Reklama

Reklama

Czego nie widać

Niemal zapomniane choroby przenoszone drogą płciową, jak na przykład kiła, znów atakują. Młodych i dojrzałych, zamożnych, heteroseksualnych. Do tego nie słabnie ryzyko zakażenia HIV. Jak kochać zdrowo i szczęśliwie?

Dotknęła Gauguina, Toulouse-Lautreca, Stanisława Wyspiańskiego i kojarzy się z artystyczną bohemą dziewiętnastego stulecia. Ale niestety, definitywnie nie przeszła do historii: w XXI wieku kiła (znana też jako syfilis) znów jest groźna. Alarm podnieśli badacze z amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom w Atlancie: kiła, ostrzegają uczeni, powraca w Europie i w USA.

Na naszym kontynencie upodobała sobie chętnie odwiedzane metropolie, jak Londyn, Dublin, Berlin, Paryż czy Rotterdam, gdzie w ostatnich latach zanotowano najwięcej jej przypadków. Statystycznie najczęściej chorują homoseksualiści, ale przybywa pacjentów heteroseksualnych. Specjaliści są zaskoczeni, bo jeszcze w latach 90. zakażonych kiłą było na Zachodzie niewielu. Tymczasem w Belgii ich liczba wzrosła w ostatnich latach ponad trzykrotnie, w Wielkiej Brytanii zaś aż dwunastokrotnie! A u nas? Pozornie jest świetnie: w ubiegłym roku na kiłę zachorowało w Polsce zaledwie 881 osób. Tyle oficjalne statystyki.
Ale dr Iwona Rudnicka z Centrum Diagnostyki i Leczenia Chorób Przenoszonych Drogą Płciową w Warszawie specjalnie im nie dowierza. - Pacjentów z kiłą może być znacznie więcej. Aż jedna trzecia wszystkich przypadków z całego kraju to osoby zdiagnozowane tylko w naszym Centrum. A przecież - podkreśla dr Rudnicka - Warszawa nie jest jakąś stolicą złego prowadzenia się.

Reklama

My po prostu zgłaszamy przypadki kiły do rejestru chorób przenoszonych drogą płciową. Wielu lekarzy prawdopodobnie zaniedbuje ten obowiązek. Stąd nie wiadomo, ile osób rzeczywiście choruje - wyjaśnia specjalistka. Jednak to, że ich przybywa, widać w praktyce.

Chorych na kiłę diagnozowanych w warszawskim Centrum przy ul. Koszykowej jest dziś niemal trzy razy więcej niż w 2004 roku. Nie lepiej jest z innymi chorobami wenerycznymi: nadal groźna jest rzeżączka, opryszczka narządów płciowych czy uciążliwe zapalenia cewki moczowej.

Któż oprzeć się ma mu

Wszystko dlatego, tłumaczą specjaliści, że w tych sprawach łatwiej tracimy dziś głowę. Jak dowodzą badania seksuologa, prof. Zbigniewa Izdebskiego, statystyczny Polak i Polka w wieku 15-49 lat przyznaje się do kontaktów seksualnych z czterema, pięcioma partnerami w ciągu swego życia. To wynik uśredniony. Młodzi między osiemnastką a trzydziestką mają większy temperament i większą - czasem dwukrotnie - liczbę partnerów.

Towarzyszy uniesień wybieramy mniej ostrożnie, a do tego godzimy się na seks bez zabezpieczeń. Powód? - Mimo że ludzie nadal boją się HIV, to nie aż tak, jak dziesięć, dwadzieścia lat temu. Słyszeli, że dzięki lekom można żyć z tym wirusem wiele lat. Poza tym w aktywność seksualną wchodzą roczniki, które nie pamiętają panicznego strachu przed AIDS w latach 80. - tłumaczy dr Rudnicka.

Skoro boimy się mniej to i mniej wiemy i o chorobach wenerycznych, i o HIV. W Polsce z wirusem tym według oficjalnych danych żyje ok. 11 tys. osób, w rzeczywistości może być ich 25-35 tysięcy. HIV wciąż kojarzy się nam z gejami i z uzależnionymi od narkotyków. Nie badamy się, bo w naszym mniemaniu problem nas nie dotyczy. - Dlatego pacjenci są u nas diagnozowani najczęściej, dopiero gdy wirus rozwinie się w AIDS - mówi prof. Izdebski. Tymczasem w Polsce HIV coraz częściej jest problemem kobiet, stanowią one już jedną trzecią osób żyjących z tym wirusem.

Do większości zakażeń dochodzi natomiast przez kontakty heteroseksualne, czy to ze stałym, czy z przelotnym partnerem.

O krótkotrwałe przygody najłatwiej w wakacje i w czasie podróży - i właśnie od lipca Krajowe Centrum ds. AIDS prowadzi kampanię "Wróć bez HIV". Na plakacie widać grupkę kąpiących się w morzu beztroskich kobiet i mężczyzn. Slogan: "Wakacje marzeń 2099 zł. HIV gratis". Albo zdjęcie ludzi pakujących bagaże do autokaru. Hasło: "Praca za granicą 1250 euro. HIV gratis".

Anna Marzec-Bogusławska z Krajowego Centrum ds. AIDS tłumaczy, że prawie połowa zakażonych to 20-29-latki, a kolejne 26 proc. stanowią 30-39-latki. Tak się składa, że według danych GUS właśnie osoby między 18. a 35. rokiem życia, wolnego stanu i z co najmniej średnim wykształceniem najliczniej wyjeżdżają z Polski, czy to do pracy, czy na wakacje.

To będzie miłość nieduża

Urlop zaś, wyjaśnia dr Tomasz Sobierajski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, Polacy traktują w kategoriach nagrody. - Wakacje są szczegółowo planowane, omawiane i wywołują dreszcz emocji. To rzadka okazja, by zaznać czegoś ekscytującego, także nowych doświadczeń erotycznych - mówi socjolog.

Z opublikowanego w 2005 r. raportu Dureksu wiadomo, że wobec jednorazowych przygód jesteśmy dość liberalni. Miało je w życiu 17 proc. Polaków i 18 proc. Polek, a co czwarty ankietowany uważałby to za ciekawe doświadczenie.

- Na molo w Sopocie zawsze może nas zobaczyć jakiś znajomy. A za granicą, gdzie społeczna kontrola już nas nie dosięga, łatwiej się upajać poczuciem swobody. Ludzie czasem decydują się na rzeczy, których w kraju nigdy by nie zrobili - mówi socjolog. W poczet szaleństw wpisuje się przypadkowy seks, także bez prezerwatywy. Prof. Izdebski, który zaczyna przyglądać się zachowaniom Polaków za granicą, uważa, że w kontaktach z cudzoziemcami jesteśmy wciąż naiwni, mało asertywni, nienauczeni mówić "nie".

- Dla niektórych obcokrajowców Polacy i Polki są bardzo atrakcyjnymi partnerami, nie tylko ze względu na powierzchowność: także przez fakt pochodzenia z obyczajowo tradycyjnego kraju. Perspektywa namówienia konserwatywnej z założenia Polki na ryzykowne zachowanie seksualne jest dla nich szalenie pociągająca - ostrzega prof. Izdebski.

Co nie znaczy, że przypadkowy romans poza granicami to tylko domena młodych. Albo że urlop krajowy jest wolny od podobnych niebezpieczeństw. Z ostatnich badań prof. Izdebskiego nad obyczajami w sanatoriach wynika, że kontakty seksualne nawiązuje tam co siódmy kuracjusz. Tylko co piąty aktywny na tym polu pacjent świadom jest ryzyka zakażenia HIV, a zaledwie 15 proc. przekuwa tę wiedzę w czyn, używając prezerwatywy.

- Osoby po pięćdziesiątce często sądzą, że choroby przenoszone przez seks, podobnie jak ciąża, nie stanowią już dla nich zagrożenia - komentuje prof. Izdebski. Efekt to niestety rosnąca liczba przypadków chorób wenerycznych w tej właśnie grupie wiekowej. Podobnie jest zresztą w innych krajach europejskich, np. w Wielkiej Brytanii.

Żądz moc

Nawet jeśli coś o chorobach wenerycznych słyszeliśmy, w zmysłów zawierusze nie odnosimy tego do siebie. Co innego mówią statystyki. Według American Social Health Association prawie co druga aktywna seksualnie osoba w ciągu swojego życia zetknęła się w jakiś sposób z infekcją lub chorobą przenoszoną drogą płciową. Choć, jak widać, problem jest dość częsty, mamy opory, by o nim mówić.

Z raportu Dureksu wynika, że co trzeci Polak nie wie nic o stanie zdrowia i o seksualnej przeszłości swoich partnerów. - W relacjach damsko-męskich lubimy idealizować. Jeśli mężczyzna jest opalony, wysportowany, modnie ubrany, a do tego zamożny, niemal automatycznie zakładamy, że jest także zdrowy - zauważa prof. Izdebski.

Kłopot z chorobami wenerycznymi polega jednak na tym, że często ich symptomów nie sposób wypatrzyć. U obu płci kiła nie daje żadnych objawów w około 70 proc. przypadków; podobnie z rzeżączką, która u kobiet bardzo długo może nie dawać o sobie znać. Jak szacują specjaliści, nawet co piąta aktywna seksualnie osoba ma we krwi przeciwciała opryszczki narządów płciowych - a wirusem tej choroby można się zakazić od partnera, nawet gdy w danym momencie nie powoduje on widocznych dolegliwości. Tak samo jak wirusem żółtaczki typu B, który bardzo łatwo przenosi się przez seks, nam natomiast wciąż kojarzy się jedynie ze służbą zdrowia.

Edukacja w tej dziedzinie, argumentuje prof. Izdebski, bardzo by nam się przydała, zwłaszcza że Polacy deklarują rosnącą otwartość na seks. Chętniej niż jeszcze dziesięć lat temu oddajemy się praktykom oralnym i analnym. Brak wiedzy mści się i tutaj, bo zmiana miłosnej konfiguracji nie chroni przed chorobami, a wirusy i bakterie też nie lubią monotonii. Stąd zmienia się tradycyjna geografia zakażeń.

Wirus opryszczki wargowej HSV1 może zamienić się lokum ze swym kuzynem HSV2 wywołującym opryszczkę narządów płciowych. - Wirusem HIV przez pocałunek zakazić się nie można, ale bakteriami kiły i owszem, jeśli partner ma chorobowe zmiany na błonie śluzowej w ustach. Nie trzeba dodawać, że w takiej sytuacji ryzykiem zakażenia kiłą obciążony jest również seks oralny - wyjaśnia dr Iwona Rudnicka.

Przy tej formie kontaktów skłonność do zasiedlania nowych miejsc przejawiają też bardzo rozpowszechnione wśród ludzi wirusy brodawczaka ludzkiego, tzw. HPV. Ich poszczególne typy wywołują powstawanie trudnych do zwalczenia brodawek na narządach płciowych (tzw. kłykcin kończystych), a u kobiet mogą prowadzić do stanów zapalnych i rozwoju raka szyjki macicy.

Epidemiolodzy na świecie łączą dziś z zakażeniami HPV niektóre przypadki raka jamy ustnej czy gardła. Na szczęście przeciw wirusowi brodawczaka można się zaszczepić. Dostępne są już szczepionki Silgard i Cervarix. Obie chronią przed zakażeniem najczęstszymi onkogennymi (rakotwórczymi) wirusami HPV typu 16 i 18, ta pierwsza dodatkowo przed wywołującymi kłykciny typami 6 i 11.

Utwierdź mnie

Choć prezerwatywa stanowi istotną barierę dla bakterii czy wirusów, nie zabezpiecza w stu procentach przed żadną z chorób (niektórych, np. opryszczki czy kłykcin, można się nabawić przez kontakt skóry ze skórą). Zwłaszcza że nie zawsze jest używana przez cały czas trwania stosunku. Lepszej ochrony, prócz zaniechania seksu lub absolutnej monogamii obojga partnerów, jednak dotąd nie ma. - Im wcześniejsza inicjacja, im większa liczba partnerów, tym większe ryzyko infekcji. Ale w tych sprawach nie ma reguł.

Można mieć w życiu tylko jednego partnera i zakazić się właśnie od niego - mówi dr Małgorzata Rekosz, specjalistka ginekolog, położnik i cytolog z warszawskiego Centrum Onkologii.

Młodym pacjentkom, które przychodzą do jej gabinetu po tabletki antykoncepcyjne, radzi nie spieszyć się z inicjacją ("niech to będzie rycerz na białym koniu"). A tym, które mają stałego partnera, prócz hormonalnej antykoncepcji zaleca też prezerwatywę. - Do używania na stałe aż do momentu, gdy zdecydują, że to mężczyzna na całe życie, z którym będą chciały mieć dzieci - mówi dr Rekosz.

Młode Polki mają jednak inne przyzwyczajenia. Jak wynika z badań "e-generacja" przeprowadzonych niedawno przez ośrodek Stratosfera, dwudziestolatki sięgają po prezerwatywę głównie wtedy, gdy nawiązują przelotny romans. W bardziej ugruntowanych relacjach stosują hormonalne pigułki czy plastry. Jednocześnie wyznają zasadę, że mężczyzna jest ważny, ale nie musi być na całe życie.

Wydawałoby się, że pokolenie wyrosłe w czasach internetu jest wyzwolone i świetnie wyedukowane. Pozornie. - Młode kobiety z dużych miast przeszły wprawdzie inicjację już w wieku 14 lat, ich wiedza o seksualności jest jednak bardzo uboga. Z sieci dowiedziały się o różnych technikach czy pozycjach, ale prawie nic o zagrożeniu chorobami przenoszonymi przez seks. Ani rodzice, ani nauczyciele nie rozmawiali z nimi o emocjach i odpowiedzialności. Stąd używanie prezerwatywy w stałym związku jest często i dla kobiet, i dla mężczyzn nie do pomyślenia.

- Bo "jeśli mnie kocha, to niech się odda cały/cała" - wyjaśnia dr Tomasz Sobierajski. - Jeśli seks budzi jakieś obawy, to głównie przed nieplanowaną ciążą. A skoro dziewczyna stosuje pigułki czy plastry, to prezerwatywa już niepotrzebna. Nikt nie myśli o swej seksualnej przeszłości ani o skokach w bok, które też się zdarzają - komentuje socjolog.

Na Zachodzie propaguje się pomysł, by przed wejściem w stały związek partnerzy robili testy, głównie na HIV, ale także na choroby przenoszone drogą płciową. Dla wielu Polaków to nie do przyjęcia: wystarczy popytać wśród znajomych, czy zdarzyło im się na to badać. Najczęstsza reakcja to śmiech lub niedowierzanie.

- Znam kilka par, w których kobiety zaproponowały mężczyznom wspólny test na HIV - opowiada dr Sobierajski. - Tylko jedna z nich przetrwała, pozostałe prędzej czy później się rozpadły, bo mężczyźni tę propozycję potraktowali jako wotum nieufności. "Nigdy mi nie wierzyłaś", wypominali potem w kłótniach partnerkom. Nie przyjmowali do wiadomości, że seksualna przeszłość może mieć jakieś konsekwencje. A zaufanie w związku trzeba na czymś budować - podkreśla Tomasz Sobierajski.

"Jak mam o to prosić? Przecież ją kocham!" - bronią się pacjenci prof. Izdebskiego, gdy mowa o testach na HIV. - Miłość jest piękna, ale można kochać i jednocześnie zakażać. Seks to również odpowiedzialność za zdrowie własne i drugiego człowieka. Coraz dłużej zachowujemy młodość i seksualne możliwości, musimy się więc nauczyć dbać o jakość naszego życia erotycznego, by cieszyć się nim jeszcze wiele lat - przekonuje profesor.

A kiedy prysły zmysły

By to osiągnąć, należałoby unikać ryzykownych zachowań. Jeśli tobie lub twojemu partnerowi zdarzył się skok w bok, jak najszybciej skonsultuj się lekarzem. - Najlepiej od razu z wenerologiem. Polacy wciąż wstydzą się odwiedzić specjalistę z tej dziedziny. Liczą na dyskrecję i idą prywatnie do internisty czy urologa. Tajemnica lekarska obowiązuje bez wyjątku wszystkich lekarzy.

- Jednak nie wszyscy potrafią rozpoznawać i skutecznie leczyć choroby przenoszone drogą płciową, a wenerolog zna się na tym najlepiej - przekonuje dr Iwona Rudnicka. Wizyta u takiego specjalisty ma tę zaletę, że od razu wiadomo, w czym problem: pacjentowi łatwiej się zwierzyć, do czego doszło i czego się obawia. Wenerolog natomiast tłumaczy, jak się obserwować, na co zwracać uwagę, wyznacza termin potrzebnych badań i kolejnej wizyty. Jeśli wolisz pójść do ginekologa, powiedz mu wprost, co Ci się przydarzyło. - Niektóre kobiety tak się wstydzą, że mówią tylko "proszę sprawdzić, czy wszystko w porządku". Ginekolog często niczego się nie domyśla, wykonuje więc rutynowe badanie i ewentualnie zleca cytologię. A mówi ona tylko o tym, czy na szyjce macicy jest stan zapalny lub zmiany przednowotworowe, nie służy jednak do wykrywania chorób wenerycznych - opowiada dr Rudnicka.

Każda niewyleczona infekcja lub choroba przenoszona drogą płciową może w przyszłości utrudnić poczęcie, wywołać poronienie lub zagrozić zdrowiu dziecka. Mimo to Polki zaczynają regularnie chodzić do ginekologa i badać się dopiero, gdy są w ciąży albo nie mogą w nią zajść.

- To się powoli zmienia w dużych miastach - mówi prof. Tomasz Niemiec, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. - Niektóre pacjentki planujące dziecko z własnej inicjatywy robią testy, m.in. w kierunku HIV czy kiły, a wyniki przynoszą na pierwszą wizytę - chwali specjalista. Badania te powinna zaś zrobić każda kobieta we wczesnym okresie ciąży. Tak się jednak nie dzieje. W Polsce co roku przychodzi na świat kilkoro dzieci z kiłą wrodzoną, bo ginekolog zaniedbał potrzebne badania. Szybka sonda wśród znajomych spodziewających się dziecka: wszystkie zrobiły test w kierunku kiły, żadna na HIV. Nie wiedziały, lekarz nie zaproponował. - A powinien, taki obowiązek nakłada na niego ustawa o chorobach zakaźnych - przekonuje prof. Niemiec.

- Jeśli kobieta odmawia, najlepiej, by ginekolog wrócił do tematu przy kolejnej wizycie. Test robi się na wszelki wypadek. Gdyby się okazało, że pacjentka jest zakażona, dzięki lekom podawanym profilaktycznie podczas ciąży i porodu można zmniejszyć ryzyko zakażenia dziecka prawie do zera - wyjaśnia specjalista. Zresztą zbadać się warto nie tylko w ciąży, pomyśl o tym, jeśli zdarzyła ci się ryzykowna przygoda. Adresy placówek, w których można zrobić test bezpłatnie i anonimowo, znajdziesz na stronach www.aids.gov.pl.

Problemem dla przyszłej matki może okazać się również tak częste schorzenie, jak opryszczka narządów płciowych. Wywołujący ją wirus może doprowadzić do poronienia lub wrodzonych wad u dziecka, dlatego kobieta powinna bezwzględnie poinformować swojego ginekologa, czy w przeszłości na nią chorowała. Pobolewania w dole brzucha, upławy, dyskomfort przy oddawaniu moczu mogą być natomiast objawem chlamydiozy, infekcji, która przeoczona i nieleczona prowadzi do bezpłodności. Mimo że zagrożeń wiele, można się przed nimi uchronić. Przynajmniej raz w roku iść na badanie ginekologiczne i cytologię. Zgłaszać się jak najszybciej, gdy pojawiają się niepokojące objawy: zaburzenia cyklu, uczucie bólu, dziwne wydzieliny czy zmiany na skórze lub śluzówkach. Jeśli masz nowego partnera, możesz także po trzech-sześciu miesiącach pójść do ginekologa na dodatkowe badanie i cytologię, by wykluczyć ryzyko potencjalnej infekcji. Wtedy każda miłość rzeczywiście będzie pierwsza i usunie w cień wszystkie inne.

Aleksandra Stelmach

Twój Styl
Dowiedz się więcej na temat: kochać | wirus | specjaliści | HPV | miłość | socjolog | wakacje | polki | ginekolog | ryzyko | kiła | AIDS | choroby | seks | HIV

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy