Reklama

Reklama

Ucieczka od kompleksów

Toksyczna miłość

Reklama

- Dopiero zaczęła się jazda - opowiada Kowalska. - "Kto to jest?", "Beztalencie, nie potrafi się ubrać, zachować", grzmieli krytycy. A ja sobie z tym kompletnie nie radziłam. Im większe sukcesy odnosiłam, tym było mi gorzej. Chciałam śpiewać, nagrywać płyty, ale gdy marzenia stały się rzeczywistością, nie potrafiłam się cieszyć.

Jej sukcesy przyciągały ludzi, którzy chcieli tylko grzać się w jej sławie, nie ofiarując niczego w zamian. Ona przede wszystkim szukała akceptacji, potwierdzenia swojej wartości, dlatego często ślepo im ufała. Podobnie było z mężczyznami. Związała się z muzykiem Kostkiem Yoriadisem, urodziła córeczkę. To była toksyczna miłość. Często czuła się upokorzona, bez wsparcia, ale długo nie mogła wyzwolić się z chorego związku, za bardzo kochała. W końcu rozstali się, a ona została sama z Olą. Schudła, ważyła tylko 40 kilo. Próbowała ułożyć sobie życie, chciała za wszelką cenę stworzyć rodzinę dla córki. Za to w tym trudnym czasie udała jej się jedna ważna rzecz: nawiązała więź z mamą.

- Wraz z urodzeniem Oli coś się między nami otworzyło - mówi piosenkarka. - Mama widziała, jak bardzo się szarpię. Stała się dla mnie cieplejsza, czulsza. Zrozumiałam, że to z braku czasu, a nie miłości zbyt mało się mną zajmowała. Rozmowy z nią powoli pozwoliły mi odbudować siebie.

Jednak Kowalskiej częściej niż dobre chwile zdarzały się te gorsze. Zły stan psychiczny odbijał się na jej zdrowiu. Bardzo chorowała. Ponad dwa lata temu wzięła się za siebie, przeprowadziła zdrowotny, a zarazem emocjonalny detoks. Przeszła na dietę. Odstawiła białą mąkę, cukier, produkty mleczne, alkohol i papierosy. Po półtora roku dolegliwości ustąpiły. Patrzyła w lustro i już nie widziała przemęczonej Kaśki. To ją zaskakiwało, choć nadal jej myśli dalekie były od samoakceptacji. Postanowiła z tym zawalczyć. Pomogła psychoterapia. Dzięki niej oswoiła się z kompleksami, zaczęła rozumieć ich przyczynę.

Całkiem fajne życie

Poczuła przypływ energii, chęć do życia, spotkań z ludźmi. Pomyślała o nowej płycie. Wcześniej nie chciało jej się pracować i przez cztery lata nic nie nagrała. Gdy już nawet pogodziła się z tym, że może być sama, na próbie spotkała Marcina, muzyka sesyjnego, perkusistę. Zakochała się. Dopiero w tym związku poczuła się naprawdę kobieco. Zaczęła nosić większe dekolty, koronkowe sukienki, malować usta czerwoną szminką. Wkrótce zaszła w ciążę. Ignacy urodził się sześć miesięcy temu.

Gdy spotykamy się w żoliborskiej restauracji niedaleko jej domu, zamawia zupę z dyni i dietetyczną sałatkę. Co chwilę przeprasza mnie i dzwoni do niani, zapytać, czy mały nie zgłodniał, bo karmi go naturalnie. Synek i dwunastoletnia córka Ola są dla niej najważniejsi. - Dla nich staram się zmienić i przestać myśleć pesymistycznie, tak jak to robiłam przez lata - podkreśla.

Kompletnie zmieniła styl życia. Chce być świadomą i umiejąca dawać miłość kobietą. Olę urodziła bardzo wcześnie, to drugie macierzyństwo jest dojrzalsze i dużo ją uczy. A ona odkrywa w sobie nowe pokłady uczuć, ale nie zapomina o sobie. - Dziś umiem cieszyć się drobnostkami i czasem mówię: "Kaśka, nie masz się czego wstydzić! Masz całkiem fajne, udane życie".

Monika Głuska-Bagan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje