Reklama

Reklama

Smutne losy pięknej Heleny

Nasz powrót do miasta zbiegł się z wybuchem wojny i przyjazdem wuja. Walka o finanse sprawiła, że w ciągu tych kilku miesięcy przybyło mu parę lat. Postarzał się, zgorzkniał i zrobił się jeszcze bardziej zawzięty niż przedtem. Wystarczyło jedno jego spojrzenie, bym domyśliła się, że wie o tym, co zaszło na wsi, i że nigdy nie wybaczy Helenie zdrady. Ona jednak znosiła jego ataki wściekłości z godną podziwu dumą i powagą.

Reklama

W połowie października ojciec zdecydował, że nie możemy dłużej zwlekać z wyjazdem do Francji. Wuj jednak odmówił, twierdząc, że już dość tułał się po świecie i nie będzie uciekać przed Niemcami z kraju. Helena, choć pozostawił jej wolną rękę, postanowiła zostać razem z nim.

Przez całą wojnę nie miałam od nich żadnych wiadomości. Dopiero wiele lat później udało mi się ustalić, co się stało z Heleną, Adamem i moim wujem.

Jeszcze we wrześniu 1939 roku Adam zaciągnął się do AK i włączył się do walki. Udało mu się tam przetrwać dwa lata. Ale gdy w czterdziestym pierwszym dowiedział się, że Helena jest w obozie koncentracyjnym, postanowił ją odnaleźć. Zanim dotarł na miejsce, został zdemaskowany i zastrzelony.

Jak na ironię losu, w tym samym czasie w obozie koncentracyjnym zmarła Helena. Trafiła tam kilka miesięcy wcześniej - z łapanki. Ludzie mówili, że to przez jej egzotyczną urodę. Ciemne włosy i oczy sprawiły, że wzięto ją za Żydówkę. Rodzice powiedzieli mi później, że wuj miał wpływy i mógł ją uwolnić. Ale nie zrobił tego. Najwyraźniej to była kara, jaką wymierzył żonie za niedotrzymanie wierności. Zresztą on też nie doczekał wolnej Polski. Zmarł na początku 1945 roku, w swoim pięknym, choć pustym domu. Na zawał...

Ostatnio coraz częściej wracam pamięcią do tych dni. Prześladują mnie obrazy i strzępki wspomnień. I choć minęło siedemdziesiąt lat, wciąż zastanawiam się, jak potoczyłyby się losy tej trójki, gdyby wojna nas ominęła.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje