Zmienia nas... życie w sieci

Zaczynasz dzień od sprawdzania e-maili, Facebooka. Nie rozstajesz się ze smartfonem. Technologia wiele ułatwia, ale wpływa też na to, jacy jesteśmy. Czy kontrolujemy te zmiany?

Komputery, telefony i inne elektroniczne gadżety mają nad nami dużą władzę. W ich towarzystwie spędzamy więcej czasu niż z bliskimi. Nie wyobrażamy sobie życia bez dostępu do internetu.

Reklama

– Dla osób, które korzystają z komputerów w domu i w pracy, internet jest jak kokaina – uważa prof. Peter Whybrow, neurolog z Los Angeles. – Uzależnia, wywołuje depresję. Potwierdzają to statystyki: z ponad 850 mln osób korzystających z Facebooka więcej niż połowa loguje się na nim codziennie i spędza tam ok. 27 minut. W odpowiedzi na te dane Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wpisało uzależnienie od internetu na listę chorób.

Rozmowy kontrolowane

Coraz częściej relacje wirtualne zastępują nam prawdziwe związki. Przyjaźnie na Facebooku, długie esemesowe rozmowy są dla nas wygodniejsze, bo angażujemy się w nie tylko na tyle, na ile chcemy. Podczas rozmowy w sieci nie musimy skupiać się na rozmówcy, pokonywać nieśmiałości, dawać sobie rady z wynikającymi z dialogu emocjami i napięciami. Ale, niestety, ten wygodny dystans nie pozwala nam trenować naszych umiejętności społecznych. Przez co realne kontakty międzyludzkie stają się dla nas coraz trudniejsze i mniej zrozumiałe.

Jak zmieniamy się pod wpływem technologii

Sherry Turkle, autorka słynnej książki „Alone Together” o tym, jak zmieniamy się pod wpływem technologii, pisze, że „wkrótce możemy mieć nie lada problem, bowiem gadżety cyfrowe wykorzystują naszą naiwność”. Badaczka zauważyła, że już po kilku minutach gry dzieci wczuwają się w „potrzeby” i „uczucia” cyfrowych zwierzątek. Jej zdaniem takie pseudostosunki wpływają destrukcyjnie na więzi międzyludzkie.

Przyzwyczajeni do elektronicznego przyjaciela, który wymaga jedynie energii, męczymy się kontaktami z ludźmi w realu. Gdy brak nam bezpośredniej interakcji, nie jesteśmy zmuszeni do konfrontacji, obrony poglądów i radzenia sobie z różnymi skomplikowanymi odczuciami. A przede wszystkim nie uczymy się odczytywania emocji innych ludzi.

Samotni i powierzchowni

Wielu amerykańskich i niemieckich psychologów badających nasze zachowania w sieci uważa, że relacje wirtualne są powierzchowne. My się nie staramy, ale nie wysilają się też nasi rozmówcy. I wszyscy przestajemy zauważać, że z tych wirtualnych związków nie czerpiemy tego, co dają nam prawdziwe spotkania: inspiracji, poczucia bliskości, przynależności.

Można by myśleć, że kontakt z wieloma osobami w sieci zsumuje się w poczucie satysfakcjonującej relacji, ale tak nie jest. Otoczeni wirtualnymi znajomymi zaczynamy się czuć coraz bardziej samotni. Sieć rozwija w nas też tendencję do traktowania innych przedmiotowo. Jednym kliknięciem możemy kogoś usunąć ze swojego życia, np. wyrzucając go ze znajomych na Facebooku.

Wirtualna autoprezentacja

Siebie też traktujemy w sieci inaczej niż w realnym świecie. Umieszczamy swoje zdjęcia, myśli, informacje o życiu. Na portalach społecznościowych do dobrego tonu należy chwalenie się sobą. Im więcej lajków dostaniemy, tym jesteśmy ważniejsi. W ten sposób tworzymy nierealistyczny obraz siebie i rozbudzamy egocentryzm.

Przed tym ostrzega Larry Rosen, profesor California State University, w książce „iDisorder”: „Technologia wpływa na naszą emocjonalną równowagę i naraża nas na zaburzenia psychiczne: depresję, deficyt uwagi, obsesje”. Kilkanaście lat temu naukowcy byli zachwyceni elektronicznymi gadżetami. Dziś ostrzegają: nie posuwajmy się w relacji ze światem wirtualnym za daleko, bo zmiany w naszej osobowości utrudnią nam kontakt z rzeczywistością.

Jak rozpoznać, że to już uzależnienie?

Żeby sprawdzić samych siebie, spróbujmy np. przez weekend nie włączać komputera, nie wchodzić na Facebook. Jeśli na początku okaże się to trudne, wystarczy parę godzin. A w tym czasie można umówić się ze znajomymi do kina, wybrać się na rower.

W prawdziwych relacjach międzyludzkich możemy dostać wsparcie, zrozumienie. Mamy szansę pokazać się takimi, jakimi jesteśmy. I tacy zostać zaakceptowani. Jeśli poświęcamy się intensywnie kontaktom wirtualnym, warto sobie zadać pytania: dlaczego musimy wejść na Facebook, do czego nas tak naprawdę ciągnie, za czym tęsknimy? Dlaczego czujemy niepokój, gdy nie pojawia się żaden komentarz pod naszym zdjęciem, nie dostajemy kolejnego SMS-a? Jeśli chcemy być wolni od uzależnień, musimy mieć wartości, cele. Warto pokonać lęk i szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, przed czym uciekamy, wybierając wirtualny świat.

Tekst: Anita Zuchora

Dowiedz się więcej na temat: Facebook | Nas | Los Angeles | sieci | Życie | samotni

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje