Reklama

Reklama

Zabawa w gotowanie

Od czego mamy przyprawy?

Reklama

A co jeśli nam nie wyjdzie, jeśli nie będzie nam smakowało? Cóż, zdarza się, na szczęście kuchnia to nie poligon wojskowy. Od czego mamy przyprawy? Nie doceniamy ich roli, bo od czasów głębokiego PRL-u na wielu polskich stołach funkcjonują wciąż tylko dwie: pieprz i sól. Już dawno mocno rozbudowałam ten zestaw. Mam na stole okazałych rozmiarów talerz, taki jak do dużej pizzy, cały wypełniony małymi słoiczkami przeróżnych przypraw. Na porządku dziennym są lubczyk, czosnek niedźwiedzi, tymianek, bazylia, oregano, zioła prowansalskie, kurkuma, sproszkowany imbir, pieprz cayenne, papryka słodka i ostra, kardamon i cynamon.

Jako przyprawę, stały dodatek do dań, traktuję też ziarenka czarnuszki, ziarna słonecznika i wiórki kokosowe. Nawet jeśli nowo powstałe danie nie spełnia moich lub któregoś z moich bliskich oczekiwań, zawsze możemy je zmodyfikować dodając do już gotowego ulubioną przyprawę.

Makaron z pesto

Nic prostszego chyba stworzyć nie można i co ważne, nie ma na to jednej metody. Zawsze wybieram makaron pełnoziarnisty, gotuję go krótko, żeby nie podnosić zbędnie indeksu glikemicznego. Jeszcze ciepły łączę z pesto. Moje ulubione to własnoręcznie robione pesto z czosnku niedźwiedziego lub natki pietruszki. Dodaję ser feta lub mozzarelle, czarnuszkę i słonecznik. Talerz wykładam drobnymi kawałkami świeżej sałaty. A później dorzucam warzywa, według uznania i tego, co aktualnie mam w lodówce.

Lubię łączyć makaron z pomidorami, zarówno świeżymi, jak i suszonymi, albo marchewką startą na tarce o grubych oczkach. Przygotowanie nie zajmuje więcej niż trzydzieści minut. Świetnie sprawdza się jako danie obiadowe lub kolacja.

Ewa Koza, mamsmak.com

Dowiedz się więcej na temat: gotowanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje