Reklama

Reklama

Życie to bajka

Czy Jurek Owsiak przypomina Scrooge´a z "Opowieści wigilijnej" Dickensa? To się może wydać zaskakujące, ale tak. Podobnie jak bohater baśni przeżył przemianę duchową. Późno dojrzał do działalności charytatywnej, ale jak już się nią zajął, to z niebywałym rozmachem. Nie ukrywa, że lubi bajki, sam widzi siebie raczej w roli śmiałka, który wciąż puka do bram i przypomina: "Obiecałeś mi, królu, rękę swojej córki i pół królestwa". "Ciesz się, że nie ściąłem ci łba", odpowiada rozgniewany król. "Ale obiecałeś mi, Panie", nalega. "Przyjdź jutro", rzuca król. "Jutro? Dobrze. Poczekam".

Reklama

Według agencji reklamowej Young & Rubicam Jurek Owsiak, perkusista, witrażysta, organizator koncertów, podróżnik, dziennikarz radiowy, twórca telewizji Owsiak TV, to najbardziej rozpoznawalny człowiek w kraju. Na świat przyszedł 55 lat temu w Gdańsku, w szpitalu przy ul. Kartuskiej. Tym samym, w którym niedawno, dwa piętra niżej, otwierał nowy oddział kardiochirurgii dziecięcej. - Czy to nie bajka? - pyta. - Facet pokazuje się w telewizji, ma wadę wymowy, mówi niegramatycznie, jakieś worki wyciąga z pieniędzmi, zaprasza na scenę muzyków. A potem nie ma szpitala, gdzie by nie było urządzeń ofiarowanych przez Orkiestrę.

Fenomen na skalę światową

Istotnie, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to fenomen na skalę nie tylko polską, ale też światową. W tym roku zagra po raz siedemnasty. A fundusze przez nią zebrane przeznaczone zostaną na diagnostykę i wczesne wykrywanie nowotworów u dzieci. - Nigdy nie byłem zawodowym filantropem ani doktorem Judymem - przekonuje Owsiak. - Nie traktuję siebie jak świętego, nie mam do spełnienia żadnej misji. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest dla mnie fantastyczną przygodą.

Podobnie jak bohater "Opowieści wigilijnej" początkowo myślał bardziej o sobie niż o innych. W szkole średniej był doskonałym organizatorem prywatek, bo to procentowało powodzeniem u dziewczyn. Jeśli wierzyć temu, co napisał w książce "Orkiestra klubu pomocnych serc", za wszystkim, co dotąd robił, za Wielką Orkiestrą, programem "Róbta, co chceta" i Przystankami Woodstock, stoi Ludowe Wojsko Polskie. To ono stworzyło fenomen Owsiaka. W wojsku był zaledwie trzy miesiące, bo symulował chorobę psychiczną. Udało się. Jednak wkrótce znowu powołano go do armii. Postanowił dalej udawać świra. Codziennie zjawiał się przed komisją w przyciasnej jesionce, przykrótkich spodniach i wielkich okularach. Jąkając się okrutnie, zapewniał, że właśnie wyszedł ze szpitala psychiatrycznego. Był przekonujący i wyrazisty. Do wojska go nie wzięli.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje