Antybiotyki, pestycydy, nawozy mineralne... Co jeszcze kryje się w tym, co jemy?

Coraz częściej polscy konsumenci sięgają po produkty ekologiczne. Robią to z troski o zdrowie własne i rodziny. Dlaczego odrzucają żywność konwencjonalną? Co kryje się w tym, co wciąż większość z nas spożywa na co dzień?

Pestycydy

W połowie ubiegłego wieku rolnictwo uległo znaczącej przemianie. Na szeroką skalę zaczęto stosować pestycydy - syntetyczne środki ochrony roślin, które miały zwalczać owady, chwasty i grzyby niszczące uprawy. Dzięki temu rolnicy cieszyli się większymi plonami, zmniejszyło się ryzyko wystąpienia epidemii chorób niebezpiecznych dla życia zwierząt hodowlanych, udało się zwiększyć populację, a co za tym idzie - produkcję mięsa, jaj czy nabiału. Okazało się, że opryski pestycydami chronią nie tylko uprawy, ale także pozwalają na dłuższe przechowywanie i transport żywności. Dlatego substancje te w dużym stopniu przyczyniły się do opanowania powojennego niedostatku.

Z czasem jednak okazało się, że popularny w połowie zeszłego wieku środek DDT jest toksyczny nie tylko dla szkodników, ale również innych owadów, a nawet zwierząt i ludzi, dlatego wycofano go z użycia. DDT zastąpił szereg nowych substancji, w tym okryty złą sławą zwalczający chwasty glifosat, funkcjonujący pod nazwą handlową Roundup. W roku 2015 Międzynarodowa Agencja Badania Raka uznała tę substancję za "prawdopodobnie rakotwórczą dla ludzi". Wciąż jest dopuszczona do użytku, choć 15 grudnia 2022 roku w Unii Europejskiej ma wejść zakaz jej stosowania. W dalszym ciągu niewiele wiemy o wpływie pestycydów na nasze zdrowie. Przyjmowanie niewielkich ilości nie ma znaczenia dla organizmu, jednak spożywanie ich każdego dnia, prawdopodobnie może być przyczyną m.in. występowania nowotworów. Tymczasem jak wynika z raportu Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności, 44,5 proc. z 28 912 próbek żywności konwencjonalnej poddanych analizie zawierało pozostałości jednego lub więcej pestycydów, a w przypadku 1,2 proc. zbadanych próbek stężenie około 100 różnych substancji przekroczyło maksymalne dopuszczalne poziomy pozostałości pestycydów.

- Według raportu NIK sprzedaż środków ochrony roślin w Polsce w 2016 roku wzrosła o 12,3% w porównaniu do 2011 roku, natomiast powierzchnia upraw w latach 2011-2017 zwiększyła się o 1,5%. Pośrednio może to wskazywać na nadmierne wykorzystanie środków ochrony roślin w stosunku do rzeczywistych potrzeb - dodaje dr inż. Artur Wiktor, adiunkt w Katedrze Inżynierii Żywności i Organizacji Produkcji Instytutu Nauk o Żywności Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i uspokaja, że zdecydowana większość płodów rolnych obecnych na krajowym rynku jest bezpieczna pod tym względem. - Przekroczenie najwyższego dopuszczalnego poziomu pozostałości środków ochrony roślin dotyczyło 4% wszystkich przebadanych próbek.

Nawozy mineralne

W rolnictwie konwencjonalnym stosuje się również nawozy mineralne, zwane potocznie sztucznymi. Ich cel jest taki sam, jak stosowanie obornika czy też kompostownika - mają wzbogacić glebę o składniki pokarmowe niezbędne roślinom do wzrostu. Składniki mineralne podawane w takim nawozie są łatwiej przyswajalne i polepszają właściwości roślin, dzięki czemu plony konwencjonalne są często bardziej dorodne niż ekologiczne. W składzie takich nawozów znajdziemy azot, fosfor, potas czy wapń i magnez. Ich zaletą jest możliwość uprawy mało żyznej gleby oraz zwiększenie plonów. Niestety ich nadużywanie może przynieść wręcz odwrotne skutki. Stosowane powszechnie azotany, obecne są nie tylko w warzywach, ale również spływających z pól wodach gruntowych. W procesie trawienia przekształcają się w azotyny, a te w nadmiarze mogą upośledzać wchłanianie niektórych substancji odżywczych do organizmu, zaburzać pracę tarczycy, a nawet wywoływać nowotwory jelita grubego czy żołądka.

Antybiotyki

Dlaczego w spożywanym przez nas mięsie można znaleźć antybiotyki? Winą należy obarczyć zjawisko stosunkowo nowe w historii ludzkości - masową produkcję mięsa. Zwierzęta pochodzące z dużych hodowli nie żyją na wolności, zamknięte są w ciasnych boksach lub klatkach. Trudno w takich warunkach utrzymać higienę, dlatego jest to idealne środowisko do rozwoju patogenów chorobotwórczych. Hodowcy, by uniknąć masowego pomoru zwierząt, a co za tym idzie - strat, wraz z paszą podają zwierzętom antybiotyki, które de facto nie mają leczyć, a przeciwdziałać zachorowaniom. Skala tego procederu jest ogromna - jak podaje Europejska Agencja Leków, Polska zajęła niechlubne piąte miejsce w Europie pod względem ilości sprzedanych antybiotyków na kilogram masy ciała zwierzęcia. Tymczasem nawet niewielkie dawki przyjmowanych z mięsem antybiotyków, mogą doprowadzić do powstawania w organizmie szczepów bakteryjnych odpornych na leki. Może stać się to również przyczyną alergii. Mięso bywa skażone również innymi lekami, m.in. hormonami wzrostu.

Metale ciężkie

Winę za pojawienie się w żywności metali ciężkich ponosimy my wszyscy. Ołów, kadm, rtęć czy arsen pochodzą z zanieczyszczenia środowiska. Pojawiły się w glebie wraz z wysypiskami śmieci, odpadami przemysłowymi, ściekami, a także samochodami. Dostarczamy je do swoich organizmów, spożywając zarówno rośliny, jak i zwierzęta, ale dostają się również wraz ze wdychanym powietrzem czy wypijaną wodą. Najbardziej skażone gleby znajdziemy oczywiście na obszarach przemysłowych - w okolicach zakładów hutniczych czy komunalnych. Metale ciężkie uszkadzają układ krwionośny i nerwowy, mogą więc powodować nowotwory, choroby serca, nerek czy wątroby, a także zatrucia, anemię czy zaburzenia snu i wiele innych chorób.

Żywność ekologiczna

Alternatywą dla żywności konwencjonalnej są produkty ekologiczne. By uzyskać certyfikat, rolnik nie może między innymi stosować syntetycznych pestycydów i nawozów mineralnych w uprawie roślin czy wykorzystywać antybiotyków do prewencyjnej ochrony zdrowia zwierząt. Musi również zapewnić zwierzętom godne warunki życia. Uprawy i hodowle ekologiczne są pod stałą kontrolą jednostek certyfikujących, nie ma więc obaw, że niedozwolone substancje zostaną w którymś momencie wykorzystane. W odpowiedzi na rozwój chorób cywilizacyjnych zauważalny jest zwrot ku naturze. Czy to jednak oznacza powrót do rolnictwa, które z trudem było w stanie nas wyżywić?

- Produkcja ekologiczna w skali globalnej daje plony mniejsze o 20 proc. niż produkcja konwencjonalna. Trzeba jednak mieć świadomość, że obecnie np. w Europie występuje nadmiar żywności oraz marnuje się ponad 30 proc. wyprodukowanych płodów rolnych. Problem głodu na świecie nie wynika z braku żywności, lecz z jej marnowania i niewłaściwej dystrybucji, zwłaszcza w biednych rejonach półkuli południowej - tłumaczy prof. dr hab. Ewa Rembiałkowska z Wydziału  Żywienia Człowieka Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. - Rolnictwo ekologiczne nie oznacza obecnie powrotu do starodawnych metod uprawy, opartych jedynie na stosowaniu obornika i ręcznym odchwaszczaniu. Jest wręcz odwrotnie. Obecnie znaczną część postępu technologicznego stymulują potrzeby produkcji ekologicznej - poszukuje się źródeł naturalnych nawozów pozyskiwanych z mielonych skał, stosuje się nowoczesne i bardziej skuteczne maszyny w uprawie gleby, metody biologiczne ochrony roślin, np. przy pomocy drapieżnych owadów lub bakterii, szuka się odmian lepiej dostosowanych do produkcji ekologicznej, np. odporniejszych na choroby grzybowe.

Powrót do naturalnych metod uprawy roślin i hodowli zwierząt jest zatem możliwy, by jednak żywność ekologiczna stał się bardziej przystępna cenowo, musi być na nią większy popyt. Konieczne jest zatem podjęcie inicjatyw popularyzujących zdrowy styl żywienia. Właśnie ruszył unijny projekt StratKIT, którego patronem naukowym jest Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego. Jego celem jest zwiększenie świadomości konsumentów, ale przede wszystkim ułatwienie dostępu do żywności ekologicznej, poprzez wprowadzenie jej do żywienia zbiorowego - głównie stołówek szkolnych.

Artykuł powstał we współpracy ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego


Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje