Reklama

Reklama

Ofiara mówi dość

Szef przyjechał - powiedział Marek, wstawiając pod bar nową skrzynkę piwa.

Tacę z brudnymi szklankami odstawiłam na kontuar, bo ze strachu zaczęły drżeć mi ręce. Bałam się tego, co mnie czekało. Tych oślizgłych spojrzeń i lepkich rąk mojego przełożonego.

Już pierwszego dnia szef opowiedział, jak to pracował w Stanach. Tam zrozumiał, że najważniejsze jest wzajemne wspieranie się i motywowanie.

- Ja wspieram swoich pracowników, żeby oni wspierali moją firmę - dodał na koniec rozmowy, patrząc na mnie wymownie.

Mnie wspierał dotykiem, obejmowaniem... Potrafił znienacka zdjąć z mojego biustu niewidzialny pyłek, odgarnąć z karku włosy, przygładzić spódniczkę na pośladkach... Zawsze trwało to sekundę i nim zdążyłam zareagować, on odchodził.

Reklama

Któregoś razu po takim "motywującym" uścisku na dzień dobry szef poszedł na zaplecze, a ja - na salę, ale ktoś przy barze rozbił pokal z piwem. Musiałam przynieść szufelkę i mopa, żeby posprzątać. Składzik na akcesoria do sprzątania znajduje się na zapleczu, tuż obok toalety dla personelu. Kiedy zbliżyłam się do drzwi,z kabiny dobiegły mnie podniecone jęki. Zamarłam. Po kolejnych dziesięciu sekundach byłam już pewna, że to mój szef się masturbuje... Świadomość, że ten mężczyzna przed minutą pod pretekstem "motywowania" mnie obłapiał, wywoływała mdłości. Wycofałam się w stronę baru. Marek zauważył moją minę i chyba domyślił się, czego byłam świadkiem. Po mopa poszedł sam. "Będę udawać, że nic się nie stało", powiedziałam sobie.

"I szukać nowej pracy!"

Niestety, znalezienie czegoś w naszym miasteczku graniczyło z cudem. Musiałam nadal pracować w tym pubie...

Nazajutrz szef wszedł do lokalu, uśmiechając się od ucha do ucha.

- No, pokaż się - mrugnął do mnie.

- Dostajesz dużo napiwków, co nie?

- Nie narzekam - spuściłam wzrok.

- I o to chodzi! O to chodzi! - podszedł i objął mnie. - Ze mną nie zginiesz.

Przełknęłam ślinę. Jego bliskość mnie paraliżowała. Czułam się kompletnie bezradna. W głowie huczały mi echem odgłosy, które słyszałam poprzedniego dnia zza drzwi toalety. "Czy i teraz ten zboczeniec pójdzie do wychodka, żeby wyobrażać sobie, że mnie gwałci?!", przeszło mi przez myśl.

Na szczęście szybko wyszedł z knajpy, wsiadł do samochodu i odjechał. A ja czułam się tak zbrukana i upokorzona!

Marek wzdrygnął się.

- Dobrze, że jestem facetem - stwierdził.

- Nie wiem, co bym zrobił, gdyby mnie tak traktował. Chybabym się zwolnił. Widziałem, jak się zachowywał w stosunku do poprzednich kelnerek. Wszystkie odchodziły po kilku miesiącach. Ty pewnie też nie będziesz miała wyjścia, bo tutaj rządzi on - pokręcił głową.

Do domu wróciłam jeszcze bardziej przygnębiona niż poprzedniego dnia.

- Źle się czujesz? - zaniepokoiła się mama.

- To przez ten stres - westchnęłam.

- Klienci ci dokuczają? - spytała.

- Nie - machnęłam ręką. - Chodzi o mojego szefa - wyjaśniłam.

Zaczęłam jej opowiadać, jak "wspiera" mnie uściskami. Słuchała, marszcząc czoło. Potem powiedziała:

- Może on cię w ten sposób próbuje zmotywować, Natalko...

- Co?! - odsunęłam się od niej. - Czy ty niczego nie rozumiesz?! To zboczeniec!

- To, co opowiadasz, brzmi tak, jakby po prostu miał wobec ciebie ojcowskie uczucia. Ty chyba tego nie potrafisz docenić - westchnęła. - Może dlatego, że wychowywałaś się bez taty...

- Jakie ojcowskie uczucia?! - zerwałam się z kanapy. - Przestań! To Marek, chłopak, jest po mojej stronie, a ty?! Mówię ci, że ten zboczeniec się na mnie gapi... - widziałam, że nie jest przekonana, więc choć z trudem przeszło mi to przez gardło, dodałam: - Włosy mi zbiera z dekoltu, spódniczkę na tyłku poprawia! I... - chciałam już powiedzieć o tym, co robił w toalecie, ale dałam sobie spokój. - I tak dalej - zakończyłam.

Zasłoniła usta dłonią.

- A jak ty się tam ubierasz? - spytała.

- Chyba widzisz, jak jestem ubrana, kiedy wychodzę do pracy! Przyzwoicie!

- A może ty go jakoś prowokujesz, nawet o tym nie wiedząc?... - odparła.

Nie mogłam uwierzyć, że obarcza mnie winą za to, że jestem molestowana przez szefa! Poderwałam się z krzesła i poszłam do swojego pokoju. Chciało mi się płakać. Skąd jej to przyszło do głowy?! Nagle coś mnie tknęło. "Ojcowskie uczucia...", zastanawiałam się, co mama miała na myśli. Moje wspomnienia związane z tatą dawno wyblakły, bo rodzice rozwiedli się, kiedy byłam malutka, i nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Teraz tata był w wieku mojego szefa. Na myśl o tym, że mój ojciec mógłby zachować się wobec jakiejś dziewczyny w moim wieku w taki sposób, jak mój szef wobec mnie, zrobiło mi się niedobrze.

A potem nagle przez głowę przemknęła mi okropna myśl.

Poszłam do mamy.

- Czemu właściwie rozstaliście się z tatą? - spytałam, stojąc w drzwiach.

- Dlaczego o to pytasz? - zdziwiła się.

- Czy on był dla mnie niedobry? Zrobił mi coś, czego nie pamiętam? Czego nie powinnam pamiętać? - dopytywałam się.

Zasłoniła twarz dłońmi.

- Dotykał mnie tak, jak nie powinien?- zaczęłam wpadać w panikę. - Tak?! Powiedz mi!

- Nie - przyłożyła dłoń do piersi. - Nie, Natalko, nic takiego nie zauważyłam. A zauważyłabym. Pilnowałam. Przecież nie chciałabym cię postawić w takiej sytuacji, żebyś potem musiała się wstydzić!

- Wstydzić? - nie mogłam uwierzyć, że to powiedziała. - Czyli gdyby coś mi zrobił, toby była moja wina?!

- Normalny dorosły mężczyzna interesuje się dorosłymi kobietami, nie małymi dziewczynkami. Jeśli się zapomina, to znaczy, że został sprowokowany... - odpowiedziała z przekonaniem.

- Boże, mamo, co ty gadasz?! - wydarłam się, bo nie mogłam słuchać tych bzdur.

- Kto ci namieszał w głowie, że wygadujesz takie brednie?!

- Nie krzycz na mnie, przecież zrobiłam wszystko, żeby cię chronić, żeby żaden facet nie mógł cię dotknąć! Twój tata powiedział, że jestem nienormalna i dlatego odszedł...

Poderwała się i pobiegła do kuchni. Poszłam za nią. Płakała.

- Mamo?... - położyłam jej dłoń na ramieniu.

Skurczyła się, jakby ją ten dotyk zabolał.

- Może i racja, może jestem nienormalna - łkała. - I dlatego bałam się, że może będziesz taka, jak ja, że będziesz prowokować... A potem będziesz musiała nosić w sobie taki wstyd!

Zaniemówiłam... Nagle przed oczami stanął mi cmentarz, na którym pochowano mojego dziadka, a ojca mamy. Na jego grobie zawsze zapalała mnóstwo zniczy, jakby jego śmierć wciąż była dla niej bolesna. Jakby tę jego śmierć nieustannie świętowała, celebrowała... A przecież o dziadku nigdy nie mówiła...

- Mamo - wykrztusiłam - żadne dziecko nie jest winne, jeśli dorosły je molestuje! Nigdy! Dziecko nie może uwieść dorosłego! Nie masz się czego wstydzić! - nagle wszystko do mnie dotarło. - Ty nic złego nie zrobiłaś - objęłam ją ramieniem. - To twój ojciec był zły...

- Powiedz to babci! - znów zasłoniła twarz dłońmi. - Ona do dziś mi nie wybaczyła. Twierdzi uparcie, że to przeze mnie ojciec dostał zawału, a ona została wdową, bo tak rzadko ciebie do nich przywoziłam w odwiedziny! A ja nie chciałam, żeby cię spotkało to, co mnie, gdy byłam małym dzieckiem. Musiałam cię przed nim chronić... - znów wybuchnęła płaczem.

Przytuliłam ją. Jak moja babcia mogła wygadywać tak straszne rzeczy? I to córce, która była molestowana przez rodzonego ojca!

- Mamo - zaczęłam ocierać jej łzy - nigdy nie byłaś niczemu winna. Babcia ma chore wyobrażenie o tym, co się stało. Nie wiem, czy zdąży przed śmiercią zrozumieć, jak bardzo cię skrzywdziła. Bo ty nie zrobiłaś nic złego. Tak samo... jak ja. Nie pozwolę, by mój szef dłużej tak mnie traktował. Dosyć! Koniec. Nie będę występować w roli ofiary - zdecydowałam.

Pożyczyłam od Marka smartfon i nagrałam to, jak szef mnie obmacuje. Film zamieściłam w internecie, na naszym miejskim portalu, jako ostrzeżenie dla ewentualnych kandydatek do pracy w jego pubie. Wybuchł skandal - sprawą zainteresowała się lokalna gazeta. Gdy reporterka poprosiła mnie o komentarz, powiedziałam, że choć straciłam pracę, zyskałam poczucie wolności.

- Pewnie było pani trudno się zdecydować na ten krok? - spytała dziennikarka.

- Od kiedy opowiedziałam o wszystkim mojej mamie, już nie - wyznałam. - Mam jej wsparcie.

W ciągu paru dni dostałam kilka ofert pracy od właścicielek firm, które przeczytały ten artykuł. Odezwał się też mój ojciec. Kiedy się spotkaliśmy, powiedział, że jest ze mnie bardzo dumny. Znów stał się częścią mojego życia. Nie da się odzyskać wszystkiego, co straciliśmy, ale nie stracimy już ani dnia więcej.

Natalia, 27 lat

Z życia wzięte

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: molestowanie | Z życia wzięte

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje