Reklama

Reklama

Zatrzymaj świat, ja wysiadam

Za wiele twarzy, za wiele informacji

Reklama

Wsiadasz rano do pociągu InterCity. Dzielisz przedział z pięcioma osobami, idziesz na kawę do Warsu, gdzie pijesz ją w towarzystwie kolejnych piętnastu. Potem przyjeżdżasz na konferencję, gdzie słucha cię sto osób, na lunchu przedstawiasz się tuzinowi, a wracając, przeglądasz kolorową gazetę, czytasz o zaręczynach, zdradach i aferach jakichś... czterdziestu VIP-ów. Tak wygląda poniedziałek, środa i piątek Rafała Olchowiaka, organizatora szkoleń dla sprzedawców. Coraz więcej z nas uważa taki styl życia za naturalny. Tymczasem jeśli mieszkasz w dużym mieście, to w ciągu jednego dnia spotykasz najprawdopodobniej tylu ludzi, co twoja prababka w ciągu całego życia. Chodzisz też dwukrotnie szybciej już nawet nie od prababki, ale swego dziadka, kiedy był młody. Tropiciel atawizmów Bogusław Pawłowski twierdzi, że nie tylko z powodu pośpiechu. - W tłumie chodzimy szybciej, bo kontakt z obcymi człowiek nieświadomie odczuwa jako stresujący - tłumaczy.

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że możliwości adaptacyjne człowieka są nieskończone. A one są tylko duże. Mają swoją granicę. Rafał czuje, że się do niej zbliża. - Wciąż poznaję nowe osoby. Muszę zapamiętać nie tylko ich imiona, ale też podstawowe cechy, żeby lepiej dobrać dla nich rodzaj szkoleń. Wysłuchuję ich służbowych problemów. Czasami mam tak zapchaną głowę, że ich historie bombardują mnie przed zaśnięciem - opowiada. Jest pewny, że ma to wpływ na jego życie uczuciowe. - Jestem tak zmęczony nowymi twarzami, że poznawanie dziewczyny już mnie nie cieszy. Szybciej, szybciej - myślę. Kieliszek wina i seks. We wspomnieniach mam plakaty zamiast kobiet. Ładne, miłe, podobne.

- Przez tysiące lat człowiek dorastał i żył w społecznościach liczących 150-200 osób. I nasz mózg jest w stanie zapamiętać dane takiej grupy - mówi prof. Pawłowski. - Potrafimy wejść w większą ilość relacji, ale zapamiętać więcej informacji już nie. Będą więc płytkie, plakatowe właśnie. Zażyłe stosunki możemy utrzymywać z maksimum 20 osobami.

Według badań CBOS-u statystyczny Polak ma aż 13 przyjaciół (dekadę temu miał ich pięciu!). - To też dowód na to, że im więcej osób znamy, tym mniej je poznajemy. Nazywamy przyjacielem znajomego z klatki schodowej i pracy, kogoś, z kim się nie kłócimy i o kim niewiele wiemy - dodaje Pawłowski. Rafał pytany o przyjaciół wyciąga notes. Pełen nazwisk i telefonów. - A ci prawdziwi? - pytam. Odpowiada: - Brat.

Dowiedz się więcej na temat: zatrzymanie | psycholog | Bogusław | świat | zakupy | rzeczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje