Reklama

Reklama

Poświęcenie się medycynie to wyczerpujące zajęcie

Jestem córką lekarki (rocznik 1935). Jej stosunek do zawodu wpłynął na postrzeganie przeze mnie lekarzy jako na owładniętych misją służenia pasjonatów. Był to obraz wyidealizowany, czy też zmienili się ludzie, zmieniły się czasy?

Reklama

- Ludzie tak postrzegają ten zawód. Kiedyś było całkiem inne podejście do lekarzy - ludzie podchodzili do nas z szacunkiem, poważali nas i słuchali. Lekarze mieli więcej luzu, mniej stresu i nie musieli się tak przejmować tym, co dzieje się dookoła. Byli bogami w brudnych, rzeźnickich fartuchach. Z drugiej strony to pokolenie, obecnie w wieku emerytalnym lub przedemerytalnym, ciężko dostosowuje się do zmian i nowości. Koledzy i koleżanki często są sfrustrowani tym, jak zmieniła się forma wykonywania zawodu. Ile doszło nowych obowiązków, ile stresu i patrzenia na ręce. Nie jest już tak, że na dyżurach siadają z flaszeczką i walą do upadłego, a zabieg wykonuje młody w asyście dwóch pijanych starych. Nie ma już tak, że jak pacjent jest niegrzeczny, to dostanie po mordzie i siedzi spacyfikowany. Teraz na drugi dzień zjeżdżają się wozy transmisyjne i sprawa jest nagłośniona we wszystkich mediach. Lekarz to zawód. Zawód zaufania społecznego, ale nadal zawód. Misja, która kiedyś mu przyświecała, tonie w wodospadzie obostrzeń i obowiązków. Lubimy pacjentów (przynajmniej ja), ale lubimy też władzę, pozycję i możliwości, jakie daje wykonywanie tego zawodu.

Zawsze irytowało mnie, kiedy lekarz nie zwracał się do mnie po partnersku. Z lektury pana książki (sytuacje z przychodni i SORu) można wywnioskować, że nie da się - generalnie - tak pacjentów traktować. Z czego to wynika?

- Lekarz posiada pewien zasób wiedzy specjalistycznej, niedostępnej dla "zwykłych śmiertelników". Dla wielu lekarzy niedopuszczalne i niezrozumiałe jest to, że ktoś może z nimi dyskutować lub wręcz podważyć zdanie. Czy jak przychodzi elektryk lub hydraulik, dyskutujesz z nim na temat rur lub schematu sieci elektrycznej? Nie! Przyjmujesz pewne rzeczy do wiadomości i idziesz dalej. Ja osobiście zawsze podchodziłem do pacjentów w sposób partnerski i powiem szczerze - w 80% przypadków pacjenci byli zdziwieni, że tak można. Ba, że lekarz z nimi rozmawia, wyjaśnia i pyta o zdanie.

Myśli pan, że czytelnicy-pacjenci poddadzą refleksji to, co pan pisze, czy też utwierdzą się w przekonaniu o swoich bezwzględnych prawach, uzasadnionych żądaniach?

- Chciałbym, żeby czytelnicy zrozumieli, że lekarze to ludzie, jak wszyscy inni i że czas zmienić oczekiwania względem tego zawodu na normalne, przyziemne. Nie ma to być absolutnie książka nawołująca do agresji względem lekarzy.

"Gdy staję w obliczu tragedii, takiej jak śmierć pacjenta, moją najczęstszą reakcją jest obojętność.". Rozum podpowiada, że lekarz musi zachowywać profesjonalny dystans, by mógł skutecznie leczyć. Serce pragnie, by dzielił żal i lęk... Jak kończą lekarze empaci?

- Zależy, co rozumiesz pod hasłem empata. Każdy z nas na swój sposób przeżywa tego typu sytuacje i każdy chyba prędzej czy później się dystansuje. Mogę jedynie powiedzieć, że osoby, które tego typu sytuacje postrzegały jako osobistą porażkę, dużo częściej kończyły u psychiatry na kozetce lub walczyły z depresją na własny sposób. Lekarze to grupa zawodowa z największym ryzykiem popełnienia samobójstwa. Myślisz, że z czego to wynika? Krótko: osoby emocjonalne mają przechlapane. Żeby było jasne - nie jesteśmy potworami pozbawionymi uczuć. Jesteśmy po prostu ludźmi z bardzo grubą i skuteczną barierą ochronną i doskonale potrafimy wypierać sytuacje, które są dla nas przykre, traumatyczne lub mogą w negatywny sposób wpłynąć na jakość naszego życia i naszej pracy.

Dowiedz się więcej na temat: lekarz | szpital | medycyna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje