Reklama

Reklama

Prawdziwe kłamstwa

Kiedy pracownica posądziła mojego męża o zdradę, nie miałam dla niej litości...

Ten dzień zmienił moje życie, choć wszystko zaczęło się tak banalnie. Z samego rana, jak zwykle zresztą, zajęłam się porządkowaniem kosmetyków na zapleczu, bo nigdy nie mogłam się doprosić dziewczyn, by trzymały porządek. "Jak przychodzi co do czego, to szefowa sama musi zakasać rękawy", pomyślałam i westchnęłam. Czekała mnie jeszcze papierkowa robota. Miałam nadzieję, że Darek się tym zajmie, ale mąż chyba znów stał w korku. "Może do niego zadzwonię, żeby się pospieszył", pomyślałam niezadowolona, wyciągając komórkę z kieszeni spodni. Na mój widok i zapewne na widok mojej miny dziewczyny jeszcze gorliwiej pochyliły się nad klientkami. I bardzo dobrze. Nie po to prowadziłam wraz z mężem renomowany salon urody, żeby personel psuł nam opinię. Spojrzałam na wyświetlacz komórki i wybrałam numer Darka, ale nie odebrał.

Reklama

- Kiedy przyjdzie Paulina? - zagadnęłam Martynę.

- Do czternastej ma zajęcia na uczelni, ale jej klientka będzie dopiero o piętnastej, więc na pewno zdąży - odpowiedziała, unikając mojego wzroku. Czyżby miała coś na sumieniu? Gdy człowiek jest pracodawcą, staje się wyczulony na to, co robią i mówią jego ludzie.

- Jak skończysz, to przyjdź do biura - powiedziałam i poszłam zmierzyć się z papierami. Byłam zła na Darka. Gdyby rano nie marudził z piciem kawy, tylko od razu pojechał do hurtowni po towar i nasze faktury, nie stałby teraz w korku, a ja mogłabym sobie zrobić przerwę. Stuknęły otwarte z impetem drzwi od zaplecza. To pewnie Paulina. Zawsze wpadała jak po ogień. Tym razem też zarumieniona i rozczochrana szybko skoczyła się przebierać.

- Nie musiałaś tak pędzić! - powiedziałam na przywitanie. - Dopiero parę minut po czternastej, a pani na masaż twarzy przychodzi do ciebie za godzinę.

- Wolę przyjść wcześniej, niż się spóźnić.

- Mam nadzieję, że w szkole wszystko w porządku? - spytałam. Paulina chodziła na kosmetologię. Wiedziałam, że marzy o tym, aby kiedyś mieć własny zakład.

- Tak, dziękuję. Egzaminy, na szczęście, dopiero za dwa tygodnie. Poszła do pracy, a ja znów wróciłam do biura. Gdzie Darek? Paulina zdążyła dojechać z drugiego końca miasta, a on co? Już miałam się zabrać za papiery, gdy w progu stanęła Martyna. Nie powiem, żebym była dla niej zbyt grzeczna, ale perspektywa układania dokumentów dla księgowej trochę mnie wkurzała.

- Co znowu? - spytałam zniecierpliwionym tonem. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy.

- Przepraszam bardzo, ale przecież chciała pani, abym przyszła... to przyszłam...

- Dobrze! I co mi masz do powiedzenia?

- Ale... o czym? - przestraszyła się.

- To ja mam zgadywać?

Ona jednak milczała i patrzyła na mnie przerażonym wzrokiem.

- Nie domyślasz się? - spytałam. Pokręciła głową.

- Chodzi o to, że widzę, jak bardzo się starasz... Klientki są zadowolone - zaczęłam od lepszej strony. - Ale... musisz bardziej dbać o swój wygląd. Nie pracujesz u fryzjera na prowincji, tylko w salonie urody! Popatrz na siebie w lustrze. Co widzisz?

Martyna wpatrywała się intensywnie w swoje odbicie.

- Ach, poplamiłam się kremem do masażu! - zgadła wreszcie. Klasnęłam w dłonie. - No właśnie! Zmień fartuszek, a stary wrzuć do prania.

- Dobrze, przepraszam, tak właśnie zrobię... - powiedziała i jakoś tak dziwnie na mnie spojrzała.

- Czy coś jeszcze mi chcesz powiedzieć? Nie bój się. Może to coś ważnego.

- Tak... to znaczy nie... To znaczy... bardzo trudno mi o tym mówić...

- Może do rzeczy, dobrze? Nie mam całego dnia, ale widzę, że to coś ważnego...

Martyna zebrała się w sobie.

- Ja już nie mogę dłużej tak udawać, że nic nie widzę. To nieuczciwe. Pani się czasem na nas złości, jak coś źle zrobimy, ale w ogóle to jest pani w porządku. I ja już nie mogę milczeć. Chodzi o to, że pan Darek... To znaczy pani mąż... poklepuje nas po pupach. Ale to nie wszystko - dodała szybko - bo jeszcze jest Paulina. Oni chyba są razem... Bardzo przepraszam, że to mówię, ale to prawda... Może już pójdę, dobrze? - zaczęła się cofać. W ustach czułam metaliczny smak i zdałam sobie sprawę, że w gniewie przegryzłam dolną wargę. "Boże, co ta dziewczyna powiedziała? To chyba jakiś sen?"

- A, i jeszcze to znalazłam - Martyna położyła przede mną kawałek papieru. Był to listy miłosny skierowany do mojego męża. Czytałam go właśnie, gdy do biura wszedł Darek i rzucił na fotel dwie zgrzewki balsamu wyszczuplającego.

- Straszne korki! - powiedział na swoje usprawiedliwienie, ale ja podałam mu bez słowa list. Rzucił na niego okiem i trzepnął nim o biurko.

- Co to za bzdury? - zirytował się. - Może mi wyjaśnisz, co łączy cię z Pauliną! - syknęłam. Martyna nie zdążyła wyjść z biura, więc była świadkiem tej sceny.

- Z jaką Pauliną? Oszalałaś?

- Ona to widziała! - wskazałam palcem Martynę. - Mam świadka! Znosiłam spokojnie to, że mi podszczypujesz dziewczyny, choć ostrzegałam cię, że to się może źle skończyć, ale coś takiego!...

- Nie mam żadnej kochanki!

- Darek błyskawicznie odwrócił się w stronę Martyny.

- To ona wszystko wymyśliła!

- Ale po co?! - wrzasnęłam na niego.

- Bo sama mi chciała wleźć do łóżka - odpowiedział. - Pamiętasz, jak wyjechałaś na targi do Lipska, a potem wróciłaś, a w zakładzie byłem tylko ja i Martyna? Pamiętasz, jak się dziwnie zachowywała? Bo jej odmówiłem!

- Nieprawda! - zawołała Martyna. - To wtedy nakryłam pana z Pauliną. Na pani widok głupio mi się zrobiło i uciekłam.

Coś nie chciało mi się w to wierzyć.

- To dziwne, że czekałaś aż trzy miesiące, żeby mi powiedzieć prawdę - wycedziłam przez zęby.

- Właśnie od trzech miesięcy ciągle mnie molestuje - powiedział Darek oskarżycielskim tonem.

- Myślisz, że mógłbym zdradzić ciebie, skarbie? W dodatku, nawet ty musisz to przyznać, pewnie zazdrości Paulinie, że jest ładniejsza...

Martyna była typem szarej myszki. A Paulina... Cóż... choć ładna, miała urodę lalki Barbie. Obie nie były w guście Darka.

- Jesteś zwolniona - powiedziałam ostro. - A od jutra możesz nie przychodzić. Masz miesięczne wypowiedzenie, ale nie chcę cię tu widzieć, jasne?

- Ale... niech go pani nie słucha... - zalała się łzami Martyna, ale nie ze mną takie tanie numery. - On kłamie.

- Pamiętaj, smarkulo, że mówisz o moim mężu! - uniosłam się. - I zabierz wszystkie swoje rzeczy! Gdy za zapłakaną Martyną zamknęły się drzwi, Darek chwycił mnie za rękę.

- Jesteś taka mądra, skarbie. Inna na pewno uwierzyłaby tej gówniarze, ale nie ty. Ty jesteś kobietą z klasą. Wiesz co? Idź sobie spokojnie na kawę, a ja szybko poukładam te dokumenty. A potem zostawimy zakład na głowie Irenki, przecież wiesz, że możesz na nią liczyć... Pojedziemy na kolację... Potem do domu... Trzeba zatrzeć te niemiłe wrażenia...

Przytuliłam się do Darka i postanowiłam nie myśleć o tym, co złe. Martyna zniknie z naszego życia, a jej obrzydliwe insynuacje nie będą już miały znaczenia. Nazajutrz wyjaśniłam Paulinie, Irenie i Kasi, że Martyna została zwolniona.

- Za roznoszenie wstrętnych plotek! I żeby było jasne, nie życzę sobie więcej takich pomówień! Nie wierzę w te oszczerstwa i nie chcę żadnych rozmów na ten temat! Chyba, że któraś z was też chce wylecieć z pracy - podkreśliłam. Irena kiwnęła głową, Paulina uśmiechnęła się znacząco, a Kasia wbiła wzrok w podłogę. Potem wszystko potoczyło się jak zawsze. Parę tygodni później wracałam wieczorem od koleżanki, gdy zauważyłam, że w salonie pali się światło. "Może to włamanie?", pomyślałam. Szybko zaparkowałam samochód. Drzwi nie były zamknięte. Pchnęłam je i zobaczyłam Darka. Siedział nad jakimiś papierami.

- Co ty tu robisz? - zdziwiłam się.

- Jak to co? - warknął. - Ty pojechałaś na plotki, a tymczasem ta cholerna księgowa wtryniła gdzieś jedną fakturę i przyjechałem specjalnie szukać kopii. Co za bałagan w tych papierach.

- Biedaku! Daj, pomogę ci.

- Już znalazłem, jedźmy do domu - Darek schował papier do teczki.

- To znaczy ty jedź, ja pojadę do księgowej i za piętnaście minut będę z powrotem. Gdy wrócił, spędziliśmy bardzo miły wieczór. "Gdyby miał kochankę", pomyślałam sobie, "to na pewno bym go z nią nakryła. Ale tak się nie stało. Dobrze, że wyrzuciłam tę Martynę".

Któregoś dnia okropnie rozbolała mnie głowa. Nie pomogła kawa, więc Darek zaproponował, że odwiezie mnie do domu.

- Położysz się, odpoczniesz i zaraz ci przejdzie. Jak się lepiej poczujesz, zadzwoń!

- Ale nie mogę tak wyjść i zostawić wszystkiego bez dozoru. Nie ma Irenki.

- Ja zostanę! - obiecał. Ból głowy tak mnie zmęczył, że gdy tylko wróciłam do domu, natychmiast zasnęłam. Kiedy się obudziłam, zauważyłam, że dochodzi siódma. Szybko więc ogarnęłam się i pojechałam, żeby pomóc Darkowi zamknąć salon. Gdy dotarłam na miejsce, drzwi wejściowe były zamknięte. Już miałam wracać do domu, gdy usłyszałam, że w środku coś stuknęło. Pewnie dziewczyny znów krzywo poukładały pudełka. Już raz tak się stało, że w nocy spadł i stłukł się bardzo drogi kosmetyk. Wyjęłam klucze i weszłam do środka. Pierwsze, co zobaczyłam, to gołe pośladki mojego męża... a potem... nie chciałam już patrzeć. Jak oparzona wybiegłam na zewnątrz. Po chwili dogonił mnie Darek.

- Zaraz ci wszystko wytłumaczę... - zaczął niepewnie i wtedy z salonu wysunęła się Paulina w krzywo zapiętej bluzce. Rzuciłam się na nią i pewnie oczy bym jej wydrapała, ale Darek mnie zatrzymał. - Wynoście się oboje! - wrzasnęłam i wymierzyłam mężowi siarczysty policzek. Kiedy zniknęli mi z oczu, straciłam cały hart ducha i zalałam się łzami. Ciężko odchorowałam zdradę męża. Cierpiałam na depresję, ale dzięki pomocy przyjaciół wyszłam na prostą. Dziś wiem, że przez lata byłam oszukiwana. Podczas rozwodu wyszły na jaw jeszcze inne sprawki mojego byłego męża, także finansowe. Ponoszę ich konsekwencje, spłacając niektóre długi. W tej trudnej dla mnie sytuacji jest jednak promyk nadziei. Przez lata wydawało mi się, że nie poradzę sobie bez męża, że nie będę sama umiała prowadzić firmy, nie zdołam sama zaopiekować się domem i dziećmi. Ale życie pokazało, że świetnie sobie radzę. Pauliny nie musiałam zwalniać, bo po tym incydencie już się nie zjawiła w pracy. A Martyna? Chciałabym ją kiedyś odnaleźć i powiedzieć "przepraszam", ponieważ to ona miała rację. Dziś wiem, że potraktowałam ją okrutnie. Mam nadzieję, że gdy znów się spotkamy, będzie w stanie mi wybaczyć.

Zosia P., 39 lat

Z życia wzięte

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje