Reklama

Reklama

Podryw kontrolowany

Byłam pewna, że Piotr nie zwraca na mnie uwagi, a on po prostu czekał na idealny moment, aby mnie uwieść...

Siedziałam na ławce w parku z moim chłopakiem.

- Jakie jest twoje pierwsze miłosne wspomnienie? - zapytał Piotr, bawiąc się moimi włosami.

- Hmm, niech pomyślę, chyba to z przedszkola.

- Opowiadaj - zachęcał mnie Piotrek.

- Pamiętam, że na przedszkolnym podwórku rosły drzewa owocowe, które wiosną pięknie kwitły. Ach, nie zapomnę nigdy tego słodkiego zapachu... - rozmarzyłam się. - A moje wspomnienie jest bardzo romantyczne. Byłam kochliwym przedszkolakiem...

- Mów, kim on był - zawołał mój rozbawiony towarzysz. - Znajdę go i zniszczę - żartował.

Reklama

- Oj, przestań, musiałbyś upolować z piętnastu chłopa, tylu miałam przedszkolnych adoratorów.

- No dalej, mów szybko.

- Huśtałam się na huśtawce, a gdy odchyliłam głowę do tyłu, zawiał wiatr. Z drzew posypały się tysiące białoróżowych, delikatnych, słodko pachnących płatków.

- No nieźle, a potem zjawił się królewicz na białym koniu i zabrał cię do pięknego zamku?

- Prawie - zaśmiałam się. - Chwilę później podbiegł do mnie Kamil, moja pierwsza przedszkolna miłość. Ściągnął mnie z huśtawki, zaciągnął do naszej tajnej kryjówki wśród drzew...

- A to dobre, miał chłopak tupet, już w przedszkolu wciągał dziewczyny w krzaki! - żartował.

- Żebyś wiedział! I w tych krzakach wręczył mi mlecz, pocałował mnie, a potem uciekł grać z chłopakami w piłkę - relacjonowałam.

- Ty mała podrywaczko! No nieźle, w takim razie podryw masz opanowany do perfekcji - zauważył Piotr. - Wiedziałem, że będziesz trudną sztuką do zdobycia.

- Przestań się ze mnie nabijać. To, że udało ci się mnie tak szybko oczarować to tylko przypadek - zaoponowałam.

- Gdybyś wiedziała, jak długo czekałem na taką możliwość... - wygadał się mój ukochany.

- Jak to? - dopytywałam się.

- Normalnie - uciął Piotrek.

- Nie myśl, że się tak szybko wywiniesz. Skoro już zacząłeś, to mów - drążyłam.

- No dobrze - poddał się w końcu. - Myślałem, że zauważyłaś, jak codziennie gapiłem się na ciebie w tramwaju.

- To znaczy, że kojarzyłeś mnie wcześniej i to, w jaki sposób się poznaliśmy nie było przypadkiem? - pytałam z niedowierzaniem.

- No, może nie była to jakaś zorganizowana akcja, po prostu w odpowiednim momencie ruszyłem do ataku - zaśmiał się Piotrek. - Fakt, polowałem na ciebie niemal pół roku, ale widywałem cię tylko w tramwaju i jakoś nie miałem odwagi tak po prostu zaprosić cię na kawę. Zwłaszcza że wsiadałaś kilka przystanków przede mną i wysiadałaś....

- Skąd wiesz gdzie wsiadałam i wysiadałam? - domagałam się odpowiedzi, patrząc Piotrowi prosto w oczy.

- Kiedyś stwierdziłem: "Co mi tam, raz mogę się spóźnić do pracy". Wiedziałem, że szef jest na jakimś wyjeździe... No i pojechałem za tobą. Na samą pętlę - opowiadał z miną zawstydzonego dziecka.

- Zauważyłem cię dużo wcześniej... Strasznie mi się spodobałaś. Uznasz mnie za kompletnego świra, ale pamiętam nawet jak byłaś ubrana.

- No jak? - zapytałam z ciekawością.

- W taką zieloną sukienkę z paskiem... i miałaś takie kolczyki z mnóstwem koralików, które wyglądały jak winogrona - zaśmiał się.

- Nie wierzę! - zawołałam. - To ja męczyłam się przez pół roku... Od kiedy się tu przeprowadziłam, codziennie rano spędzałam godzinę przed lustrem, żebyś zwrócił na mnie uwagę, a ty udawałeś, że mnie nie widzisz!?

- Patrzyłem na ciebie, kiedy tylko mogłem, tak żebyś nie wzięła mnie za jakiegoś napalonego zboczeńca, który posyła ci obleśne spojrzenia.

- To niesamowite! A ja myślałam, że dopiero tego dnia, gdy uratowałeś mnie przed kanarem, po raz pierwszy zwróciłeś na mnie uwagę.

Historia naszej znajomości zaczęła się dramatycznie, ale i zabawnie. Był początek czerwca, oczywiście nie zwróciłam na to uwagi i zapomniałam kupić bilet okresowy na kolejny miesiąc. Siedziałam zamyślona w tramwaju, na uszach miałam jak zawsze słuchawki z muzyką, której dźwięki odgradzały mnie od ulicznego zgiełku i rozmów innych ludzi. Wracałam z pracy, myśląc o tym, jaką sałatkę przyrządzę sobie na obiad i nagle poczułam, że ktoś chwyta mnie za ramię i lekko nim potrząsa. Odwróciłam się i zobaczyłam skwaszoną minę jakiegoś człowieka. Miał żółtą plakietkę zawieszoną na szyi. Dopiero po paru sekundach zorientowałam się, że to kanar. Zdjęłam słuchawki z uszu, i spojrzałam na niego najniewinniejszym z możliwych spojrzeń i uśmiechnęłam się przymilnie.

- Proszę o bilecik do kontroli - powiedział bez cienia sympatii.

- Już, chwileczkę - powiedziałam, szukając w torebce biletu. W tym czasie zaczęło do mnie docierać, że w torebce na pewno go nie znajdę, bo go nie kupiłam. "No nic", pomyślałam, "może zdarzy się cud i znajdę jakiś jednorazowy bilet, który spróbuję skasować". Ale niestety nic nie znalazłam... Spojrzałam tylko błagalnie na tego mężczyznę...

- Nie ma pani biletu, prawda?

- Eee, widzi pan, jest pierwszy dzień miesiąca i... zapomniałam kupić nowy. Czułam się strasznie, wszyscy pasażerowie patrzyli na mnie jak na jakąś oszustkę, ale w tym momencie podszedł do nas jakiś chłopak, popatrzył na mnie i mrugnął porozumiewawczo okiem, a chwilę później pochylił się nade mną i pocałował mnie długo i namiętnie. "To musi być dzień świra", pomyślałam.

- Kochanie, właśnie kupiłem dla ciebie bilet u kierowcy - powiedział, podając kontrolerowi dwa bilety. Ten sprawdził, czy bilety są skasowane, po czym przedarł je i zaczął sprawdzać innych pasażerów. Popatrzyłam z niedowierzaniem na nieznajomego.

- Wystarczy zwyczajne "dziękuję" - powiedział z uśmiechem. - No i może zaprosiłabyś mnie na kawę, w końcu dzięki mnie zaoszczędziłaś jakieś sto złotych - zażartował niewinnie. - Dziękuję - wydukałam tylko. W mojej głowie panował istny chaos. "Niemożliwe!", myślałam. "Facet, na którego gapię się od pół roku, dla którego się stroję i któremu rzucam ukradkowe spojrzenia, podchodzi sobie i całuje mnie jak gdyby nigdy nic". To był jakiś... Cud. Widocznie milczałam zbyt długo, bo nieznajomy powiedział tylko:

- Dobrze, nie będę się narzucał. W razie potrzeby proszę mnie wezwać, jestem do pani usług. A potem odwrócił się i podszedł do drzwi.

- Hej, Supermanie! - zawołałam. - Zaczekaj, nie wszyscy są tacy szybcy jak ty - uśmiechnęłam się. Nie mogłam zmarnować takiej szansy. Jeszcze tego samego popołudnia umówiliśmy się na kawę. Piotr, bo tak miał na imię mój wybawca, okazał się świetnym facetem. Zaczęliśmy się spotykać i świetnie się razem bawiliśmy. Zakochałam się, wręcz zwariowałam na jego punkcie... Spotykamy się od roku. Lubimy długie spacery po parku, wolimy unikać jazdy tramwajem.

Aldona J., 26 l

Z życia wzięte

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje