Reklama

Reklama

​Zasługujemy na dobrą miłość. I dobry seks

Remigiusz Ryziński w książce "Moje życie jest moje" opisuje życie bohaterów, którzy nie przejmują się konwenansami /123RF/PICSEL

- Jeżeli kładziesz się do łóżka z kimś, wobec kogo czujesz, że jesteś niedoskonały, musisz się cały czas kontrolować i nic z tego nie wyjdzie. Bohaterowie mojej książki przechodzą tę granicę. To jest opowieść o ludziach, którzy odważyli się być sobą - mówi Remigiusz Ryziński, autor reporterskiej książki "Moje życie jest moje", w której opisuje jak wygląda życie erotyczne Polaków, którzy nie wstydzili się wpuścić go na imprezy swingersów, do swoich garderób w klubach go-go, sypialni i... klatek.

Reklama

Agnieszka Łopatowska, Interia.pl: Z mojego dziennikarskiego doświadczenia wynika, że seks i śmierć to najsilniejsze tematy tabu w Polsce. Jak to wygląda z twojego punktu widzenia - reportera autora książki "Moje życie jest moje", ale też filozofa i naukowca zajmującego się studiami gender?

Remigiusz Ryziński: - Na pewno i seks, i śmierć budzą lęk. A lęk w naszych czasach jest chorobą społeczną. Składa się na niego powszechna ocena i pragnienie przynależności do grupy, która będzie cię wspierać. Największym lękiem definiującym nasze społeczeństwo jest perfekcyjność. To przerażenie, że nie pasuję, że nie jestem dość dobry, nie mam grupy, do której należę, a przede wszystkim, że muszę spełnić pokładane we mnie nadzieje i normy, doskoczyć do niemożliwego. W seksie taki lęk jest destrukcyjny. Jeżeli kładziesz się do łóżka z kimś, wobec kogo czujesz, że jesteś niedoskonały, musisz się cały czas kontrolować i nic z tego nie wyjdzie. Bohaterowie mojej książki przechodzą tę granicę. To jest opowieść o ludziach, którzy odważyli się być sobą. Takimi, jacy są, a nie jakimi powinni być w tym społeczeństwie.

Reklama

Wróćmy więc do śmierci.

- Francuzi nazywają orgazm "małą śmiercią" (franc. la petite morte -- red.). Samo doświadczenie tego przeżycia - przez mężczyznę ejakulacji, kobietę szczytowania - na pewno jest powiązane z jakimś przejściem, z czymś co i fizycznie, i emocjonalnie jest zbyt wielkie, a jest.

- Lęk wobec śmierci i tabu śmieci, lęk wobec miłości i tabu seksu prowadzi nas także do mitologizacji tych dwóch wydarzeń. Obraz śmierci to cały proces pogrzebu, pochówku, tego w taki sposób się ubieramy, jak stoimy nad trumną, jakie padają słowa i kto bierze w tym udział. Emocje, uczucia, które przy tej okazji się pojawiają, przykrywa się czarnym strojem i w zasadzie to tyle z zakresu publicznego wyrażania smutku po utracie. Mówienie o smutku jest zakazane, niestosowne, wymaga reakcji, która nawet jeśli się pojawia, rzadko jest adekwatna. O seksie podobnie albo się o nim nie mówi, albo się go trywializuje, obraca w żart. Może pojawić się w przestrzeni rozmowy, ale jako groteska.

"Bzykanko"...

- "Cycuszki, dupcia"... Zniesienie napięcia seksualnego następuje we wprowadzeniu tego aktu do świata groteski. Ewentualnie wulgaryzmów, co jest jeszcze gorsze. Nie ma na ten temat rozmowy swobodnej, i jednocześnie autentycznej. W Polsce być może wynika to z braku edukacji seksualnej, ale także z wysokich standardów moralnych, które dehumanizują przyjemność i zafałszowują rzeczywistość.

Tobie udało się nie wpaść w te pułapki.

- To było moim problemem wyjściowym: jak pisać o seksie nie używając wulgaryzmów albo słów o zabarwieniu groteskowym. Jak znaleźć metodę, która pozwoli mi pokazać autentyczny seks, autentycznych ludzi i ich, nazwijmy to, preferencje. Musiałem mieć język z jednej strony odpowiadający rzeczywistości, a z drugiej literacki, nie zwulgaryzowany, czy wręcz pornograficzny, tylko i podniecający, i trafny, i, no cóż - ładny. Pomogło mi to, że każdy z moich bohaterów jest inny i dysponuje własną, że tak to ujmę, nomenklaturą. Im dałem tę odpowiedzialność, zaufałem im, a oni poprowadzili mnie przez swoje językowe światy. Ostatecznie więc każdy rozdział napisany jest w zgodzie z jego bohaterem czy bohaterką.

Piszesz między innymi o imprezach swingersów, kobietach i mężczyznach mających wielu partnerów seksualnych, osobach LGBT+, dominach i ich uległych klientach czy mężach, i tancerkach erotycznych. Twoja książka kojarzy mi się z podglądaniem przez dziurkę od klucza, kiedy możemy sobie coś wyobrazić, ale nie mamy pełnego obrazu tego, co dzieje się po drugiej stronie. Ty przez tę dziurkę przeszedłeś, zdobyłeś zaufanie swoich rozmówców i opowiadasz nam, jak tam jest. Zaskoczyło cię tam coś?

- Zaskoczyło, ale też uwiodło - co dotyczy wszystkich moich bohaterów i bohaterek - ich autentyczne poczucie szczęścia. Ta książka oczywiście jest o seksie, ale też o tym, że można sobie pozwolić być szczęśliwym. Nie chodzi o to, żeby w hedonistyczny sposób myśleć: "Ale jestem wspaniały, nic nie muszę, wyglądam idealnie", ale żeby odważyć się być kim jesteś i zawęzić swoje oczekiwania co do świata do grupy ludzi, którzy cię kochają, podziwiają i są po twojej stronie. I to wystarcza.

- W terapii osób lękowych, czy zranionych narcystycznie można niekiedy usłyszeć: "Dlaczego nie potrafisz lubić siebie tak, jak lubisz i akceptujesz swojego przyjaciela?". Potrafimy komuś bliskiemu powiedzieć, że jest super i to jest autentyczne, kochać tę osobę, być z nią bez względu na wszystko, a nie potrafimy być dobrym dla siebie, słuchać swoich potrzeb. Zobaczyć, jak naprawdę wyglądamy i czy jest nam z tym w porządku. Wysłuchać swoich pragnień, których nigdy nie mieliśmy odwagi spełnić i zadać sobie pytania czy warto i czy na pewno tego pragniemy. Cechą wspólną moich bohaterów, którą odkryłem w trakcie pisania, jest fakt, że są oni wobec siebie kochający i akceptujący, dzięki temu są też dobrzy na zewnątrz, dla innych.

Chyba trudno mówić o byciu dobrym dla siebie w przypadku sadomasochistów.

- Właśnie, że nie! W uległości najważniejsze jest to, że oddajesz władzę drugiej osobie i już nic nie musisz. A ludzie dzisiaj pragną "nie musieć". Nie musisz wyglądać, nie musisz wiedzieć czy masz wyjść czy nie wyjść, nie musisz podejmować decyzji. Ktoś bierze nad tobą władzę, a to się wiąże z twoją wolnością i odpuszczeniem. Wtedy następuje moment ulgi. Natomiast w BDSM-ie chodzi o silne doznania, które oczywiście następują za zgodą i są rodzajem gry seksualnej. Rzeczy dzieją się naprawdę, ale nie mają negatywnego podłoża, nie mają złych intencji. To jest niezwykle ważne. Jeśli nie będziesz w seksie autentyczny, seks nie będzie dobry. Jeśli wyjdziesz z roli, złamiesz zasady, czar pryśnie.

Czego kobiecość oczekuje od męskości - czytaj na następnej stronie >>>

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje