Reklama

Reklama

Chuda, chudsza, śmierć

- Ona?! - zawołałam. - To dlatego tak ćwiczy! - mruknęłam zaskoczona. - Ale z kolei z gimnastyki poprosiła o zwolnienie! Skąd jej się biorą te bzdury w głowie?

Reklama

- To nie są bzdury - zapewniła lekarka. - Nie chciała kiedyś robić jakichś ćwiczeń, była niedysponowana, a nauczyciel tego nie uznał. Zawołał wtedy: "rusz swoją wielką dupę". Akurat chłopcy szli do drugiej sali. Usłyszeli to, zaczęli się śmiać... Może zresztą wcale nie z tego, ale w tym wieku dziewczęta są bardzo wrażliwe na własnym punkcie... Zuzia wciąż uważa, że jest za gruba - zakończyła lekarka z westchnieniem.

Zmarszczyłam czoło. Nareszcie zaczynałam pojmować to, co dotychczas wydawało mi się młodocianą głupotą! Te mordercze ćwiczenia, te pozostawiane kanapki...

- Znajduję w jej torbie po pięć wyschniętych śniadań szkolnych... - szepnęłam.

- Prawdopodobnie jeszcze więcej znajdzie ich pani za meblami albo upchniętych po kątach... Pani córka przez cztery miesiące straciła dwadzieścia pięć kilo. Przypuszczalnie prawie nic nie je...

- No, tak źle nie jest! - odparłam, przypomniawszy sobie sobotnie i niedzielne obiady. - Kiedy siedzimy razem przy stole, zjada właściwie wszystko! Zupę, drugie danie... Bardzo lubi kurczaka...

- I pewnie zaraz potem wychodzi do toalety? - upewniła się lekarka. - Puszcza wodę w łazience?...

- Puszcza... - pokiwałam zdziwiona głową. - A dlaczego? - nie rozumiałam.

- Bo zwraca - odparła pani doktor. - I nie chce, żeby pani to usłyszała.

Serce waliło mi jak młotem. To wszystko było jakieś straszne. Tym straszniejsze, że kompletnie dla mnie niezrozumiałe.

- Ale czemu zwraca? - zawołałam. - Przecież lubi jedzenie! Prosi nieraz wręcz o jakiś smakołyk, białą czekoladę, lubi rurki z kremem... - wyliczałam. - Je, ale potem zwraca, bo boi się przytyć. Boi się każdej kalorii. Listek sałaty przelicza na tłuszcz na swoim ciele.

Słuchałam tych słów w osłupieniu!

- Wiedziałam, że jest coś takiego jak anoreksja, słyszałam to słowo w telewizji. Wiedziałam, że dziewczęta mocno się odchudzają, ale żeby aż tak?!

- Proszę się nie przestraszyć, ale Zuzia musi iść do szpitala.

- Dlaczego? - zawołałam wylękniona. - Już ja ją przypilnuję, żeby jadła! Będę przy niej siedziała, póki nie skończy, póki nie przełknie ostatniego kęsa!... - obiecywałam zawstydzona. Lekarka pokręciła łagodnie głową.

- Pani sobie nie da z tym rady. To poważna choroba, czasami nawet śmiertelna.

Ciarki przebiegły mi po skórze i aż mi tchu zabrakło! Zdawało mi się to niemożliwe, żeby ktoś sam siebie głodził tak bardzo, by zagłodzić się na śmierć! Ale im dłużej słuchałam słów lekarki, tym więcej szczegółów sobie przypomniałam. Drobnych symptomów, które dopiero teraz kojarzyłam!

- Ona wynosi z domu to, czego nie zjada. Widziałam ją kilka razy z pudełkiem... Mówiła, że to dla ptaków - próbowałam się jakoś usprawiedliwić. Doktor nie była zaskoczona.

- Prawdopodobnie Zuzia będzie karmiona dożylnie, jeśli okaże się, że jej organizm nie może przyswajać jedzenia normalnie. Jej wychudzenie na to wskazuje. Dziewczęta, które zwracają każdy zjedzony kęs, wymiotują już potem automatycznie, wystarczy, że pochylą głowy. A kiedy i tego procesu nie zatrzymają, ich żołądki po prostu przestają akceptować jedzenie. Patrzyłam na lekarkę wstrząśnięta. Dopiero teraz zrozumiałam, że z moim dzieckiem stało się coś bardzo złego! Gdy wyszłam z gabinetu, Zuzia zrozumiała, że ja już wiem.

- Córeńko... - poprosiłam błagalnie - obiecaj mi... - głos mnie zawiódł. Łzy napłynęły do jej wystraszonych oczu. Ruszyła głową jakoś bezradnie i szepnęła z rozpaczą:

- Nie umiem. To było miesiąc temu. Straszny miesiąc wypełniony przerażeniem i nadzieją. Wyjęłam list, który Zuzia wsunęła mi do ręki, gdy wychodziłam od niej. Rozchyliłam jego brzegi i przeczytałam parę słów ostatniej linijki: "...tak bardzo chcę żyć!". Przymknęłam oczy i zacisnęłam na nim palce aż do bólu. "Będziesz żyła, córeczko! Musisz!", powtarzałam w myślach z mocą, z jaką wypowiada się zaklęcie.

Elżbieta W., 49 lat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje