Reklama

Reklama

Co dzieje się z twoim ciałem, kiedy umierasz?

Od tej chwili człowiek jest sam ze sobą. Co nie oznacza, że jest osamotniony. Może mieć wokół siebie przyjaciół, rodzinę, cały wielki świat - ale to jest bez znaczenia. Umiera sam. Tak jak sam oddycha. Tak jak sam śni.

Reklama

Umieranie potrzebuje czasu. Umieranie podąża swoim własnym torem. Zwłaszcza pod koniec, kiedy śmierć stop­niowo nabiera kształtu, nie ma tu żadnego pośpiechu. Wiedza na ten temat jest bardzo nikła, a oni trwają u twego boku i czekają w kraju niczyim, między obawą, że to zaraz nastąpi, a nadzieją, że wreszcie wkrótce to nastąpi.

Siedzą przy twoim łóżku, wstają, chodzą w koło, siadają, głaszczą cię po włosach, znowu wstają. Mija godzina za godziną. Czekają, tak jak czeka się pod ciemnymi chmurami na burzę, zaraz zacznie padać, ale nie pada, zaraz umrzesz, ale nie umierasz. Czekają i płaczą, płaczą i czekają, śledząc każde twoje westchnienie, a godziny, wyjęte z biegu czasu, czekają wraz z nimi. Ale ty nie umierasz.

Twoje umieranie podsuwa tym ludziom zwierciadło. Widzą tam ciebie leżącego i jednocześnie siebie, i wielu ma poczucie, jakby zwalił się na nich ogrom pytań. Kim jestem? Czym jest życie? Co dalej? Obecność przy łóżku umierającego zmusza do refleksji. U jednych budzi strach, uciekają jak najdalej. Innych z kolei przyciąga, gromadzą się wokół łoża śmierci jak przy ognisku.

Według podręczników medycznych umieranie podąża często ścieżką wytyczoną przez chorobę: kto cierpi z powodu wątroby, zsuwa się wraz z jej rozpadem w mrok i śpiączkę. Kto ma chore nerki, tego wzrost ilości niewydalonego mocznika prowadzi do utraty świadomości - podobnie jak wzrost poziomu dwutlenku węgla we krwi u chorych na płuca. Jednak dla lekarzy, którzy widzieli wielu zmarłych, to zbyt proste wytłumaczenie. Coraz mniej bowiem umierających, zwłaszcza w podeszłym wieku, cierpi na jeden rodzaj schorzenia.

Na oddziałach, które mają doświadczenie z umierającymi, personel zagląda teraz do ciebie częściej, choćby tylko na krótko. Szuka kolejnych zmian, które zapowiadają twoją śmierć. Niektórzy lekarze zwracają większą uwagę na zmącenie, inni na wygląd twojej twarzy i członków. Ale wszyscy śledzą twój oddech.

Jest on płytki, być może już od kilku tygodni albo od paru dni - każdy oddech to łagodna i płytka wymiana powietrza. Oddychanie odgrywa ogromną rolę. Tylko że w życiu mało kto zwraca na nie uwagę. Kiedy śpisz, kołysze cię, oddech za oddechem, głęboko i regularnie do snu. W stanie czuwania podtrzymuje cię, w spoczynku, jak i pod obciążeniem, do wyczerpania sił. Płuca to jedyny ważny organ życiowy, który nie działa tylko automatycznie, lecz którym możesz również świadomie sterować. Teraz to się zmienia.

Przyjmujesz nowe wzorce oddychania. Jest ich kilka. Dla umierających charakterystyczny jest na przykład oddech Cheyne’a-Stokesa. Trudno zapamiętać tę nazwę, dlatego też tego typu potworki językowe przemienia się w takie ściągi jak: "Najpierw oddech jest scheyn, a potem stokt". Twój oddech jest najpierw głęboki, później staje się coraz płytszy aż do momentu zatrzymania oddychania, wyraźnej przerwy, po której głośne westchnienie ponownie uruchamia płuca. Tak oddychają zwierzęta podczas snu zimowego. Oraz ludzie, którzy umierają.

Postękujesz i pojękujesz, oddychając. Nie zawsze, nie ciągle, ale od czasu do czasu. Kobietom siedzącym przy tobie przypomina to drugi kraniec życia: narodziny. W falach twoich westchnień słyszą bóle porodowe i ich rytm. Ale także mężczyźni czują, że pracują tutaj siły natury, że w takich momentach uruchamia się jakiś odwieczny mechanizm, coś żywiołowego, pierwotnego. Towarzyszących ci przeraża nieco ta elementarna siła, w każdym westchnieniu słyszą cierpienie. Dla innych to pociecha, że mogą na własne oczy zobaczyć, jak naturalnie przebiega proces umierania. Obydwa te wrażenia wynikają z ob­serwacji, ale nikt nie potrafi powiedzieć z całą pewnością, jak czuje się umierający w swoim zmąceniu. Może twój stan nie jest stanem nieświadomości czy śpiączki, lecz rodzajem snu. A może twój duch już dawno opuścił obszar ciała.

Przez bladą jak wosk skórę przenikają ciemne struktury krwiobiegu, co sprawia, że twoje ciało wygląda jak marmur. Łożyska paznokci u rąk i nóg zabarwiają się na niebiesko, być może także rzepki kolan, a nawet kąciki ust - to znak, że krew krąży coraz wolniej.

* Więcej o książce "Jak umieramy" przeczytasz TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: umieranie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje