemar Kuligowski. - Nie było jeszcze w historii takiego pokolenia, w którym każdy mógłby wielokrotnie zmieniać styl życia, miejsce zamieszkania, partnera, pracę, nawet zawód co kilka lat.

- Zmiany są dziś nie tylko możliwością i szansą. Są też koniecznością. Przeciętny Amerykanin zmieni miejsce pracy 11 razy i trzykrotnie się przekwalifikuje. Ale tylko jeden na trzech będzie z tego zadowolony. Reszta zrobi to pod presją: bo ludzie powiedzą, że skostniałem, że się nie rozwijam - mówi socjolog prof. Wilhelmina Wosińska, wykładowca na Arizona State University. Uważa, że na skutek globalizacji ten job hopping (ciągłe zmiany zajęcia), wynikający z przekonania, że zmiana jest synonimem sukcesu, rozprzestrzeni się w Polsce. Europa już dogania Amerykę w statystykach rozwodów (w USA rozwodzi się co drugie małżeństwo). Przyspieszenie to wynika z przekonania, że "już się przy tobie nie rozwijam" jest wystarczającym powodem do rozstania.

Dowiedz się więcej na temat: socjolog | świat | miłość | styl życia | turyści

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje