Reklama

Reklama

Ucieczka od kompleksów

Ula brzydula

Reklama

W zaakceptowaniu siebie najbardziej pomogły jej warsztaty teatralne. Zapisała się na nie w Teatrze Edukacyjnym Wybrzeżak. Tam młodzi amatorzy grali u boku profesjonalistów.

- To była ciężka praca nad sobą, nad własnymi emocjami - opowiada. - Lubiłam to, na scenie czułam się wspaniale, nie miałam tremy. I podobał mi się żywy kontakt z widzami, ich reakcje na moją grę. Mogłam śmiać się ze swoich słabości i nikogo nie udawać.

Aktorstwo dodało jej wiary w siebie. Zapisała się do agencji aktorskiej i dostawała zaproszenia na castingi. Zagrała w serialu "Ja wam pokażę", potem w "Barwach szczęścia". Mimo sukcesów zdecydowała się jednak zdawać na germanistykę, ale być może jeszcze kiedyś spróbuje sił w Akademii Teatralnej.

Rok temu, gdy Julia Kamińska postanowiła wziąć udział w castingu do polskiej wersji "Brzyduli", nie widziała wcześniej amerykańskiej "Brzyduli Betty", ale słyszała, jak na jej uczelni koleżanki rozmawiały o odtwórczyni tytułowej roli - Americe Ferrerze. Charakterystyczna, zrobiona w filmie rzeczywiście na wyjątkowo nieatrakcyjną aktorka zawładnęła masową świadomością. Brzydula to obdarzona fatalnym gustem dziewczyna, która dostaje pracę w ekskluzywnym domu mody. Jej postać jasno podkreśla znaną prawdę, że w dzisiejszych czasach, gdy ktoś myśli o karierze w mediach, show-biznesie czy polityce, musi być piękny. Dziewczyna ma jednak osobowość i to jest jej sposób na chore z ambicji i przesiąknięte blichtrem otoczenie. Telenowela odniosła na świecie wielki sukces, bo złamała obowiązującą konwencję. Po raz pierwszy główna bohaterka nie jest ideałem urody.

- Rola polskiej Brzyduli daje mi wielką satysfakcję - mówi Julia Kamińska. - Ula niesie ze sobą nadzieję dla kobiet. Każda z nas może znaleźć coś, w czym jest naprawdę dobra. Widzowie uwielbiają takie historie, bo dziewczyna musi stać się w końcu ładna, inaczej nie można byłoby mówić o happy endzie, na który wszyscy czekają. Dzięki swojej inteligencji, sile woli i charakterowi zmienia się i to pokazuje, jak wiele zależy od nas samych - mówi Kamińska. - Przecież w życiu też zdarzają się bajki, które się dobrze kończą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje