Reklama

Reklama

Złapana w sieć

Janka, gdy poznała Jacka, promieniała ze szczęścia.

Janką, była moją przyjaciółką, mieszkałyśmy razem od kilku lat. Ale gdy mój narzeczony kupił mieszkanie, postanowiłam, że jak tylko je wykończy, przeprowadzę się do niego. Janka nie była brzydka ani głupia, a mimo to jakoś nie układało jej się z mężczyznami. Niezręcznie mi było ją tak zostawiać, ale przecież nie mogłam dopasowywać swojego życia do jej sytuacji. Ucieszyłam się więc, kiedy nagle przez prawie każde jej zdanie zaczęło przewijać się imię jakiegoś Jacka. "Jacek uważa, że to, Jacek powiedział tamto..."

Reklama

- Przystojny ten twój Jacek? - zapytałam pewnego wieczoru.

- Uhm - mruknęła zdawkowo, gapiąc się w komputer.

- A czym się zajmuje? - wypytywałam.

- Jest informatykiem - wyjaśniła z ociąganiem i znów zamilkła.

- Ale z ciebie przyjaciółka! - zniecierpliwiłam się. - Ja to ci od razu powiedziałam o Leszku. A z ciebie wszystko trzeba wyciągać! Jaki jest? Wysoki? Niski? Blondyn czy rudy?...

Janka odwróciła się w moją stronę.

- Jest wspaniały, ale nie wiem, jak wygląda - spojrzała na mnie wyzywająco.

- Co? - zapytałam zaskoczona.

- Nie widziałam go, bo poznaliśmy się na czacie - wyjaśniła. A więc dlatego spędzała całe wieczory przy komputerze! Popatrzyłam na nią niepewnie.

- Nic o nim nie wiesz i mówisz, że jest wspaniały? - zwątpiłam. Janka umilkła i zaczerwieniła się, a ja się strasznie speszyłam. Nagle poczułam się tak, jakbym zrobiła coś niestosownego.

- Przepraszam cię - rzuciłam, próbując jakoś ratować sytuację. - Chciałam cię tylko ostrzec, że taka znajomość z internetu może cię rozczarować... Janka jednak nadal milczała. Moim zdaniem zachowywała się głupio, ale postanowiłam już więcej się na ten temat nie odzywać. Jednak kiedy kilka dni później usłyszałam, że idzie na spotkanie z nim, nie wytrzymałam.

- Opowiesz, jak było, co? - zapytałam.

- Jasne - odparła z błyszczącymi oczami.

- Może zresztą wpadniemy tu na chwilę.

Uśmiechnęłam się do niej. Znów była dawną, sympatyczną Janką. Wróciła wieczorem, skupiona, milcząca. Przestraszyłam się.

- Nie przyszedł? - zapytałam ciepło. Spojrzała zdziwiona.

- Przyszedł. Dlaczego miał nie przyjść? - rzuciła zaczepnie.

- Tak tylko pomyślałam - wyjaśniłam. - Mówiłaś, że wpadniecie tu...

- Oj, czego się czepiasz? - rozzłościła się nagle. - Jacek nie jest małpą na drucie, żebym go pokazywała! - wykrzyknęła. Nie odezwałam się. Miałam już serdecznie dość jej fochów. Janka minęła mnie obojętnie i zasiadła do komputera, a ja włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać film. Nazajutrz rano też nie rozmawiałyśmy. Ani wieczorem. Nasze stosunki psuły się z dnia na dzień, nie widziałam żadnej szansy, by je naprawić, a Jance to chyba odpowiadało. Ale któregoś dnia poprosiła mnie o radę.

- Słuchaj, mówiłaś, że Leszek kupił niedrogo mieszkanie. Nie wiesz, przez jakiego agenta je znalazł? - zapytała, jak gdyby nigdy nic.

- Nie wiem dokładnie, ale mogę się dowiedzieć - podchwyciłam, ciesząc się, że znów możemy rozmawiać jak dawnej.

- To zapytaj - poprosiła. - Jacek chce kupić mieszkanie, zamierzamy się niedługo pobrać. Ile można siedzieć po jakichś wynajmowanych stancjach? - dorzuciła.

- Jasne! - przytaknęłam. Korciło mnie, żeby zapytać o coś więcej. Ślub po dwóch miesiącach "elektronicznej znajomości" i kilku randkach wydawał mi się karkołomny. Jance najwyraźniej coś odbiło! Uznałam jednak, że lepiej na razie nic nie mówić. Ten jej enigmatyczny Jacek jakoś mi się nie podobał. Miałam wrażenie, że to przez niego nasze stosunki się tak popsuły. Ale doszłam do wniosku, że nie powinnam go krytykować, jeśli zależy mi na poprawie relacji z Janką. Dwa dni później powtórzyłam jej wszystko, czego dowiedziałam się od Leszka o pośredniku nieruchomości. Miałam nadzieję, że trochę wreszcie pogadamy, że może uda mi się ją odwieść od szybkiego ślubu. Ale Janka wysłuchała tylko informacji i zasiadła do komputera. Zerknęłam jej przez ramię. Wypełniała internetowy formularz kredytowy.

- To ty kupujesz tę chatę, czy Jacek? - nie wytrzymałam.

- Jacek. Ale ja biorę kredyt. Mam tańsze oprocentowanie - mruknęła. Janka pracowała w banku, miała tam lepsze niż inni możliwości kredytowe, niezłą pensję, a w perspektywie awans.

- Janka - zaczęłam ciepło. - Tak sobie myślę, że może jednak powinnaś się z tą pożyczką wstrzymać? Przecież prawie nie znasz tego Jacka. Po co masz się wpakować w jakieś kłopoty - próbowałam ją powstrzymać przed zrobieniem głupstwa. W przyjaciółkę jakby piorun strzelił. Odwróciła się gwałtownie w moją stronę.

- A co ciebie to obchodzi?! - zawołała. - Jacek miał rację! Bez przerwy wtrącasz się w moje sprawy! "Jaki jest?" - przedrzeźniała mnie - "przyprowadź go, nie pożyczaj pieniędzy"... Odczep się, dobrze?!

Nic nie powiedziałam, tylko pomyślałam, że skoro jest taka głupia, to niech się daje wykorzystywać. Przez kolejne tygodnie patrzyłam z rosnącym zdumieniem i smutkiem, jak z wesołej, normalnej dziewczyny moja najlepsza przyjaciółka zmienia się w mrukliwą, niesympatyczną zołzę. Od tamtego dnia Janka właściwie ze mną już nie rozmawiała. Wychodziła do pracy z samego rana, a potem była zajęta urządzaniem ich wspólnego mieszkania. Wracała po północy, i, jeśli nawet jeszcze nie spałam, nie było mowy, żeby o tej porze rozpoczynać jakąkolwiek rozmowę. Zwłaszcza na tak trudny temat. I nagle wszystko się zmieniło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zastanawiałam się, co się takiego zdarzyło, że nastąpił zwrot w jej stosunku do Jacka? Może pojęła, że ją wykorzystywał? Może widziała go z inną? Bo pewnego popołudnia nieoczekiwanie powiedziała:

- Ten Jacek to straszny drań. 

Stanęłam zdumiona, nie wiedząc, jak się zachować, żeby nie spłoszyć tej namiastki czegoś bliskiego między nami. W milczeniu patrzyłam, jak Janka z zagniewaną twarzą zbiera swoje rzeczy i idzie do drzwi. Nagle zatrzymała się i popatrzyła na mnie poważnie.

- Dzisiaj z nim zerwę - powiedziała smutno. - Nie będzie ani wesela, ani białej sukni... - głos jej na moment drgnął, ale się opanowała i dokończyła stanowczo: - to koniec! Będzie mi musiał oddać wszytko, co wydałam na jego dom, auto i inne drogie kaprysy!

A więc i auto mu kupiła! Co to za chciwy cwaniak! Chciałam coś powiedzieć, pocieszyć ją, podnieść jakoś na duchu, bo przecież wyobrażałam sobie, jak musi być jej ciężko, ale ona już wyszła. Usłyszałam tylko, jak przekręca klucz w zamku. Było mi jej naprawdę bardzo żal, ale jednocześnie cieszyłam się, że wreszcie przejrzała na oczy. Że skończy z tym draniem, nim będzie za późno. Nie przypuszczałam jednak, że widzę ją ostatni raz! Janka nie wróciła do domu. Ani wieczorem, ani rano, ani nigdy. Nie pojechała też do rodziców. Jej komórka nie odpowiadała i nikt nie potrafił powiedzieć, co się z nią stało. Zawiadomiłam policję, ale poszukiwania okazały się bezskuteczne. Czy kiedykolwiek dowiem się, co tak naprawdę się stało z moją przyjaciółką? Jestem pewna, że ten drań ją zabił, pozbył się jej dla tych pieniędzy, które w niego zainwestowała. Mam nadzieję, że policja jednak odnajdzie jakiś ślad, że udowodnią mu tę zbrodnię.

Sylwia L., 28 lat

Dowiedz się więcej na temat: romanse | Miłość | oszust

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje