Reklama

Reklama

Poświęcenie się medycynie to wyczerpujące zajęcie

Podpisuje się pan pod stwierdzeniem dra House'a, że wszyscy mijają się z prawdą: lekarze, pielęgniarki i pacjenci. Kto na jaki temat kłamie?

- Chyba każdy na każdy (śmiech). Generalnie obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Pacjenci kłamią, że stosowali się do zaleceń i przyjmowali leki. Kłamią co do okoliczności wypadków i urazów, bo ważne są dla nich kwestie ubezpieczeniowe. Kłamią odnośnie objawów i okoliczności ich wystąpienia. Lekarze i pielęgniarki często szukają tzw. dupochronów i kłamią, a raczej zakrzywiają rzeczywistość wtedy, kiedy mają coś do stracenia -  w sytuacjach problemowych, w przypadku roszczeniowych pacjentów lub ich rodzin, powikłań... Kłamstwo to mechanizm obronny, a nie sposób na życie.

Reklama

Życie oddziałowe, ze swoim rytuałem, romansami, kuchnią, obejmuje zabawne, tragikomiczne, dramatyczne i smutne wydarzenia, np. kiedy rodzina podrzuca do szpitala dziadka czy rodzica, by wyjechać na urlop lub spokojnie spędzić święta. Zawsze jest to przejaw bezwzględnego egoizmu? Może bywa też spowodowane śmiertelnym zmęczeniem?

- Biorąc pod uwagę okoliczności - wakacje i święta - uważam to za totalne skur... Jeżeli ktoś jest zmęczony, może zorganizować opiekę w ramach zakładów opiekuńczych i domów starości. Porzucenie w szpitalu nijak ma się do opiekuńczości i miłości. Ja sobie nie wyobrażam, abym po takiej akcji mógł spokojnie pojechać na wakacje, nie przejmując się tym, co mój bliski robi, jak się czuje i czy ma dobrą opiekę. Nie mógłbym się relaksować i spijać drinków w opcji all inclusive, mając na sumieniu takie chore, nieludzkie zagranie.

Co jest takiego pociągającego w medycynie, że nadal chce pan uprawiać ten zawód, a i nie maleje konkurencja kandydatów na studia medyczne.

- Chyba nadal moja miłość do zawodu. Lubię ludzi, lubię to, co robię i nie wyobrażam sobie innej drogi kariery. Moje podejście do zawodu i pacjentów oraz brak tolerancji dla patologii sprawiły, że jestem lubiany i poważany jako lekarz. Daje mi to dużo satysfakcji i zaspokaja  potrzebę samorealizacji i dążenia do sukcesu.

"W szpitalach pracują różni ludzie." Opisuje pan przypadki niekompetentnych i leniwych lekarzy. Nie znalazłam nigdzie wzmianki o lekarzu, który był dla pana wzorem, mentorem. Był taki?

- Mentor jako nauczyciel i wzór do naśladowania, który znajduje się blisko nas?  Nie spotkałem takiej osoby. Zawsze miałem problem z autorytetami - szanowałem wyłącznie tych lekarzy, którzy na to zasłużyli, a nie tych, którzy byli na wyższych szczeblach w   łańcuchu pokarmowym. Jest kilku lekarzy, których cenię za upór, determinację i za to, że nie bali się iść pod prąd wtedy, kiedy inni krzyczeli, że się nie da, m.in. Zbigniewa Religę i Henryka Skarżyńskiego. Za wiedzę, ludzkie podejście i skromność - Andrzeja Szczeklika i Krzysztofa Bieleckiego.

Dziękuję za rozmowę i dziękuję za tę książkę. Wbrew fragmentom na okładce nie jest sensacyjna i jednoznaczna. Jest barwna i przede wszystkim gorzka. W jaki sposób zachęciłby pan do jej przeczytania?

- Mogę jedynie powiedzieć, że warto na te kilka chwil wejść w ciało lekarza i poznać jego życie, przemyślenia i rozterki od tzw. "kuchni". Będzie kontrowersyjnie i mrocznie, ale też zabawnie i z dużym dystansem.

Dowiedz się więcej na temat: lekarz | szpital | medycyna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje