Reklama

Reklama

Nowa wiadomość: Kocham cię

Komórka oznajmiła, że dostałam SMS-a. To była pomyłka. Odpisałam jednak roztargnionemu facetowi, a on podjął moją grę. Trwała kilka miesięcy, nim się spotkaliśmy.

Telefon zadzwonił wyjątkowo głośno. Niechętnie podniosłam głowę. Siedziałam w wannie pełnej piany i próbowałam przestać myśleć o pracy. Był piątek wieczór, a ja miałam przed sobą pierwszy wolny od wielu tygodni weekend. Postanowiłam, że przez następne dwa dni nie ruszę się z ustawionego na balkonie leżaka. Leniuchowanie zapowiadało się wspaniale. A teraz znów ten przeklęty telefon...

- Hej, mamo. Nie wpadnę dziś na kolację. Muszę zostać dłużej w pracy. Do jutra - przeczytałam głośno SMS. - Kolejny pracoholik - mruknęłam. Postanowiłam jednak odpisać. "Hej, synku. Niestety, nie dostałam Twojego SMS-a. Chyba jesteś mocno przepracowany, bo pomyliłeś numery i wiadomość wysłałeś do jednej bardzo miłej pani. Na drugi raz uważaj, bo przez swoje rozkojarzenie wyciągnąłeś ją z wanny. Napisz mi więc jeszcze raz SMS-a, bo będę się martwić. Mama". Zadowolona ze swojego poczucia humoru wróciłam do gorącej kąpieli. Za moment telefon zabrzęczał jednak raz jeszcze. Podniosłam się ze złością.

Reklama

"Bardzo Ci dziękuję, dobra kobieto. Rzeczywiście, moja mama zamartwiałaby się do północy, gdyby nie Ty. Zaraz wyślę jej jeszcze jedną wiadomość, a póki co dziękuję i życzę udanej kąpieli." Uśmiechnęłam się, wyłączyłam telefon i z zamiarem przejrzenia gazet usiadłam na kanapie. I od razu zasnęłam. Wstałam koło południa. Kiedy przypomniałam sobie, że nigdzie mi się nie spieszy, leniwie się przeciągnęłam i zostałam już w takiej półleżącej pozycji. Odruchowo sięgnęłam jednak po telefon. Ze zdziwieniem odkryłam, że dostałam pięć SMS-ów. Wszystkie pochodziły od tajemniczego nieznajomego! "Dzień dobry. Wstałaś już?". "Chyba nie, więc nie przeszkadzam. Chciałem Ci tylko jeszcze raz podziękować". "Przesyłam podziękowania także od mamy. Powiedziała, że masz bardzo dobre serce. Miała rację, ale nic nie wie o tym, że masz także cięty język". "A właściwie to dlaczego mi odpisałaś?". "Mam na imię Kuba, a Ty?".

Uśmiechnęłam się, bo wiadomości od nieznajomego sprawiły mi przyjemność. Wysłałam mu więc nowego SMS-a. "Hej. Tu Maja, Twoja wczorajsza dobrodziejka. Wstałam dzisiaj później, bo mam wolne i mogę sobie poleniuchować. Co u Ciebie?". Odpowiedź otrzymałam natychmiast. "Zazdroszczę Ci tego leniuchowania. Ja jak zawsze w sobotę jestem w pracy. Niedawno założyłem mały sklep. Teraz jestem jednocześnie dostawcą i sprzedawcą." Wiedziałam dobrze, o czym pisze Kuba. Sama kiedyś pracowałam w sklepie i pamiętam, jaka zmęczona wracałam do domu. Otrząsnęłam się z tych przykrych wspomnień i wyszłam na balkon.

A potem przez dwa dni nie robiłam już zupełnie nic... W poniedziałek padał deszcz i do pracy wyszłam w wyjątkowo podłym nastroju. W zatłoczonym do granic możliwości autobusie odebrałam kolejnego SMS-a. "Witaj, jak tam? Wypoczęłaś? U mnie wszystko po staremu: praca i jeszcze raz praca". Nie zwracając uwagi na to, że woda z mojej parasolki leci wprost na spodnie jakiegoś studenta, zaczęłam wystukiwać kolejną wiadomość. "Weekend spędziłam cudownie. Dziś jest strasznie. Nic mi się nie chce. Mam nadzieję, że uda mi się w pracy nie rozpłakać." "Dasz radę. Byle do piątku!", odpisał. Minęły dwa miesiące. Zbliżał się koniec roku, a ja znowu nie miałam żadnego wolnego dnia. Gdyby nie znajomość z Kubą, chyba popadłabym w depresję. SMS-em od niego rozpoczynał się i kończył każdy mój dzień.

Pisałam tajemniczemu nieznajomemu o wszystkim. Nawet o tym, że nakrzyczał na mnie szef czy złamał mi się obcas. On też skrupulatnie opisywał mi dzień po dniu. Dowiedziałam się, że jest z Poznania, lubi oglądać kreskówki i pływać nocą w jeziorze. Na początku wszystkie SMS-y od Kuby czytałam koleżankom w pracy. Ale szybko uznałam, że Kuba jest bliską mi osobą i nie powinnam tak postępować. One jednak tego nie potrafiły rozumieć. Albo zwyczajnie zazdrościły mi tej znajomości.

- Chyba się w nim nie zakochałaś? - spytała któregoś dnia Magda, wychylając się zza swojego biurka. - Przecież nawet nie wiesz, jak wygląda!

- Pewnie jest stary, gruby i łysy - zawyrokowała Renata. - Inaczej na pewno zaproponowałby ci spotkanie.

A mnie właśnie przyszło do głowy, że naprawdę nie wiem, jak wygląda Kuba. Wyobrażałam go sobie jako wysokiego przystojnego blondyna. Postanowiłam to delikatnie wybadać. "Mogę mieć niedyskretne pytanie?", spytałam w jednym z kolejnych SMS-ów. "Pytaj", odpowiedział Kuba. "Jak wyglądasz?". "A chciałabyś, żebym jak wyglądał?" "Stary okularnik z nadwagą", zażartowałam. "Więc tak właśnie wyglądam. A co Ty napiszesz o sobie?" "Jestem dziewczyną Twoich marzeń", wystukałam na klawiaturze. "Nawet jeśli chcesz, żebym była stara i całkiem siwa". "No, to świetnie się dobraliśmy", skomentował Kuba. "A jak z wiekiem? Ja jestem po sześćdziesiątce." "Jesteś dużo młodszy ode mnie", odpisałam w tym samym tonie.

W rezultacie nie odpowiedział na moje pytanie... Nie przejęłam się tym zbytnio. W końcu to przecież tylko taka "komórkowa" znajomość. Mijały jednak kolejne dni, a nasza sympatia na odległość zmieniała się w coś znacznie poważniejszego. I właśnie wtedy dostałam tę wiadomość. "Co robisz w tym roku w sylwestra?" "Jeszcze nie wiem. A masz jakąś propozycję?", zażartowałam. Ku mojemu zdziwieniu Kuba rzeczywiście zaproponował mi wspólny wyjazd w góry.

Uwielbiam Tatry, ale jechać z mężczyzną, którego nigdy nie widziałam na oczy? Zawsze uważałam się za osobę rozsądną. Tym razem jednak zachowałam się zupełnie inaczej. Pomyślałam, że przecież tak naprawdę Kuba nie jest mi obcy. Znałam go bardzo dobrze. Szybko więc uzgodniliśmy szczegóły wyjazdu. Po kilku dniach po raz pierwszy go zobaczyłam. Czekał na mnie na dworcu kolejowym. Nie przypominał mojego księcia z bajki... Miał piegowatą twarz otoczoną burzą czarnych loków, ale też ładne zielone oczy i szczery uśmiech.

- Witam cię - powiedział Kuba, uśmiechając się przy tym szeroko. Kiedy podawaliśmy sobie ręce na przywitanie, czułam jego przenikliwy wzrok na sobie. Jeszcze chwilę pożartowaliśmy i w dobrych nastrojach wsiedliśmy do pociągu, który zawiózł nas wprost do Zakopanego. A potem były już tylko góry, szaleństwo na stoku, rozmowy przy herbatce z "prądem", a na koniec szampańska zabawa sylwestrowa.

- Wiesz, czasami myślę, że znam cię od zawsze - rzuciłam w którymś momencie, rozcierając zmarznięte dłonie.

- A ja codziennie odkrywam cię na nowo i codziennie mnie zaskakujesz - odpowiedział. Chyba chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nagle zaczęły wybuchać petardy. Zrobiło się głośno i kolorowo. Przyszedł Nowy Rok. Pod wpływem emocji rzuciłam się Kubie na szyję i odruchowo go pocałowałam. Było fajnie, ale trochę zrobiło mi się głupio. Do końca pobytu nie powtórzyliśmy tego ani nie rozmawialiśmy o tym, co się stało. Gdy wysiadałam w swoim mieście z pociągu, z żalem myślałam, że chyba jednak nie przypadłam Kubie do gustu. A on mi... bardzo. Szłam po peronie ze spuszczoną głową, gdy nagle w kieszeni mojej kurtki odezwała się komórka. Przyszedł SMS: "Maju, zakochałem się w Tobie. Kuba", przeczytałam, a serce zabiło mi mocniej. "Ja w Tobie też", wystukałam na klawiaturze i wysłałam. A potem usiadłam w poczekalni. Następny pociąg do Poznania miałam za godzinę. Jak się nie spóźni, za trzy godziny znów pocałuję Kubę... Maja

Imiona bohaterów zostały zmienione.

Najpiękniejsze romanse
Dowiedz się więcej na temat: miłość | sms | randka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje