Reklama

Reklama

Żyjecie w grzechu

- To znaczy, że ksiądz odmawia mi ochrzczenia synka? - wciąż jeszcze mówiłam spokojnie, chociaż dobrze wiedziałam, że najgorsze dopiero nastąpi.

Reklama

- Tego nie powiedziałem - zastrzegł się, gwałtownie unosząc ręce.

- Ale musicie przyjść jeszcze raz, oboje z mężem, i podpisać oświadczenie... Ale zaraz, zaraz - wodził wzrokiem po akcie urodzenia synka.

- Dlaczego dziecko nosi inne nazwisko niż pani? Zebrałam się w sobie. "Niech się dzieje, co chce", pomyślałam.

- Ja noszę nazwisko męża, ale mój mąż nie jest ojcem mojego synka. Urodziłam go przed ślubem, a jego prawdziwy ojciec, mój chłopak, porzucił mnie, gdy dowiedział się, że jestem w ciąży. Mąż zaadoptuje synka, ale to musi trochę potrwać. Wreszcie wydusiłam to z siebie, wyrzuciłam przed tym obcym księdzem całą prawdę, to wszystko, co wciąż mnie bolało.

- Więc to jest nieślubne dziecko - ksiądz mówił cicho, jakimś świszczącym, nieswoim głosem.

- Więc pani żyje w podwójnym, śmiertelnym grzechu. To jak pani chce wychowywać swoje dziecko?

- Więc ksiądz odmawia mi chrztu? - spytałam ponownie. Teraz dopiero odważyłam się spojrzeć mu w oczy.

- Nie odmawiam - zachrypiał. - Ale to nie może być chrzest na mszy świętej. I nie w niedzielę. Przyjdziecie w tygodniu, po rannej mszy i nie przed ołtarz, tylko do bocznej nawy. Patrzyłam na tego mężczyznę w czarnej sutannie i nie rozumiałam, co do mnie mówi. Jak to nie na mszy, dlaczego nie przed ołtarzem, tylko gdzieś na boku, ukradkiem, jak jakiegoś wyrzutka? Czułam, jak rośnie we mnie gniew, wściekłość na tego księdza, który tak mnie teraz upokorzył. Wstałam gwałtownie, już nie panowałam nad sobą.

- Dlaczego?! - krzyknęłam. - Czy mój synek jest gorszy od innych dzieci? Tylko dlatego że jego prawdziwy ojciec wyrzekł się go, zanim on się urodził? Bóg chyba się go nie wyrzekł i kocha go tak samo jak inne dzieci - nie powstrzymałam łez.

- Pani żyje w straszliwym grzechu śmiertelnym i nie mogę inaczej - ksiądz też wstał, zatrzaskując księgę wpisów. Nie powiedziałam już nic. Wyszłam bez słowa, złamana, zraniona do ostatnich granic. Czułam się jak człowiek drugiej kategorii, jak ktoś gorszy od innych ludzi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje