Reklama

Reklama

Wygrałam z bulimią i zostałam... modelką XL

– W podstawówce dokuczała mi wuefistka, w gimnazjum rówieśnicy. Odreagowywałam stres, jedząc i wymiotując – wspomina Ewa. – Na tej drodze donikąd niełatwo się zatrzymać.

Przytyłam w połowie podstawówki, gdy zachorowałam na niedoczynność tarczycy - opowiada Ewa Zakrzewska z Marózka pod Olsztynkiem. - Przez to stałam się obiektem drwin ze strony pani od wuefu. "Jakbyś schudła, miałabyś lepszy wynik", "Zrzuć parę kilo, to dobiegniesz do piłki" - nauczycielka wykorzystywała każdą okazję, by mi dopiec. Z nerwów przed ćwiczeniami zaczęłam odczuwać bóle brzucha.

Reklama

Raz tak bałam się ośmieszenia na lekcji, że udałam atak wyrostka.Trafiam pod nóż. Dopiero po operacji przyznałam się mamie, że symulowałam - wyznaje. W domu rozpętała się afera, ale przynajmniej na jakiś czas dziewczynka dostała zwolnienie z lekcji wuefistki-dręczycielki.

- Przez jej docinki nabawiłam się jednak kompleksów. W wieku 13 lat postanowiłam się radykalnie odchudzić. Koleżanka powiedziała mi, że jej mama stosuje środki na przeczyszczenie. Pobiegłam więc do apteki i je kupiłam. Od tej pory dzień zaczynałam od pigułek. Bolał mnie brzuch, biegałam do toalety, ale co tam! Najważniejsze było dla mnie, by zrzucić parę kilo. W końcu się udało, lecz nabawiłam się problemów z jelitami - wyznaje. - A gdy odstawiałam tabletki, wracałam do dawnej wagi.

- Wtedy znalazłam inny "cudowny" sposób na moje kłopoty. Bulimia - choroba, która zaczyna się od niezadowolenia ze swojego wyglądu i wagi - kontynuuje opowieść Ewa. - Wyczytałam, że podczas napadów bulimii kobiety gwałtownie się objadają, a później wywołują odruch wymiotny i wszystko zwracają. Byłam w tzw. głupim wieku i uznałam, że to... dobre panaceum na moją nadwagę.

Chodziła wówczas do gimnazjum. Na korytarzu często słyszała za plecami: "Gruba", "Ale się spasła!" - Udawałam, że mnie to nie rusza - komentuje. - Odreagowywałam w domu. Opychałam się babcinymi obiadami i kanapkami, a później szłam do łazienki i wymiotowałam po cichu, żeby rodzice nie słyszeli. Szukałam miejsca, gdzie nie będą ze mnie szydzić. Rodzice zgodzili się wysłać mnie do liceum w stolicy, gdzie miałam krewnych. Wydawało mi się, że w wielkim mieście będę bardziej anonimowa i nikt nie będzie z mnie drwił - wyjaśnia Ewa . - Jednak nadal czułam się gruba i brzydka. Poprawiałam więc sobie nastrój, objadając się. Chwilę później miałam wyrzuty sumienia i biegłam do toalety, by wszystko zwrócić. Z czasem tak podrażniłam sobie śluzówkę w przełyku, że ciągle mnie bolał. W kieszeni zawsze nosiłam tabletki na gardło. Byłam tym wszystkim umęczona.

Po liceum chciała psychicznie odpocząć. Choć dostała się na dziennikarstwo, postanowiła wyjechać do Anglii: - Wynajęłam pokój, zatrudniłam się w magazynie i zapisałam do szkoły językowej. Musiałam sobie radzić sama w obcym kraju. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, nie komentował, czy mam parę kilo za dużo. Powoli moje problemy schodziły na dalszy plan. Nie przejmowałam się wyglądem, nie stresowałam. Napady bulimii zdarzały się rzadziej. - Jedna z koleżanek zagadnęła mnie: "Ewa, dlaczego wciąż nosisz bojówki i glany? Załóż coś kobiecego". Pomyślałam, że może ma rację.

Nazajutrz pobiegłam do sklepu i kupiłam swój pierwszy, kobiecy ciuch - brązową tunikę odcinaną pod biustem. A potem kolejne zwiewne ciuszki. Zapuściłam włosy... Kiedy zmieniłam styl, ludzie zaczęli traktować mnie poważniej - podkreśla Ewa. - Dostałam lepszą pracę, w markowym sklepie odzieżowym. Powoli sama zaczęłam się lepiej oceniać. Zauważyłam, że gdy założę kobiece ciuchy, podmaluję się, rozpuszczę włosy, wyglądam atrakcyjnie. Częściej byłam z siebie zadowolona, przestałam się objadać.

Podczas wakacji w Polsce Ewa pomagała rodzicom w prowadzeniu baru w rodzinnym Marózku. Urlop spędzał tam dwa lata od niej starszy chłopak, Karol. - Wpadliśmy sobie w oko i zaczęliśmy się spotykać - uśmiecha się Ewa. - Kiedy jesienią jechałam do Anglii, czułam, że nie zostanę tam długo. Po kilku miesiącach wróciłam do Polski. Odmieniona, kobieca, zakochana... Oboje byliśmy już pewni, że chcemy być razem. Miałam u boku ukochanego, któremu też na mnie zależało! Przejęłam po tacie bar, więc nie martwiłam się o pracę.

Na profilu w portalu społecznościowym Ewa zamieściła zdjęcia, które zrobił jej profesjonalny fotograf. - Zobaczyła je moja koleżanka. Podpowiedziała, żebym spróbowała sił jako fotomodelka. Pomyślałam: "Czemu nie?" - wspomina. - Nawiązałam kontakt z agencją modelek XL i... udało się! Zaczęłam dostawać zlecenia - jako modelka do katalogów mody i magazynów. Po każdej opublikowanej sesji dostawałam listy od kobiet. Pytały, jak się ubrać. Nieraz żaliły się, że są otyłe, a ludzie im dokuczają. Było mi ich żal - mówi Ewa.

- Chciałam jakoś pomóc, zaczęłam więc pisać blog w internecie. Na blogu dzieliła się swoimi przeżyciami. Zamieszczała zdjęcia z lat szkolnych i obecne, w różnych ubraniach. Pragnęła zainspirować kobiety, pokazać, że można się zmienić. - Po mojej przemianie zewnętrznej nastąpiła ta wewnętrzna. Zaakceptowałam i polubiłam siebie - podkreśla. - Dzięki temu pokonałam bulimię sama, bez specjalistycznego leczenia.

Zaznacza jednak, że jej walka o zdrowie nie była sielanką, trwała kilkanaście lat. - Dzisiaj nie mam już napadów bulimii - cieszy się Ewa. - Staram się zdrowo odżywiać, spaceruję, gimnastykuję się. Cały czas nad sobą pracuję, by nie wróciły dawne problemy. A kobiety, które mają podobne kłopoty, chciałabym prosić, żeby... polubiły siebie. Zaakceptowały swoje ciało i wygląd. Warto o siebie dbać, ale też pamiętać, że nie wszyscy mogą być szczupli. Każda z nas ma prawo być szczęśliwa!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje