Reklama

Reklama

Czy znajdzie się dla nas ciepły kąt?

- I teraz naprawdę boję się tam wracać... - dodałam na koniec ze łzami w oczach. - Ale gdzie mam pójść?

Reklama

- Rozumiem - odparła. - Niech się pani tak nie martwi. To się da załatwić!

- Dziękuję za dobre chęci, ale ja w administracji byłam wiele razy. Nic to nie dało - powiedziałam zrozpaczona.

- Pani tam może i była, ale ja jeszcze nie - odpowiedziała.

- Chce pani iść w mojej sprawie? - zdziwiłam się.

- A jakże, moje dziecko, a jakże!

Parę dni później babcia Grzesia przyszła do mnie z bardzo oficjalną miną.

- Ma pani kogoś, kto pomoże się pani przeprowadzić? Jak nie, to mój zięć i syn chętnie to zrobią.

Patrzyłam na nią z otwartą buzią.

- Pewnie się pani dziwi, jak to się stało, prawda? To bardzo proste - babcia Grzesia na moment zmarszczyła brwi. - Tak się składa, że pracuję w urzędzie miasta i pani sprawa - niezależnie od karmienia Grzesia - powinna zostać już dawno rozwiązana. Nie rozumiem, dlaczego dano pani tamten pokój. To bez sensu, jego nie dałoby się w żaden sposób ogrzać! Mamy w tej chwili odremontowany lokal socjalny, co prawda ze wspólną kuchnią i łazienką, ale za to ciepły i wygodny. Ktoś mocno zaniedbał pani sprawę i już ja się postaram, żeby za to odpowiedział. Tak że nie ma co gadać. Jak pani wyjdzie z dzieckiem ze szpitala, przeniesie się pani do jednego z pokoi we wspólnym mieszkaniu. Będą tam jeszcze dwie samotne matki, miłe kobiety. Jedna z nich też wychowała się w domu dziecka. Na pewno się dogadacie, a może i zaprzyjaźnicie.

- Boże, nie wiem, jak mam dziękować za to wszystko! - wyjąkałam, a łzy same płynęły mi z oczu.

- Nie, to ja mogę pani podziękować. Po pierwsze za to, czego dowiedziałam się przypadkiem o pracy moich podwładnych, ich nieżyczliwości i niedbalstwie! A po drugie, za zdrowie mojego wnuczka - dodała ciepło i łagodnie.

- Zawsze będzie pani mile widziana w naszym domu! - dodała na koniec, odwracając się na moment w drzwiach.

Michałek obudził się, spojrzał na mnie i wyciągnął rączki. Pewnie zaniepokoiła go moja zapłakana twarz, bo wykrzywił usta w małą podkówkę.

- Nie płacz, kochanie! - powiedziałam. - Teraz będziemy mieć prawdziwy dom... I już nigdy nie będzie nam zimno!

Babcia Grzesia bardzo mi pomogła, także w przeprowadzce.

- Nie bój się, dziecko, nie zostawimy cię samej. Zawsze możesz na nas liczyć! - powiedziała.

Wiem, że nie rzucała słów na wiatr. Tacy ludzie jak ona dotrzymują słowa.

Dostałam nowe zabawki dla Michałka, a pokój we wspólnym mieszkaniu bardzo mi się spodobał.

Najważniejszy jednak prezent, jaki dostałam, to nadzieja, że moje życie będzie odtąd już tylko lepsze. Mam dach nad głową, zdrowe dziecko i wokół życzliwych ludzi. Czy można chcieć więcej?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje