Reklama

Reklama

Wakacyjny romans

Pokusa niewinna czy niebezpieczna? Rozmowa z psycholog Aliną Henzel-Korzeniowską.

Lato to wspaniały okres na miłość, romanse i seks. Słoneczne światło i ciepło pobudzają zmysły. Powietrze aż wibruje od feromonów, które łatwiej przenikają przez nagrzaną skórą. Antydepresyjny wpływ słońca uwalnia erotyczne tęsknoty, otwiera nas bardziej na świat i drugiego człowieka. Jeśli w tym czasie wybierzemy się na wspólne wakacje w jakiejś pięknej scenerii, z dala od codziennych obowiązków mamy szansę mocno podgrzać temperaturę uczuć nawet w długoletnim związku. Osoby wyjeżdżające samotnie narażone są na wakacyjny romans. Czy może on zagrozić stabilnemu związkowi?

Reklama

Czy wakacyjny romans może być niewinny, tzn. bez negatywnych konsekwencji dla stałego związku? A może nawet mógłby stanowić powiew odświeżającego powietrza, wnoszący coś nowego w rutynę?

Alina Henzel-Korzeniowska: Ładna wizja, pozornie niewinna, dodająca pikanterii stałemu związkowi... Taki scenariusz jest możliwy pod warunkiem, że faktycznie jest to LETNI romans. Pojęcie "letni" dotyczy nie tylko pory roku, temperatury, ale też niezbyt gorącego związku dwóch osób, które przypadkowo spotkały się na plaży, w kawiarni w jakimś kurorcie, czy też w innym również urokliwym miejscu wakacyjnym. Musi też być spełniony drugi warunek: zdolność do zaakceptowania przez obydwu partnerów ewentualnego epizodu zdrady. Wtedy letni romans można by uznać za niezłą okazję do uatrakcyjnienia nieco przyblakłego rutyną związku. Jeśli jednak partner poczuje się zraniony, korzyści tu nie ma - raczej straty. Przyjemność wynikająca ze spotkania intymnego szybko mija. Zdradzony partner czuje się oszukany i uruchamia się ciąg reakcji emocjonalnych, stosownych do tej sytuacji: rozżalenie, nienawiść, rozczarowanie, roztrząsanie, czy wybaczyć, czy też odejść.

To może lepiej nie kusić losu i nie spędzać oddzielnie wakacji? Chociaż z drugiej strony istnieje przekonanie, że każdy z partnerów powinien posiadać swój własny, odrębny świat, by zachować atrakcyjność dla drugiej osoby...

A.H-K: W pierwszej, ostrej fazie zakochania światy partnerów ściśle na siebie nachodzą, są tożsame, ale to nie może zbyt długo funkcjonować. W dojrzałym związku trzeba zachować swój odrębny świat. Najlepiej obrazuje to matematyczny schemat zbiorów rozłącznych z obszarem wspólnym. W nim mieści się wszystko, co łączy partnerów, np. wspólne upodobania, seks, spożywane razem posiłki, wychowywanie dzieci itd. Jeżeli partnerzy akceptują swoją odrębność i znajdują satysfakcję we wspólnym związku, to chwilowy wyjazd jednego z nich niczego nie zmieni. Wzajemne zaufanie i poczucie sensu bycia razem uodparnia na wszelkie pokusy bez względu na czas, miejsce i okoliczności. Bywa, że oddzielny urlop może nawet przynieść korzyść związkowi, ponieważ przełamie pewną rutynę, pozwoli zatęsknić za sobą. Dotyczy to par z dłuższym stażem. W wielu przypadkach jest jednak symptomem rozpadu małżeństwa: wyjeżdżają oddzielnie, bo nie mogą ze sobą wytrzymać.

Podobno zdrada kobiety częściej prowadzi do rozpadu związku, ponieważ kobieta bardziej angażuje się emocjonalnie. Mężczyźni natomiast mają większą skłonność do traktowania zdrady jako nic nie znaczącego seksu lub też latami prowadzą podwójne życie. Czy prawdą jest, że zdrada mężczyzny jest mniej niebezpieczna dla stabilności związku?

A.H-K: Kobiety też prowadzą podwójne życie. Ta granica już się zatarła. Coraz więcej kobiet bywa z innymi partnerami wyłącznie dla seksu, nie chcąc się emocjonalnie angażować. Nieprawdą natomiast jest, że mężczyzna nie angażuje się emocjonalnie w relację z tą drugą kobietą. Różnica polega jedynie na tym, że bardziej panuje nad emocjami. Łatwiej mu się wycofać lub pomnażać związki. Zakochane kobiety częściej stawiają wszystko na jedną kartę i dążą do rozwodu. Jednak prowadzenie podwójnego życia i tak powoduje destrukcję związku. Osoba mająca drugi związek na boku zaniedbuje swojego partnera, równocześnie nie dając pełnej satysfakcji kochankowi czy kochance. Sama się przez to frustruje, co odbija się na zdrowiu psychicznym i fizycznym.

Wstępujemy w związek małżeński, przysięgamy miłość i wierność, a potem tak trudno tej przysięgi dotrzymać. Dlaczego dochodzi do zdrady i kto jest najbardziej na nią podatny?

A.H-K: Najczęściej dochodzi do zdrady, gdy od początku w związku coś było nie tak, a partnerzy nie zauważyli tego, ponieważ przysłoniła im to silna fascynacja seksualna. Taki związek dzień po dniu ulega rozpadowi i w końcu musi dojść do zdrady. Innym powodem może być niezdolność jednego z partnerów do bycia w stałym związku. Osoba taka oczekuje samych przyjemności, nie jest przygotowana do wspólnego rozwiązywania problemów, negocjowania w sytuacjach konfliktowych, znoszenia prozy życia i wzajemnego wspierania się w obliczu trudności. Są też ludzie o słabo wykształconej zdolności podtrzymywania relacji interpersonalnych - nie tylko w związkach z płcią przeciwną. Często dotyczy to przedstawicieli wolnych zawodów, którzy są niezależni, nie liczą się z normami. Podatne na zdradę są też osoby, które poprzez seks rozładowują jakieś osobiste napięcia. Na przykład, seks jest dla nich sposobem na potwierdzanie własnej wartości. Brak silnych zasad moralnych, płynących z norm religijnych, również sprzyja zdradzie. Kolejną grupę stanowią ci, którzy tracą nad sobą kontrolę pod wpływem alkoholu i wówczas zachowują się zupełnie inaczej niż na trzeźwo. Są też ludzie, którzy ciągle potrzebują jakiejś stymulacji, nie tylko w kolejnych związkach, w seksie, ale również w pracy, w sporcie. Istnieje wówczas duże prawdopodobieństwo, że boją się oni zatrzymać na chwilę, żeby nie dostrzec pustki w samych sobie.

Czy da się odbudować związek po zdradzie i ponownie zaufać partnerowi?

A.H-K: Wszystko zależy od tego, czy potrafimy wybaczyć. Można odbudować związek, ale już na innych zasadach. Zawsze pozostanie jakiś rodzaj nieufności i może nawet to dobrze. Jest ważne, by wzajemnie się pilnować - tylko bez przesady. Problem polega na tym, że wiele osób nie jest w stanie wybaczyć (lub wybacza tylko pozornie) i będzie wypominać partnerowi ów epizod do grobowej deski. Tymczasem najlepiej byłoby do tego więcej nie wracać.

Wróćmy do tematu letnich flirtów, wakacyjnych miłości. Mówi się, że wakacyjna miłość jest ulotna i najczęściej kończy się wraz z powrotem do domu. Czy wakacyjny romans może zmienić całe życie?

A.H-K: Oderwanie się geograficzne i emocjonalne od pracy i spraw rodzinnych oddala nas od stresu, co zwiększa przestrzeń psychiczną i budzi uśpioną do tej pory spontaniczność. Ten stan otwartości emocjonalnej sprzyja erotycznej aktywności, która zazwyczaj smakuje zupełnie inaczej niż w stałym związku (efekt nowości). Miłość wakacyjna, która rozkwitła w szczególnej scenerii, w oderwaniu od rutyny codziennych obowiązków, ma szansę przetrwać i rozwijać się, jeśli po zakończeniu wakacji jest nadal pielęgnowana.

Magazyn Wesele / Rozmawiała Renata Rychlik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje