Reklama

Reklama

Wychowałam potwora!

- A gdzie będziecie mieszkać? - spytałam. Sławek zmarszczył brwi.

Reklama

- To jest właśnie problem. Dorota mieszka z mamą i z siostrą w maleńkiej kawalerce, a my mamy przecież trzy pokoje...

Niewypowiedziane pytanie zawisło w powietrzu. Westchnęłam. Chciałam raczej, aby młodzi zamieszkali osobno. Byłam już na rencie, z powodu ciągle pogarszających się problemów z kręgosłupem i ze wzrokiem.

To mieszkanie stanowiło moją jedyną nadzieję na lepsze życie. Chciałam wynająć dwa pokoje jakimś spokojnym studentkom. Mogłabym też pomóc dzieciom.

- Może zamieszkamy razem? - dokończył Sławek - Byłoby nam dobrze we trójkę...

Zgodziłam się w końcu na to. Po ślubie Dorota ze Sławkiem zamieszkali w największym pokoju, a ja przeniosłam się do najmniejszego. Wkrótce potem zaczęły wybuchać między nimi kłótnie. Łagodziłam je, jak mogłam, ale Dorota była nieprzejednana.

- Przecież on znów nie pracuje! - krzyczała ze złością w kuchni - Ja nie mogę wszystkiego dźwigać sama!

- Oczywiście, kochanie, ale daj mu szansę - denerwowałam się. - Sławek zawsze był taki bezkompromisowy. Wystarczy, że widzi jakąś rzecz, z którą się nie zgadza, i kłopot gotowy. Powie komuś za dużo, jak ostatnio szefowi w pracy, a ludzie tego nie rozumieją i nie lubią.

- To może zamiast myśleć tylko o sobie, pomyślałby też i o mnie! Ja muszę ponosić konsekwencje. Mieliśmy zamieszkać z mamą tylko na trochę. Obiecywał mi mieszkanie, chciałam urodzić dziecko. Teraz wszystkie moje plany się walą! - Dorota trzasnęła drzwiami od pokoju.

Im więcej było konfliktów, tym częściej Sławek znikał z domu. Znów zaczęło się picie i koledzy. Osiem miesięcy po ślubie zastałam Dorotę pakującą walizki.

- Co ty robisz? Jak możesz odchodzić od męża? - zdumiałam się.

- Wracam do domu - rzuciła zapłakana. - Jak mogę konkurować z mamą? Mama na wszystko mu pozwala, zawsze usprawiedliwia. Mam tego dosyć.

Rozwiedli się, a Sławek przeszedł załamanie nerwowe. Przez tydzień nie ruszał się z łóżka. Musiałam go błagać, aby coś zjadł. Prawie przestałam wychodzić z domu, bo bałam się, że zrobi sobie krzywdę. Wtedy zaczął pić codziennie, nawet koledzy nie byli mu do tego potrzebni. Nie wiedziałam, jak go ratować. Choć było mi wstyd, postanowiłam pójść do poradni. Psycholog jednak wcale mi nie pomógł. Zamiast przepisać Sławkowi jakieś proszki, zaczął mnie namawiać na spotkanie z innymi matkami pijących synów.

- To pani pomoże... Powinna teraz pani myśleć o sobie...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje