Reklama

Reklama

Za wcześnie na taką prawdę

Na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia trafił mi się twardy orzech do zgryzienia. Monika, moja 4-letnia córeczka, przyszła do mnie zapłakana i cała roztrzęsiona.

- Mamusiu, naprawdę nie ma Mikołaja? I nie będzie prezentów..? - łkała.

Reklama

- Co ci przyszło do głowy córeczko? - wzięłam ją na ręce przytuliłam i próbowałam uspokoić.

- Bo Zosia powiedziała mi, że Mikołaja nie ma i to mama i tata... - mówiła rozżalona.

- Nie martw się córeńko Mikołaj przyjedzie i przyniesie prezenty. A siostry nie słuchaj, bo się z tobą droczy.

Byłam wściekła na Zośkę, moją starszą, 12-letnia córkę. Przecież dla malucha to taka ważna osoba!

- Dlaczego to zrobiłaś? Przecież widziałaś, jak się cieszyła. Już nie pamiętasz, jak sama czekałaś na Mikołaja! - krzyczałam na Zośkę.

- W zeszłym roku czekałam, i co? Nie dostałam wymarzonego telefonu. Po co młodej mącić w głowie... - drwiła.

- A jednak to nie powód, żeby mówić małemu dziecku takie rzeczy...

- Jakie rzeczy? Może mi powiesz, że powiedziałam nieprawdę? Że prezenty pod choinkę wlatują przez komin i inne głupoty na ten temat? A poza tym wkurzała mnie tym ciągłym gadaniem o misiach i lalkach - mówiła lekceważąco.

- Ale dla Moniki nie tylko same prezenty są ważne. Mikołaj jest czymś więcej, niż tylko dostawcą prezentów... Myślałam, że jesteś na tyle duża, ze to rozumiesz. Ale jak widać myliłam się...

Na tym historia ze św. Mikołajem się nie skończyła. Następnego bowiem dnia, kiedy odbierałam Monikę z przedszkola, zatrzymała mnie jej wychowawczyni.

- Mamy problem. Pani córka dzisiaj wszystkim dzieciom opowiadała, że nie ma Mikołaja i nie dostaną prezentów... Czy pani wie co się działo! Nie wiedziałyśmy jak uspokoić dzieciaki, taka była rozpacz - opowiadała przedszkolanka.

Co miałam robić? Wyjaśniłam zachowanie córki. Przeprosiłam za zamieszanie, wzięłam Monikę za rączkę i poszłyśmy do domu...

Potem jeszcze raz podjęłam próbę zażegnania problemu. Tłumaczyłam małej, że Mikołaj na pewno przyjdzie i dostanie wymarzoną lalę. Moje zapewnienia jednak nie działały.

- Ale Zosia powiedziała, że go... nie ma - traktowała starszą siostrę, jak wyrocznię.

Kiedy córka przyszła ze szkoły poinformowałam ją co się stało w przedszkolu:

- Widzisz, co zrobiłaś! To przez ciebie ta afera. Teraz rodzice innych dzieci będą mieli do nas pretensje.

- Raczej przez tą małą pleciugę, która nie umie trzymać języka za zębami - odburknęła.

Nie dałam się wyprowadzić z równowagi i spokojnie Zosię poprosiłam:

-  Spróbuj porozmawiać z Moniczką i jakoś odkręcić sprawę tego Mikołaja. Może powiedz jej, że to był tylko taki żart, albo że się pomyliłaś?

-  Sami sobie tę bajkę podtrzymujcie, ja się w nią nie bawię - rzuciła i wyszła z pokoju.

Karolina J. z Gdyni

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 50 (w sprzedaży od czwartku 12 grudnia br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Zdjęcie: 123RF/PICSEL, osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.

Dowiedz się więcej na temat: Święty Mikołaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje