Reklama

Reklama

Sygnały ostrzegawcze choroby psychicznej

Świat wokół wydaje mi się coraz dziwniejszy, co przyprawia mnie o częste wybuchy złości. Wszystko, co robią inni ludzie, strasznie mnie irytuje. Więcej niż irytuje: doprowadza do szału! Co się stało moim pracownikom? Dlaczego nie wykonują zadań jak należy? Dlaczego to zawsze ja muszę naprawiać ich błędy? A Mirek wcale nie jest lepszy. Wszystko robi źle. I chociaż ciągle zwracam mu uwagę, nadal wszystko chrzani. To wprost niewiarygodne.

Reklama

Krytykuję Mirka bez litości: "Dlaczego położyłeś serwetkę tutaj, a nie tam? To bez sensu!" - mówię do niego, szykując obiad. "Dlaczego jeszcze siedzisz? Nie widzisz, że właśnie w tej chwili powinieneś mi pomóc?!" Po każdej mojej gniewnej uwadze Mirek prosi mnie łagodnie, żebym się uspokoiła. Nienawidzę tego - to takie głupie, mięczakowate. Wkurza mnie jeszcze bardziej. Dlaczego Mirek stał się taką łajzą? Co mu się porobiło? Mirek drży o moje zdrowie, co chwila dopytuje się, czy czegoś mi trzeba, namawia mnie, żebym porobiła to, co lubię - pobiegała albo pojeździła na rowerze. To też mnie irytuje.

Coraz częściej unikam jego wzroku. Przykro mu? Mam to w nosie. Nie obchodzi mnie, co sobie myśli i co czuje. Nie obchodzi mnie ani jego praca, ani inne sprawy. Mam własne problemy. Co sobie zjem na śniadanie? Czy Mirek nakrył do stołu jak należy? Gdzie on położył widelce, nie mogę ich znaleźć! Dlaczego mi to robi? A gdzie jest sól? Już nie pamiętam, co zaplanowałam na obiad. Za Chiny nie mogę sobie przypomnieć. Wkurza mnie to. A gdzie się podział Mirek?

Wystraszona moją porywczością i egotyzmem rodzina chodzi wokół mnie na paluszkach. A gdy nie słyszę, naradzają się na mój temat w gabinecie Mirka, o czym dowiem się znacznie później. Mirek rozmawia z Kasią przez telefon, mówi jej, że jestem ostatnio trudna, tak trudna, że on już nie daje rady. Kasia słyszy, że Mirek ledwo powstrzymuje się od płaczu. Nie jestem sobą - wszyscy moi najbliżsi są co do tego zgodni. Stałam się złą, krytykancką, samolubną wersją samej siebie. To nadal moje cechy, ale wyolbrzymione. Jestem swoją własną karykaturą.

Jednak nie zachowuję się aż tak dziwnie, żeby miano się niepokoić o moje zdrowie psychiczne. Zawsze wyrażałam własne opinie częściej niż pozostali członkowie rodziny - są do tego przyzwyczajeni. A mój niepokój o chemikalia zawarte w pestycydach nie był, przyznają teraz, nieuzasadniony: środki chemiczne bywają przecież groźne dla człowieka. Dlatego nadal zachowuję się nieznośnie i nikt nie mówi mi: "Stop". A ja sama nie jestem świadoma, że coś jest nie w porządku.

Nieprawidłowo funkcjonujący mózg sprawia, że nadmiernie skupiam się na własnych potrzebach, ignorując oznaki poważnych zaburzeń. Na jednej rzeczy zależy mi szczególnie: na czwartej i ostatniej infuzji. Zamierzam dokończyć cykl immunoterapii, choćbym miała sama się zawieźć do szpitala. Gotowa jestem nawet przejść pieszo tych dwadzieścia mil, wczołgać się na oddział infuzji i wetknąć sobie kroplówkę w żyłę. Zrobię to, choćby nie wiem co.

* Więcej o książce Barbary Lipskiej "Neurolożka" przeczytasz TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: choroba psychiczna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje