Reklama

Reklama

Przysiadł się na chwilę i został

Miałam kiepski dzień, chciałam poprawić sobie humor kawą i szarlotką. A po co do cukierni wszedł ten facet? Nie wiem, ale zaprosiłam go do stolika.

Wiał wiatr i na dodatek zacinało śniegiem. Wyjrzałam przez okno gabinetu, zastanawiając się, jak w tej zamieci dotrę na przystanek. Z westchnieniem zgasiłam światło i wyszłam z budynku. Na zewnątrz gwałtowny podmuch uderzył mnie w twarz. Powiało jeszcze raz i moja wysłużona parasolka wygięła się pod nienaturalnym kątem. Klnąc pod nosem, wrzuciłam ją do pobliskiego kosza na śmieci. "No i proszę", pomyślałam wściekła, "cholerny koniec cholernego dnia". Rano popsuł mi się samochód, przed chwilą parasolka i teraz musiałam biec do autobusu w śnieżycę. A i tak nie zdążyłam...

Reklama

"Niech to wszyscy diabli!", zaklęłam pod nosem. Zerknęłam na rozkład jazdy. Następny autobus miał przyjechać za 20 minut. Stanęłam pod wiatą, chowając się przed mroźnym wiatrem. Byłam zziębnięta i wściekła. Najchętniej bym stamtąd uciekła. I nagle pomyślałam o pobliskiej kafejce. Podawano tam wyśmienitą kawę z likierem. "I szarlotkę z bitą śmietaną...", rozmarzyłam się, przebiegając na drugą stronę ulicy. W kafejce było ciepło i pachniało kawą. Zajęłam miejsce przy oknie. Miło było popatrzeć na świat z tej strony...

- Co podać? - zapytała kelnerka.

- Szarlotkę i cappuccino - uśmiechnęłam się. Kelnerka zniknęła na chwilę, a ja obserwowałam kawiarnianych gości. Przy stoliku obok jakaś para wykłócała się o zaległe alimenty, kilka samotnych osób nie widziało świata poza swoją gazetą, a po mojej lewej stronie siedziała migdaląca się para młodych ludzi. Klienci wchodzili i wychodzili, lokal tętnił gwarem i trochę poprawił mi się humor. Zwłaszcza że kelnerka przyniosła mi kawę i ciastko. Właśnie kończyłam szarlotkę, kiedy drzwi wejściowe znów się uchyliły i do środka wszedł jakiś facet. Stanął na środku i rozejrzał się dookoła. Wyglądało na to, że nie ma gdzie usiąść.

- Może się pan przysiąść do mnie. Ja zaraz wychodzę... - powiedziałam bez zastanowienia.

- Dziękuję - uśmiechnął się, siadając naprzeciwko. - Zapomniałem parasola i okropnie zmokłem. W taką pogodę najlepiej nie wychodzić z domu...

- To raczej trudne, jeśli się pracuje. No, chyba że się jest własnym szefem... - rzuciłam, zastanawiając się, czym on się zajmuje.

"A właściwie, co mi szkodzi zapytać", pomyślałam i już po chwili mój towarzysz z entuzjazmem opowiadał o swojej pracy. Był geodetą.

- A pani? - zapytał, słodząc kawę.

- Jestem dentystką - powiedziałam, odruchowo zerkając na jego zęby. Bardzo ładne zresztą... "W ogóle całkiem przystojny z niego mężczyzna", zauważyłam. A co więcej, dobrze mi się z nim gadało. Rozmowa sama jakoś tak płynęła. Po prostu naturalnie... Widziałam przez okno, jak odjeżdżają kolejne autobusy, ale wcale mi się nie spieszyło. Jemu chyba też... Zamówiliśmy po jeszcze jednym kawałku ciasta i herbatę z rumem.

- Aż dostała pani rumieńców od tej herbatki... - zauważył.

- A panu niebezpiecznie błyszczą oczy...

- Niebezpiecznie? Co to znaczy?

Ugryzłam się w język, że zawsze mówię szybciej, niż myślę.

- Niebezpiecznie byłoby odpowiadać - przekomarzałam się z nim. - A najrozsądniej chyba już pójść do domu... - stwierdziłam.

- Ja też pójdę... Wyszliśmy na ulicę. Wciąż padało, a do tego zmierzchało.

- Chętnie bym panią odwiózł, ale dziś rano popsuł mi się samochód...

- To tak jak mnie! - zaśmiałam się, bo dzięki temu zbiegowi okoliczności możliwe było nasze spotkanie.

- Mogę panią chociaż odprowadzić do autobusu? - zaproponował. Poszliśmy na przystanek. Bałam się, że autobus przyjedzie, ja wsiądę i już się więcej nie zobaczymy.

- Niech mnie pani źle nie zrozumie - powiedział nagle, jakby czytał w moich myślach. - Zazwyczaj nie podrywam nieznajomych kobiet, ale z panią tak dobrze mi się rozmawiało i... Wiem, że to idiotyczne, ale... dałaby mi pani swój numer telefonu?

- Zostawię panu wizytówkę - otworzyłam torebkę i podałam mu kartonik Spojrzał na niego, a potem na mnie.

- Sylwia? - zapytał, jakby chciał się upewnić. - Ja mam na imię Piotr... Zadzwonię za kilka dni, może pójdziemy na kolację...

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo podjechał mój autobus, odruchowo do niego wsiadłam. Stanęłam przy tylnym oknie i pomachałam Piotrowi. "Kto by pomyślał, że taki okropny dzień skończy się tak przyjemnie", przemknęło mi przez głowę. Jedna wspólna godzina, kilka spojrzeń, uśmiechów, kilkanaście zdań - tak niewiele się między nami wydarzyło, a jednak myślałam o nim. I czekałam na telefon. Miał zadzwonić za kilka dni. Minęły dwa i trzy. Nic! "To jedynie przygodnie poznany facet", tłumaczyłam sobie, ale byłam rozczarowana. Kolejne dni płynęły leniwie. Przestałam czekać na telefon od Piotra. To nie miało sensu. "Między nami nie zdarzyło się nic", wmawiałam sobie. W piątkowy wieczór znowu była śnieżyca, ale na szczęście miałam już sprawny samochód. Wyszłam z kliniki i właśnie szukałam w torebce kluczyków, kiedy z bramy wyszedł jakiś mężczyzna. Okropnie się przestraszyłam... Ale nagle usłyszałam swoje imię:

- Sylwia! Nareszcie! Nawet nie wiesz, jak długo cię szukam...

- Piotr? - zdziwiłam się. - Nie łatwiej byłoby po prostu zadzwonić?

- Pewnie tak, ale miałem mały problem - zaśmiał się. - Wyprałem twoją wizytówkę razem z dżinsami. Wiesz, życie samotnego faceta nie jest takie proste. Pamiętałem tylko, że pracujesz gdzieś w okolicy, ale jak na złość dentystów tu jak grzybów po deszczu. Szukam cię już piąty dzień - westchnął ciężko.

- No i w końcu znalazłeś - siliłam się na obojętny ton. Nie chciałam, żeby zobaczył, jak bardzo ucieszył mnie jego widok.

- Nie jesteś zła? - zaniepokoił się trochę, osłaniając mnie przed zacinającym śniegiem swoją parasolką.

- Zła? Nie - powiedziałam. - Jestem tylko wściekle głodna. Co powiesz na kolację, którą mi kiedyś obiecałeś? - zapytałam, ujmując go pod ramię.

- Ty wybierasz restaurację - rzucił, widocznie uradowany. Raźno ruszyliśmy ulicą. I tak sobie idziemy razem przez życie już drugi rok. Nie wiem, czy połączyły nas nasze zepsute samochody, śnieżyca, która sprawiła, że zamarzyliśmy o ciepłej szarlotce, czy po prostu przeznaczenie, ale jestem wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze tak wspaniałego mężczyznę jak Piotr.

Sylwia

Imiona bohaterów zostały zmienione

Dowiedz się więcej na temat: romanse | miłość | podryw

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje