Reklama

Reklama

Znów zgubiłam dokumenty!

- Nie dajesz sobie rady! - wszyscy mają do mnie pretensje. - Taka jesteś niepozbierana.

Rzeczywiście, pracuję, zajmuję się domem i dziećmi, niby nic nadzwyczajnego. Ale inne kobiety sobie radzą, a ja nie. Cóż z tego, że bardzo się staram, skoro nic mi nie wychodzi. Stale brakuje mi czasu, jestem zmęczona, gubię się i w domu, i w biurze. I przez to mam ciągle kłopoty. Do pracy przybiegam w ostatniej chwili, biorę się za robotę, ale nie mogę się na niej skupić. Bo cały dom jest na mojej głowie. Siedzę w pracy i myślę, kiedy zrobić zakupy, kto odbierze córkę z przedszkola, a syna przyprowadzi ze szkoły. I co się tam dzieje w domu, jak mnie nie ma. Zresztą pracuję aż do 17.00, wracam dopiero o 18.00, a nawet 19.00, bo często muszę zostawać w pracy dłużej. 

Reklama

Ostatnio nawet gdzieś zapodziałam ważne dokumenty i szef porządnie mnie zrugał.  Zrobiło mi się słabo ze strachu, spociłam się, a serce biło mi jak oszalałe. Na szczęście dokumenty się odnalazły i trochę się uspokoiłam. Ale tylko trochę. Bo co chwilę powtarza się to samo.  Praca, dom, praca, dom i wszędzie tylko stres i pogoń za wczorajszym dniem. 

W dodatku nie mam znikąd zrozumienia i pomocy. Ani od teściowej, ani od męża, ani od własnej mamy. Zresztą teściowa jeszcze mi dokłada. Twierdzi, że ja nie nadaję się do życia i powinnam urodzić się w pałacu ze służbą. Córka też ma do mnie pretensję, bo wieczorem, zamiast poczytać jej do snu, po prostu zasypiam. Żeby ze wszystkim zdążyć, wstaję po piątej, ale i tak zawsze jest coś niezrobione. A to pranie niedokończone, a to  prasowanie. A kiedy docieram do pracy, jestem już tak zmęczona, że nie mogę się skupić. Cały czas jestem podenerwowana, napięta i wszystko leci mi z rąk. 

Mąż też niewiele mi pomaga, ale przecież to nie jego wina. Pracuje w prywatnej firmie, ma mnóstwo kłopotów. Do domu wraca późno, jest zmęczony, więc nie mogę na niego liczyć. 

Boję się, że stracę pracę, a małżeństwo mi się rozleci. Bo przecież mąż inaczej wyobrażał sobie nasze życie i dom, który daleki jest od ideału. Trudno zaprosić do niego gości, bo wszystko jest ciągle nie tak. Powinnam sobie lepiej radzić ze wszystkim. Tylko nie wiem, jak to zrobić!  Zresztą, czy to w ogóle jest możliwe? 

Regina, 40 l. 

Takie jest życie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: problem | list | psycholog | kobieta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje