Reklama

Reklama

Cierpienie braci mniejszych

Karp to ryba słodkowodna, roślinożerna i kostnoszkieletowa. Rekin należy do morskich drapieżników, a jego szkielet jest zbudowany z chrząstki. Obie ryby żyją w zupełnie innych środowiskach wodnych i prowadzą zupełnie różny tryb życia. Wydawałoby się, że los rekina jest stokroć lepszy od tego, jaki czeka karpia w rybnym stawie.

Reklama

A jednak wcale nie trzeba stawu hodowlanego, by z życia ryby zrobić piekło. Większość gatunków rekina, władcy oceanicznych głębin i szlaków, jest na wyginięciu. Dlaczego? Bo rekin wcale nie jest już władcą. Tam, gdzie wkracza człowiek, nikt nie ma gwarancji zachowania prawa do życia. Dlaczego ludzie zabijają rekiny? Nie chodzi tylko o nienawiść do "czarnych charakterów" filmowych Szczęk.

Rekiny giną, bo wpadają w sieci zarzucane na tysiące innych gatunków, stają się ofiarami zatrucia środowiska, umierają przebite strzałą z kuszy należącej do "podwodnego macho" - człowieka, który dla chorej rozrywki fantazjuje, że zwycięża w śmiertelnie niebezpiecznej walce, a w rzeczywistości dokonuje egzekucji na bezbronnym zwierzęciu. Mało tego, w niektórych rejonach Azji powodzeniem cieszy się zupa z rekinich płetw. Jak się ją przyrządza? Najpierw trzeba zdobyć płetwy. Łapie się rekiny, odcina się im ten 67 niesamowity narząd i tak okrutnie okaleczone, chociaż wciąż żywe, wrzuca z powrotem do wody. Nie umiem opisywać tego dalej...

Kto to robi?

Człowiek?

Czy tę iście diabelską torturę można w ogóle do czegoś porównać? Można.

My, Polacy, to samo serwujemy naszym braciom w rybiej skórze - węgorzom. Są mistrzami w produkcji śluzu. Chroni on ich delikatną skórę przed urazami i szkodliwym działaniem zanieczyszczonej wody. Po to, by przed wędzeniem węgorzy pozbyć się śluzu na skórze, zaraz po złapaniu wrzuca się je do beczek i... zasypuje solą. Niech ktoś, kto tego nie rozumie, wsypie sobie szczyptę soli do oka. Węgorz cały jest "okiem".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje