Reklama

Reklama

Kochanek (prawie) idealny

Miałam męża, faceta na boku i wszystko pod kontrolą. A raczej tak mi się zdawało…

Wymyśliłam ją, żeby mieć święty spokój. Ma na imię Danusia, jest mężatką, ma dwoje dzieci, mieszka w domku jednorodzinnym daleko stąd. Łączy nas przyjaźń, którą odnowiłyśmy po wielu latach milczenia. Esemesujemy ze sobą i wymieniamy się zdjęciami. Od roku odwiedzam ją co miesiąc, dwa. Ona kiedyś do mnie przyjedzie, na razie nie może, bo opiekuje się chorą matką. Jest od początku do końca fikcyjną postacią. Wytworem mojej wyobraźni. Dałam jej wygląd, charakter, hobby, ulubione powiedzenia i zainteresowania.

- Pozdrów ją ode mnie - mówi mój mąż, kiedy dostaję od niej kolejną wiadomość. - I spytaj, czy jej najmłodszemu synowi nie przydałyby się rolki.

Reklama

- Ok, zaraz zapytam - odpowiadam, a po chwili wysyłam SMS do kogoś zupełnie innego. Kłamię. Jak z nut. I nie mam wyrzutów sumienia. Danusia, miła, pulchna szatynka o niebieskich oczach, jest mi potrzebna. To moje alibi. Tak naprawdę Danusia ma na imię Piotr i jest nieziemsko przystojnym facetem, wyjątkowo szczodrze obdarzonym przez naturę. Ma żonę jędzę, rok młodszą ode mnie, ale zapyziałą, kompletnie aseksualną i bez fantazji. Odchowała troje dzieci, a teraz całą energię spala podczas pielenia ich przydomowego ogródka. Piotr - na szczęście - ma kochankę, czyli mnie.

Jest romantyczny, ale nie czułostkowy i sentymentalny. Nawet nie sądziłam, że uda mi się zrobić z niego poetę. Teraz widzę, że to banalnie proste - wystarczy dać żonatemu facetowi to, czego nie miał, nie ma i nie będzie miał w domu: podziw, namiętność i seks.

- Wiesz, że jesteś najlepszym kochankiem, jakiego miałam w życiu? - przytulam się do niego całym ciałem. Piotr mi wierzy, a w podziękowaniu jeszcze czulej się ze mną kocha.

- Czy żona mówiła ci kiedyś, że jesteś marzeniem każdej kobiety? - pytam.

Milczy. Próbuje we wspomnieniach odnaleźć chwilę, której nigdy nie było. I nie będzie, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Dlatego zasypuję go komplementami i chwalę, kiedy tylko nadarza się okazja. A on pragnie być moim marzeniem. Pragnął. Jeszcze przed dwoma dniami, bo każda, nawet najpiękniejsza fikcja ma swój bolesny koniec. A żeby było śmieszniej - prozaiczny...

- Dlaczego nie odejdziesz od żony? - zapytałam Piotra po namiętnej nocy.

- Po prostu nie mogę - odparł szybko.

- Możesz. Bądź ze mną szczery...

- No dobra... Czy odeszłabyś od swojego męża, gdyby okazało się, że jesteś z nim w ciąży?! - prawie wykrzyczał.

- A więc to... - popatrzyłam na niego. - W którym miesiącu?

- W trzecim - odparł sucho.

- Więc kochałeś się także z nią?

- Tak, żeby nie budzić podejrzeń, żeby potem spotykać się z tobą, żeby...

- Co będzie z nami?! - krzyknęłam jak furiatka. - Zostawisz mnie? Już nigdy się nie zobaczymy?

- Ile ty masz lat, kobieto? - chwycił mnie za podbródek. - Myślałaś, że ja i ty, że my...

- Tak! Tak właśnie myślałam! - rzuciłam mu w twarz. - Dlaczego miałam nie marzyć? Nie planować z tobą przyszłości?

- Bo niczego sobie nie obiecywaliśmy - sprowadził mnie na ziemię.

- Ale ja cię stworzyłam! Jesteś od początku do końca mój, nie jej! - powiedziałam z trudem, bo łzy nie pozwalały mi mówić.

- Nie, skarbie... - odparł i objął mnie, płaczącą i bezbronną jak dziecko. - Pokazałaś mi, jak może wyglądać fantastyczny seks. Wydobyłaś ze mnie to, co najlepsze.

- Świetnie - przerwałam mu - a teraz to wszystko będzie miała ona, twoja żona, ta śnięta ryba. Ale może tak jest sprawiedliwie. Może to cena za moje kłamstwa, za zdrady?

Zaczęłam się w pośpiechu ubierać. Nagle poczułam się nie na swoim miejscu, jak ktoś, kto trafił tu przez pomyłkę. Piotr, mój idealny kochanek, który spodziewał się ze swoją żoną czwartego dziecka...

- Nie odprowadzaj mnie na dworzec - poprosiłam go przed wyjściem z pokoju hotelowego.

- Chcę być teraz sama. I nie dzwoń, nie esemesuj. Tak będzie lepiej.

Wyszłam. Zatrzasnęłam za sobą drzwi do przeszłości. W pociągu miałam czas, żeby przemyśleć to, co się stało i spróbować wrócić do teraźniejszości. Do życia bez Piotra. Do życia po życiu. Teraz wolałam, żeby to Danusia była prawdziwa, a Piotr fikcyjny. Byłoby mi łatwiej.

- Cześć, kochanie - przywitał mnie mąż na stacji.

- Jak było?

- Beznadziejnie - odparłam zła jak osa i przytuliłam się do niego. - Pokłóciłyśmy się. To chyba koniec naszej przyjaźni. Więcej jej nie odwiedzę. Pomyliłam się. Danka jest zupełnie inna, niż myślałam. Rozczarowałam się. Ale wiesz, może lepiej, że stało się to teraz, a nie za rok. Zmarnowałabym tyle czasu...

Z życia wzięte
Dowiedz się więcej na temat: zdrada | miłość | romans | kobieta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje