Reklama

Reklama

Komputerowe love

- Bo Elfi jest elfem. I to najlepszym na naszym serwerze. Pokonała nawet Rudego, a wiesz mi, mamo, to nie jest wcale takie proste!

Reklama

- Nie rozumiem... To kim albo... czym ona jest? - zapytałam.

- Możesz tu podejść, mamo? - zapytał, obracając monitor w moją stronę. - Widzisz, to jest Elfi... Ta wysoka, ze spiczastymi uszami i niebieską skórą.

Spojrzałam na monitor. No, tak... Nie dało się ukryć, że ta uzbrojona w miecz i tarczę postać przypominała elfa. Niestety, była też... komputerowa. Usiadłam na kanapie i złapałam się za głowę.

- Oj, Maciek, Maciek, ale to tylko gra. Ta dziewczyna nie jest prawdziwa... - zaczęłam tłumaczyć.

- Chryste, mamo, wiem. Nie jestem czubkiem - rzucił zirytowany.

- No ale przecież mówiłeś, że masz koleżankę... Że się przyjaźnicie.

Syn przewrócił oczami i spojrzał na mnie w ten swój irytujący sposób.

- Mamuś, wyluzuj, dobra? Ja nie przyjaźnię się z tą postacią, tylko z laską, która nią gra...

- Czyli jednak jest jakaś dziewczyna? - rzuciłam z nadzieją.

- No, tak... Gramy razem.

- Aha, to może zaprosisz ją do nas i pogadacie normalnie - zaproponowałam.

- Czy ja wiem, ona jest z Zamościa. A jak nie będzie chciała przyjechać? - zaniepokoił się i chyba nieco zaczerwienił.

- No coś ty, Zamość nie jest znowu aż tak daleko - przekonywałam. - Zaproś ją, na pewno się zgodzi.

Maciek wahał się jeszcze przez chwilę, a potem uprzejmie, lecz stanowczo wyprosił mnie z pokoju, oznajmiając, że musi "poklikać w cztery oczy". Kwadrans później wpadł do salonu i oznajmił uradowany, że jego przyjaciółka odwiedzi nas w najbliższy piątek. Nie mogłam się doczekać. Byłam bardzo ciekawa, jak wygląda małolata, która zawróciła w głowie mojemu Maćkowi. W piątkowe popołudnie mój syn wybiegł na dworzec. Przyznam, że miałam ogromną ochotę, by dotrzymać mu towarzystwa. Ale Maciek kategorycznie odmówił, oświadczając, że randka z matką u boku to obciach.

- Poszwędamy się trochę po mieście, a potem wpadniemy do domu na obiad - wyjaśnił, trzaskając za sobą drzwiami. Dwie godziny później wyraźnie zadowolony wprowadził do naszego domu swoją nową znajomą. Widać było, że wpadł po uszy, bo twarz aż mu promieniowała radością.

- To Elfi, a w zasadzie Ewa - powiedział, przedstawiając nam uśmiechniętą nastolatkę z kolorowymi dredami do pasa i sporym tatuażem na lewym ramieniu.

- Dzień dobry państwu - odparło dziewczę i uśmiechnęło się, a ja przez ułamek sekundy dostrzegłam błysk kolczyka w jej języku. Odpowiedziałam niemrawym uśmiechem. Szczerze mówiąc, nie tak ją sobie wyobrażałam. Zanim jednak zdążyłam coś powiedzieć, syn oświadczył, że chce pokazać Ewie swój komputer i oboje zniknęli w jego pokoju.

- No i? Co myślisz? - zapytałam męża.

- Cóż... To raczej miła i kulturalna dziewczyna...

- Kulturalna? - zdziwiłam się.

- W końcu powiedziała "dzień dobry", prawda? - zauważył Zbyszek. - I z pewnością nie jest żadną... lamerką.

- Aha, czyli to twoim zdaniem wystarczy? - rzuciłam zirytowana.

- Maciek ją lubi, a to jest chyba najważniejsze - usłyszałam.

- A te dredy, tatuaż i kolczyki? Nie wydaje ci się, że są trochę... no... mało dziewczęce? Przecież Kamilka przy tej Ewie wygląda jak miss świata! - rzuciłam zdenerwowana.

- To chyba powinniśmy się cieszyć, prawda? - stwierdził uradowany Zbyszek.

- Cieszyć? A niby z czego?

- Że nasz synek nie kieruje się tylko wyglądem.

- No w sumie masz rację - przyznałam w końcu i zadowolona przytuliłam się do męża.

- Widzisz, skarbie, to był jednak dobry pomysł, żeby ją zaprosić! Zbyszek cmoknął mnie w policzek, a po chwili namysłu dodał:

- Pewnie, że dobry. Tylko efekt będzie chyba odwrotny od zamierzonego, bo teraz to nawet siłą nie oderwiemy młodego od komputera.

Wanda I., 44 l.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje