Reklama

Reklama

Zatrzymaj świat, ja wysiadam

Wykasuj kontakty

Reklama

To, czy współczesny nadmiar nam szkodzi, zależy od wielu spraw: konstrukcji psychicznej, odporności na stres, elastyczności układu nerwowego. Część ludzi czuje się świetnie w epoce nadmiaru, bo mają bardzo duże zapotrzebowanie na bodźce. Ale w wielkich miastach (badania przeprowadzono w USA i Europie Zachodniej) rośnie liczba ludzi, którzy czują awersję do spotykania dużej liczby obcych. To także efekt "crowdingu", czyli życia w tłumie wśród ciągle napływających bodźców z zewnątrz.

Odpowiedzią na to zjawisko jest podróżowanie w kierunku "od" cywilizacji: modnymi kierunkami stały się Islandia, Grenlandia, Mongolia, czyli miejsca, gdzie natłok bodźców, konsumpcja i zalew informacji jeszcze nie dotarł. Tatiana Ostaszewska-Mosak mówi, że podobny efekt da nam... domowy "detoks". - Wymaga od nas cierpliwości i jest nieprzyjemny. Co to takiego? Dwa tygodnie kompletnego odcięcia się od ludzi, internetu, wszelkich źródeł informacji. - Sprawdziłam, to pozwala wrócić do równowagi - przekonuje psycholog.

Spędzaj więcej czasu w kameralnych gronach: we czwórkę, w trzy pary. Sobota ze starymi znajomymi, "domówka" zamiast wieczoru w klubie czy wielkiej imprezy. Czy wiesz, że im większe grono znajomych wokół nas, tym łatwiej... zostać singlem? Duża ilość kontaktów powoduje przekonanie, że za rogiem może czekać ktoś fajniejszy, ciekawszy, lepszy. Trudno się zdecydować, jeszcze nie dziś - myślimy. Przejrzyj notes i zastanów się, które z nazwisk to dla ciebie "ludzie", a które "kontakty"? Tym pierwszym poświęć swój czas. - Pamiętaj, że do poczucia bezpieczeństwa potrzebujesz dwóch, trzech bliskich osób. Im trzeba dać z siebie najwięcej, poznać je i zrozumieć to zadanie na kawał życia - uważa Tatiana Ostaszewska-Mosak.

Upychanie czasu

Matyldzie od nadmiaru rzeczy nie domyka się szafa, a od nadmiaru spraw kalendarz. Nie robi niczego nadzwyczajnego. Zwykła "full opcja", ulubiona przez współczesne kobiety: macierzyństwo plus małżeństwo plus praca. - Oznacza krzątanie się non stop. Tego słowa nienawidziłam: "Nie będę się krzątać przy mężczyźnie tak jak ty", mówiłam kiedyś do mamy. No i rzeczywiście, krzątam się przy mężu nie więcej niż przy innych sprawach - mówi Matylda. Na kursach zarządzania czasem Matylda nauczyła się segregować sprawy do załatwienia.

- Podobno czas jest jak wiadro, do którego można wsadzić sprawy różnego kalibru. Ale tylko jeśli zacznie się od tych najważniejszych, zmieszczą się wszystkie. Dlatego najpierw upycham priorytety, a dla mnie są to "twarde" terminy w pracy i wezwania do straży miejskiej w sprawie złego parkowania (mam ich sporo, niestety). Potem sprawy średnie: zajęcia córki, wyjścia z mężem, wizyty lekarskie. Na koniec drobiazgi: odebranie rzeczy z pralni, zrobienie zakupów, zarezerwowanie biletów do teatru, telefon do znajomych. Właśnie ilość tej "drobnicy" mnie wykańcza - zwierza się Matylda. Tych drobnych spraw narasta tak wiele, że wracając do domu bez załatwienia czegoś po drodze, czuje wyrzuty sumienia, że jest nieproduktywna. - Nawet oglądając film wieczorem, biorę ostatnio do cerowania rajstopy Natalki, obieram ziemniaki do sałatki albo robię zakupy w internecie. Samo siedzenie wydaje mi się marnowaniem czasu - uśmiecha się bezradnie.

Dowiedz się więcej na temat: zatrzymanie | psycholog | Bogusław | świat | zakupy | rzeczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje