Reklama

Reklama

Jak Amerykanie uzależnili się od leków?

W świetle dnia, zupełnie legalnie miliony zwykłych Amerykanów – rodziców, nauczycieli, uczniów, sportowców – stały się narkomanami. Poniżej publikujemy fragment książki "Lekomani", która przedstawia pełny obraz kryzysu opioidowego w Ameryce

Epidemia opioidów miała nie oszczędzać żadnej części Ameryki, ale najbardziej się zagnieździła i najwięcej ofiar zebrała w przygnębionych społecznościach byłych hutników czy górników centralnej części Appalachów, gdzie zdesperowani bezrobotni sprzedawali na czarnym rynku miedziane kable z opuszczonych zakładów lub przepychali przez szpary w ogrodzeniu centrum ogrodowego w Walmarcie telewizory z wielkimi ekranami, by uniknąć "świrowania bez dawki".

Reklama

Niewiele firm postanawia otworzyć tu sklep, trudno bowiem znaleźć pracowników, którzy przeszliby test narkotykowy; młodzi rodzice mogą kiedyś umrzeć z przedawkowania heroiny i pozostawić bez opieki dziecko, które trzy dni później ulegnie odwodnieniu oraz głodowi.

Appalachy należały do pierwszych miejsc zaatakowanych przez opioidy w połowie lat 90. zeszłego wieku; usidliły one górników, drwali, meblarzy i ich dzieci. Dwie dekady po wybuchu epidemii badacze z Princeton, Anne Case i Angus Deaton, podnieśli alarm jako pierwsi ekonomiści. Ich zaskakująca analiza ujawniła w grudniu 2015 roku, że w latach 1999-2013 śmiertelność białych Amerykanów niepostrzeżenie wzrastała o pół procenta rocznie, choć w innych zamożnych krajach ludzie w wieku średnim żyli coraz dłużej. Deaton oświadczył w "Washington Post":

- Umiera pół miliona tych, którzy powinni żyć dalej; winą za taki stan rzeczy obarczał samobójstwa, alkoholowe schorzenia wątroby i zatrucia lekami - przede wszystkim opioidami - które ekonomiści zaczęli później nazywać "chorobami rozpaczy". Dane wykorzystywane przez Case i Deatona nie ograniczały się do zgonów z przedawkowań. Ich główne odkrycie "znacznego wzrostu ogólnej śmiertelności białych, niehiszpańskojęzycznych mężczyzn oraz kobiet w wieku średnim" wskazuje, że epidemia opioidów odgrywa wśród innych chorób rozpaczy rolę na tyle istotną statystycznie, że zdołała odwrócić trend "dekad spadku śmiertelności".

Mniej więcej w chwili publikacji studium Case i Deatona pojawił się sondaż Kaiser Family Foundation, mówiący, że 56% Amerykanów zna kogoś, kto zażywa opioidy, jest od nich uzależniony lub zmarł z ich przedawkowania. W całym kraju różnica przewidywanej długości życia między najbiedniejszymi a najbogatszymi 20% obywateli wzrosła między rokiem 1980 a 2010 o 13 lat. Przez długi czas uważano, że wynika to przede wszystkim z dostępu do opieki zdrowotnej oraz innych ochronnych zalet względnego dobrobytu. W Appalachach ta rozbieżność okazała się jeszcze większa: liczba zgonów z przedawkowania była o 65% wyższa, niż w reszcie USA. Problem wyraźnie nie polegał na tym, że niektórzy umierali wcześniej; biali umierali w kwiecie wieku.

Więcej o książce "Lekomani" Beth Macy przeczytasz TUTAJ.


Dowiedz się więcej na temat: lekomania | leki | Ameryka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje