Reklama

Reklama

Moja druga wielka miłość


Dziś wiem, że przez cały czas był przy mnie, czuwał nade mną i to on podesłał mi opiekuna...
Rano, kiedy odwiozłam dzieci do przedszkola, auto nie chciało zapalić. Zadzwoniłam do teścia. Odebrał Robert. Powiedziałam mu, co się stało. Obiecał przyjechać za kilka minut. Razem odholowaliśmy auto do warsztatu.

Reklama

- Aga, daj mi dowód rejestracyjny, zajmę się wszystkim. Teraz odwiozę cię do pracy, okej? - zawołał wesoło.
Poczułam ulgę. Ucieszyłam się, że szwagier załatwi wszystko u mechanika.
- Jak chcesz, przyjadę po ciebie i pojedziemy po dzieci - zaproponował.
- Chętnie, ale nie chciałabym cię wykorzystywać - próbowałam oponować, ale byłam mu wdzięczna za tę propozycję. Przyjechał chyba przed czasem, bo kiedy wyszłam na parking, stał oparty o maskę auta i pomachał ręką na mój widok.
- Fajnie cię widzieć - powiedział, uśmiechając się ciepło.
- Miły jesteś - odparłam.
- Jeśli chcesz, pojedziemy na zakupy - zaoferował się.
- Nie, kupię coś w osiedlowym sklepie.
 - Po co masz przepłacać, daj spokój. Zresztą obiecałem rodzicom, że zrobię zakupy.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Serio! Potrafię sam zrobić zakupy.
Byłam zdziwiona, bo do tej pory to wszyscy troszczyli się o niego...
- Skąd ta zmiana? Czyżbyś poznał jakąś dziewczynę? - zażartowałam.
- Można tak powiedzieć - odparł, lekko się rumieniąc.
- Gratuluję! Widzę, że ci na niej zależy.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo - wyznał.
- Opowiesz mi o niej?
- Jest najcudowniejszą kobietą na świecie. Spodobała mi się od pierwszego spotkania, ale wtedy miała już kogoś.
- A teraz?
- Jest sama.
- Rozumiem - powiedziałam, kiwając głową. - Walcz o nią, skoro ją kochasz...
- Cały czas to robię - powiedział i spojrzał na mnie tak, że poczułam, jak oblewa mnie rumieniec.
Odebraliśmy dzieci z przedszkola.
- Wujku, wujku, pójdziesz ze mną na rower?! - dopraszał się Michał.
- Robert, nie rób sobie kłopotu - oponowałam.
- Już i tak straciłeś tyle czasu...
- Nie straciłem. Chętnie z nim pójdę na rower. W końcu to mój chrześniak.
- A ja, wujku? - dopraszała się Julka. - Wszyscy pójdziemy na dwór, a mama sobie odpocznie - zadecydował.
Dzieci przepadały za nim. Nie wiem, jak to się stało, ale Robert prawie codziennie bywał u nas, spędzał też z nami weekendy. Powoli zapełniał w naszym życiu pustkę, jaka powstała po śmierci Jarka. Niepostrzeżenie zapełnił też pustkę w moim sercu. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, poczułam potworne wyrzuty sumienia - jakbym zdradziła Jarka. I dlatego zaczęłam walczyć z tym uczuciem. Zaczęłam go unikać, wyszukiwać powody, by jak najrzadziej się z nim widywać.
- Agata, o co chodzi? Co się dzieje? - zapytał mnie pewnego dnia.
- Wiesz, Robert, jestem ci bardzo wdzięczna za wszystko, co dla mnie i dla dzieci zrobiłeś. Ale ty masz swoje życie, pracę, dziewczynę... Jej musisz poświęcić więcej czasu - tłumaczyłam mu.
- Cały czas to robię - odparł i spojrzał na mnie takim wzrokiem, że nagle wszystko stało się jasne.
- Chcesz powiedzieć, że...
- Tak, Agata, ty jesteś tą dziewczyną, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia, i dla której się zmieniłem. Ty jesteś miłością mojego życia...
Serce waliło mi jak oszalałe. Z jednej strony byłam szczęśliwa, ale z drugiej - bałam się tego uczucia.
- Ale my nie możemy... - szepnęłam.
- Dlaczego? W niektórych kulturach brat po śmierci brata ma obowiązek zająć się jego żoną i rodziną - zażartował. - A ja nie robię tego z obowiązku.
- Ale rodzice, Jarek... - wzbraniałam się.
- Rodzice wiedzą o wszystkim i cieszą się... Rozmawiałem o tym z nimi...
A Jarek? On chciał, żebyś była szczęśliwa i na pewno nie miałby ci tego za złe.
- Nie wiem, co mam zrobić...
- Po prostu przyjmij moją miłość.
- Muszę to przemyśleć. Daj mi trochę czasu - poprosiłam.
- Dobrze.
Całą noc myślałam o tym, ale dalej nie wiedziałam, jak mam postąpić. I nagle w drzwiach zobaczyłam Jarka.
- Jarek! - zawołałam radośnie.
- Jestem przy tobie. Robert zatroszczy się o ciebie i dzieci. Nie martw się...
Otworzyłam oczy. Pokój był pusty. To był sen... "A może on zjawił się naprawdę?" Nagle trzasnęło okno. Serce mocniej mi zabiło. Tak, to musiał być znak! Nie miałam wątpliwości.
Rok temu pobraliśmy się i wkrótce na świat przyjdzie nasza córka. A moje dzieci są szczęśliwe, że Robert zastępuje im ojca. Kiedyś im powiem, że to ich tata wybrał go na naszego Anioła Stróża....

Dowiedz się więcej na temat: partnerstwo | rodzinne relacje | związek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje