Reklama

Reklama

Sąsiedzi za bardzo życzliwi

Ale nazajutrz przyszedł list polecony od Elżbiety. Zdążyłam zaprosić doręczyciela do mieszkania staruszki, zanim w drzwiach pojawiła się sąsiadka.

Reklama

- Dzisiaj pani Maria sama odbierze swoją pocztę - uśmiechnęłam się do niej miło, chociaż diabli mnie brali. - A listem od jedynej córki bardzo się ucieszy.

- Jak to: od córki? - to pani Wanda była zdenerwowana. Weszła za nami do mieszkania Marii. Nie odpowiedziałam jej ani słowem. W milczeniu patrzyłam, jak pani Maria drżącą dłonią podpisuje odbiór, a potem niezdarnie rozrywa kopertę. Czytając list, cała się trzęsła.

- To od Elżuni, pisze że wysłała mi kilka listów... - spojrzała na mnie bezradnie.

- To gdzie one są?

- Trzeba o to chyba zapytać panią Wandę - wskazałam na sąsiadkę, która wciąż jeszcze stała w pokoju. Z wypiekami na twarzy, gniewnie zaciskała usta.

- A tak, pewnie! Znalazła się córeczka po latach... - wybuchła nagle. - A kto opiekował się panią przez ten cały czas, kto latał po lekarstwa, gotował, sprzątał?! - już zupełnie nie panowała nad sobą. - A teraz to mieszkanie i to wszystko dostanie się tamtej! A należy się mnie, tylko mnie, za opiekę! - krzyczała, nie zważając na to, że w pokoju pojawił się jej mąż.

- Niech pan zabierze stąd żonę, zanim wezwę policję - powiedziałam stanowczo. - Jak mogliście... - wciąż trudno było mi uwierzyć w to, co zrobili.

Długo uspokajałam panią Marię. Ale za każdym razem, gdy już mi się to udało, zaczynała płakać na nowo.

- Co za niegodziwi ludzie - kręciła swą siwą głową. - A przecież zostawiłam im w testamencie sporą sumę...

- No to teraz proszę się już naprawdę uspokoić, bo nie zdąży pani zmienić tego testamentu - zażartowałam i wtedy staruszka uśmiechnęła się przez łzy.

- Elżunia podała mi numer telefonu, żeby zadzwonić do niej. Napisała, że do mnie przyjedzie... Jeżeli tego chcę... Pani Ewo, jak ja bym mogła nie chcieć...

- No to dzwonimy - podałam jej telefon.

Wyszłam z pokoju. Chciałam, aby została sama z córką. Przez oszklone drzwi słyszałam jednak jej głos, nabrzmiały od wzruszenia, drżący, ale szczęśliwy... Usłyszałam w nim tęsknotę tych wszystkich lat, miłość do dziecka...

Elżbieta zabrała matkę do siebie. Pani Maria dostała w prezencie od losu rodzinę: wnuki i prawnuki, domowe ognisko, które ogrzeje jej ostatnie dni.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje