Reklama

Reklama

Ucieczka od kompleksów

Ewka - Niagara seksu

Reklama

Jednak musiało upłynąć sporo czasu, zanim mogła spokojnie oglądać się na ekranie. W kinie na premierach była zawsze przerażona. Dziwiła się, że mężczyźni postrzegali ją jako atrakcyjną blondynkę. Edward Dziewoński, z którym się przyjaźniła, nazywał ją "Ewką - Niagarą seksu", a Bronisław Pawlik mawiał: "Lubię na panią patrzeć". Kiedyś w teatrze ubrana w czapkę i dżinsy natknęła się na mistrza Aleksandra Bardiniego. Powiedział wówczas: "Pani Ewo, po co ten kamuflaż? Musi się pani ubierać bardziej kobieco". Mimo licznych ciepłych słów nadal miała wiele zahamowań. W serialu "Dom" w reżyserii Jana Łomnickiego, gdy musiała ściągnąć stanik, umierała ze wstydu. - Zgadzałam się na role, w których trzeba się było rozbierać, ale dużo mnie to kosztowało - tłumaczy. - Nie wystarczały zachęty reżyserów: "Ciało to przecież aktorski instrument, podobnie jak głos". Dopiero niedawno, kiedy jeszcze raz obejrzałam te filmy, nie mogłam uwierzyć, że się tak krępowałam. Byłam przecież zgrabna - śmieje się.

Granie okazało dla niej terapią na kompleksy. Wydaje się jej, że gdyby nie była aktorką, wyglądałaby na dwadzieścia lat starszą. Jednak nie tylko aktorstwo dodało jej wiary w siebie. - Bez wątpienia zmieniła mnie też miłość - mówi Gawryluk. - Dopiero w małżeństwie poczułam się akceptowana i kochana. Mąż dostrzegł we mnie piękną kobietę, a ja w końcu to przyjęłam. Przez lata byłam przekonana, że jestem brzydka. Był czas, gdy brałam pigułki antydepresyjne, piłam, kompletnie się pogubiłam.

Rozbudzona kobiecość

Nigdy nie zapomni jednej sytuacji z dzieciństwa. Kiedyś znajomy rodziców powiedział do jej mamy: "Ale z tej Ewy ładna dziewczyna". A ona odpowiedziała na to: "Ewa? To Małgosia jest ładna", i wskazała na jej o dwa lata starszą siostrę. - Mama mnie kochała i pewnie robiła to nieświadomie - opowiada Gawryluk. - Nie chciała mnie ranić, mówiła tylko to, co myślała. Ale we mnie zostawiło to głęboki ślad.

Mama zawsze ubierała ją w spodnie, bo Ewa była przeraźliwie chuda. Odstawała od klasy. Wcześnie nauczyła się czytać. Takich mądrych dzieci się raczej nie lubi. Przez cztery lata dostawała lanie od koleżanek, które zaczajały się na nią za szkołą.

Dziś, gdy patrzę na Ewę Gawryluk, trudno mi uwierzyć, że kiedyś była taka nieśmiała i mało atrakcyjna. W kawiarni, gdzie się spotykamy, siedzi elegancka, pewna swojej kobiecości blondynka.

- Byłam tym drugim dzieckiem, które wychowuje się tak trochę przy okazji - wspomina. - Chodziłam z kluczem na szyi, bo mama pracowała w sklepie "Społem", a ojciec często wyjeżdżał w delegacje. Zajmowała się mną piękna siostra, moja idolka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje