Reklama

Reklama

​Zasługujemy na dobrą miłość. I dobry seks

Remigiusz Ryziński w książce "Moje życie jest moje" opisuje życie bohaterów, którzy nie przejmują się konwenansami /123RF/PICSEL

Reklama

Jak oceniasz filmy w stylu "365 dni"?

- Nie oglądałem tego filmu, wiem jedynie, że w fabule pojawia się gwałt. Z tego, co rozumiem, w tego typu filmach czy książkach bohaterki robią coś przeciwko sobie, a potem się okazuje, że to lubią. To może budować mylne i szkodliwe przekonanie o "uzasadnionej przemocy". Tymczasem gwałt to gwałt i odpowiada za niego w stu procentach gwałciciel. Kropka. Nie ma winy ofiary, to nie sukienka, ani okoliczności. A wsteczna zgoda na doświadczenie przemocy nie występuje.

Reklama

Skąd się bierze fascynacja tymi książkami? Przecież większość kobiet, które je kupują, nie chcą natrafić na gwałciciela, ale jednak jakieś fantazje każą im po nie sięgnąć.

- Czytaliśmy ze studentami fragmenty "50 twarzy Grey'a" i wszyscy wiemy, że nie jest to literatura, powiedzmy, pisana dla nagrody, czy pozytywnych recenzji. Jej celem jest sprzedawanie marzeń. To pewnie odwołanie baśni o księciu, który przybywa, zakochuje się bez pamięci, a następnie zabiera na zamek. To także odniesienie do stereotypu pięknej i bestii: jestem delikatna i skromna, a ten grubiański mężczyzna w końcu okazuje się wspaniały. I że to wszystko może być prawdą.

Czyli kobiecość nadal czeka na swoją męskość.

- Kobiecość nie jest jednolita, więc i nie dla każdej kobiety spełnieniem pragnienia będzie książę na białym koniu. Kobiecość nie potrzebuje dopełnienia w formie takiego czy innego mężczyzny. Sama jest pełnią, która tyle daje, co otrzymuje. Dobrze, jeśli uda się to zrozumieć i zaakceptować, bo w przeciwnym razie można przeżyć to, co opisywała w "Mistyce kobiecości" Betty Friedan. Kiedy kobieta wypełni wszystkie tzw. obowiązki życiowe: wyjdzie za mąż, urodzi dzieci, wychowa je, a w końcu nawet odniańczy wnuki, to przyjdzie moment, kiedy zostanie sama ze sobą. Dzieci są daleko, mąż siedzi w jakiejś piwnicy czy garażu, gdzie ma swój świat, a w niej rodzi się, mówi Friedan, "dziwne uczucie". Czyli scenariusz, w którym wszystko jest dobrze, wszystko wypełniłam, wszystko zrobiłam jak należy, a czuję się pusta.

Zrobiła się luka.

- Luka, którą wypełnia samotność, niedopełnienie, niedocenienie, a także brak własnej tożsamości. Często kobiecość jest obarczona obowiązkiem bycia jakąś, na swoim miejscu, spełniania tego, co należy - również w seksie. A kobiety z mojej książki pozwalają sobie być jakimi są. Pozwalają sobie na to, że nie będą idealne, ale będą szczęśliwe, że będą próbować, szukać, że dają sobie siebie. One pozwalają sobie nie brać tego, co przychodzi, jako tego, co ostateczne. Są prawdziwymi filozofkami - zastanawiają się nad sobą i nad sensem bycia tu i teraz. I dowiadują się, że życie jest jedno i że to jest wiedza bezcenna. To daje im przestrzeń do zmiany wszystkiego innego.

Pisanie o szczęściu daje szczęście, a pisanie o seksie poprawia seks?

- Poprawia świadomość tego, co można uzyskać w seksie. I tego, że to, kim jesteś jest w porządku, ale nie robi całej roboty. Nie jesteś idealny, ale wart miłości, dobrych relacji z ludźmi. I dobrego seksu. Więc czemu nie spróbować?

Nie jest łatwo znaleźć partnerów, którzy ci to zapewnią, bo nie jest łatwo ich szukać.

- Wszystkie te serwisy, aplikacje ułatwiły w pewnym sensie sprawę, ale też bardzo ograniczyły pewną, że tak powiem, finezję relacji miłosnych i erotycznych.

One bardzo spłyciły swoją rolę - w zasadzie w większości przypadków do szukania szybkiego seksu bez zobowiązań.

- Rzeczywiście, kiedy pojawiły się aplikacje randkowe, ludzie wiązali z nimi duże nadzieje. Potem okazało się, że służą głównie do szybkiego, niezobowiązującego seksu. I wszystko ok, jeśli to jest to, czego szukasz. Jeśli jednak liczysz na coś innego, poszukujesz ekscytacji, która trwa albo jest przedłużana, dobrze jest odnaleźć się w towarzystwie takich, jak ty. Imprezy swingerskie, jakie organizuje Liberte, w jakimś sensie są ze starego świata. Są bardzo piękne - najpierw jest wystawna kolacja, ludzie się szykownie ubierają, kobiety zakładają wysokie obcasy, mężczyźni garnitury. Zanim następuje seks, trochę to wygląda jak eleganckie wesele, po którym, trzymając się tej metafory, z pewnością nastąpi ekscytująca noc poślubna.

Seks często bywa takim plastrem na samotność, która z kolei staje się ogromnym problemem naszych czasów. Zrezygnujemy z nowych technologii, żeby wrócić do tradycyjnych, być może z perspektywy czasu bardziej skutecznych, metod poznawania się?

- Samotność to wielki smutek. Ale ona pojawia się nie tylko, kiedy jestem sam. Można być samotnym nawet wtedy, kiedy realizujesz swoje fantazje, nawet wtedy, kiedy w końcu robisz to, co chcesz. Samotność to także temat mojej książki. Bycie szczęśliwym nie zależy przecież ode mnie samego, ale także od świata zewnętrznego, od ludzi, z którymi jestem, od człowieka którego kocham. Romantyzm nie jest zły, jest rzadki. Ludzie chcą dobrego seksu i miłości, chcą czuć się ważni, chcą mieć przekonanie, że to, jacy są jest w porządku. Dlatego moi bohaterowie znajdują sobie własny świat, własne towarzystwo i wychodząc od akceptacji siebie, otrzymują też akceptację innych. I dopiero wtedy mają szansę na szczęście, na miłość i, czemu nie, także na dobry seks.

Rozmawiała: Agnieszka Łopatowska

***

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje