Reklama

Reklama

Nikomu nie jestem potrzebna

Pamiętam tamten wieczór. Ojciec wrócił do domu jak zwykle bardzo późno. Zdjął płaszcz i poszedł do kuchni. Po chwili z talerzem chińskiej zupy, którą dla niego przygotowałam, przyszedł do mnie i jakby nigdy nic powiedział:

Reklama

- Zosiu, poznasz jutro moją nową miłość.

Zmartwiałam. Po dwóch latach ciężkich doświadczeń dobrze wiedziałam, co taka zapowiedź znaczyła. Następnego dnia ojciec odwiezie mnie do swojej przyjaciółki i będę musiała u niej przez jakiś czas mieszkać.

- Jest miła. Mówi, że choć sama na razie nie ma dzieci, to bardzo je lubi - po kolejnej łyżce zupy dodał ojciec. - Zostaniesz z nią parę dni.... Boże, jak ty dobrze gotujesz! Nie ma co, szybko się nauczyłaś!

- To nie ja, to fabryka - wyprowadziłam ojca z błędu.

- Co? - nie zrozumiał.

- Nie ugotowałam zupy, tylko zalałam ją gorącą wodą - wyjaśniłam.

- Czemu opowiadasz mi o tym z taką miną? - roześmiał się. - Wyglądasz tak, jakbyś była pogrążona w głębokiej żałobie.

Ja byłam pogrążona w głębokiej żałobie. Nie domyślał się tego? Czułam się opuszczona! W klasie żadna inna dziewczynka nie mieszkała u kolejnych dziewczyn własnego ojca. Jak ja tych kobiet nienawidziłam! Wszystkich po kolei: Hani, Marzeny, Uli, Iwony i Justyny, choć tę dopiero miałam poznać!

Chciałam zapytać, czy tym razem nie można by było spróbować porozmawiać z mamą, żeby wzięła mnie do siebie na parę dni. Po namyśle dałam jednak spokój. Czułam, że narzeczonemu, do którego się wyprowadziła, ten pomysł by się nie spodobał.

Justyna nie była mną zachwycona.

- Co ty, niepoważny jesteś? - zaczęła wrzeszczeć na ojca zaraz po otworzeniu drzwi. - Obiecywałeś randkę, ale nie wspominałeś nic o dziecku. Muszę iść do pracy i nie mam jak się nim zająć.

- Wystarczy, że dasz jej klucze do mieszkania i pozwolisz przenocować - tato przywołał na twarz najbardziej ujmujący ze swych uśmiechów.

- No dobrze - zgodziła się. - Tylko masz mi przywieźć z Hamburga coś ładnego. Na przykład? złote kolczyki.

- Masz je! - zapewnił uszczęśliwiony.

- Mi też możesz przywieźć kolczyki - nieśmiało wtrąciłam się do rozmowy.

- A tobie za co? - roześmiał się ojciec.

Zrobiło mi się przykro. "Za nieprzeczytane bajki", pomyślałam, ale nie odważyłam się tego powiedzieć głośno.

Prawdę powiedziawszy, mama też mi tych bajek nie czytała, a mimo to rozpaczałam po jej odejściu. Raz próbowałam nawet odebrać sobie z jej powodu życie.

Pamiętam, w dniu, kiedy pod nieobecność ojca miała przyjść po resztę swoich rzeczy, nie poszłam do szkoły. Od rana stałam w oknie i wypatrywałam jej nadejścia. Gdy się wreszcie pojawiła, rzuciłam się na dół. Spadałam z trzeciego piętra i chyba jednak Anioł Stróż musiał czuwać nade mną, bo lecąc zahaczyłam o antenę satelitarną. Zawisłam na niej. Ściągnął mnie po chwili zaalarmowany krzykiem mamy sąsiad. Poobijana pojechałam do szpitala, a ze mną płacząca mama.

"Dobrze, przestraszyła się tak, jak trzeba. ", cieszyłam się w duchu. "Teraz już na pewno do nas wróci." Głupia, narażałam się niepotrzebnie, bo ona wróciła, ale do narzeczonego i jego dzieci...

Czarnowłosa, podobna do Cyganki, Krystyna była kochanką ojca numer sześć. Trzymała mnie u siebie przez całe wakacje między drugą a trzecią klasą, bo tato wtedy znowu był w rozjazdach. Pamiętam, że wpadł do nas na przełomie lipca i sierpnia. Na jego widok moja opiekunka zmarszczyła groźnie brwi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje