Reklama

Reklama

Czy w moim dziecku może kiełkować psychopatia?

Czy można urodzić się złym? Co powoduje, że człowiek ma skłoności psychopatyczne? To wina genów, a może środowiska? Na wszystkie te pytania i wiele innych, odpowiedź można znaleźć w książce pt. „W umyśle mordercy. Tajemnice mózgów psychopatów”. Jej autorem jest dr Dean A. Haycock, uznawany za jednego z najwybitniejszych specjalistów w dziedzinie neurobiologii, który specjalizuje się w zagadnieniach związanych ze zdrowiem psychicznym. Oto fragment lektury.

Matka i ojciec Rava czuli, że z ich synem coś jest nie tak. Choć wygląd chłopca tego nie zdradzał, to jeśli wierzyć wezwanemu przez zatroskanych rodziców lekarzowi, był on zdolny do rzeczy naprawdę niepokojących. Rodzice Rava uchodzili za dobrych ludzi i - wedle słów poważanego XIX-wiecznego psychiatry Cesare’a Lombrosa - "powodziło im się". Nic więc dziwnego, że szukali dla swojego ośmioletniego syna najlepszej dostępnej pomocy. Rav dorastał w Romanii w północnych Włoszech. Rejon ten, znajdujący się pomiędzy Apeninami a Adriatykiem, obejmuje m.in. takie miasta jak Rimini, Imola czy Rawenna. Rodzinna okolica Rava - jak zresztą większość północnych Włoch - była ogólnie rejonem znacznie zamożniejszym niż południe kraju.

Reklama

To tu i w innych prowincjach północnych woleli żyć zamożni szlachcice będący właścicielami większości ziem południa. Tacy trwale nieobecni w swoich latyfundiach panowie zatrudniali nadzorców, by mieć pewność, że ich posiadłości będą przynosić zysk. Dochody obchodziły ich znacznie bardziej niż dobrostan siły roboczej czy nawet stan samych gruntów. Nie troszczono się o podtrzymanie jakości gleb - te zaś, podobnie jak jakość życia mieszkańców południa, stopniowo podupadały. Południowcy, jak wszyscy połownicy i parobkowie w społeczeństwach klasowych, cierpieli na skutek marginalizacji, wyzysku i kiepskiego stanu gruntów, które nie były ich własnością.

Gdyby ówcześni właściciele ziemscy żyli dziś, nie byłoby zbyt zaskakujące, gdyby dostali się jako badani do projektu badającego psychopatię korporacyjną. Polityczne zjednoczenie Włoch w 1871 r. i wprowadzone wraz z nim nowe podatki nie ulżyły ubóstwu, kiepskim warunkom bytowania i ogólnej beznadziei życia na południu. Jeszcze tego samego roku ruszyła potężna fala emigracji. W ciągu kolejnych czterdziestu lat cztery miliony Włochów przeniosły się do Ameryk Południowej i Północnej.

Co do samego Rava, to z tego, co nam wiadomo, nie doświadczał on ani trochę opisanych bolączek i biedy. Był dobrze odżywiony i robił wrażenie zdrowego. Jego krótko przycięte włosy były gęste, a na jego twarzy gościł radośnie beztroski, może nieco zdezorientowany wyraz. Widzimy go, jak ubrany w pasiastą koszulkę i granatową marynarkę siedzi na prostym krześle i lekko się garbiąc, czeka, aż fotograf pozwoli mu się poruszyć. O czym myślał, oczekując na wywołanie kliszy - tego nie wiemy. Pewne jest to, że gdyby miał sumienie, miałby się nad czym zastanawiać.

Wyrzucenie ze szkoły za "zły wpływ, który wywierał na szkolnych towarzyszy", było niepokojące, nie przesądzało jednak w żaden sposób o kryminalnych skłonnościach. Złośliwe zachowanie chłopca wobec młodszych braci i sióstr również można było próbować bagatelizować jako przypadłości wieku dziecięcego. Sęk w tym, że nie skończyło się na docinkach - Rav kilkakrotnie usiłował udusić któreś ze swojego rodzeństwa. Granica została przekroczona. Postępowanie chłopca stało się groźne i nie można było już traktować go jako "rozrabiania".     

Zwłaszcza że szybko dało się poznać podstępną i antyspołeczną naturę jego zachowań. Można było odnieść wrażenie, że Rav czerpie przyjemność z okradania niemal każdego, z kim się zetknie, a następnie oskarżania o kradzież innych. Chłopiec okradał rodziców, sąsiadów i ludzi, dla których pracował. Kłamał przy tym na tyle dobrze, że przez pewien czas udawało mu się przekonywać poszkodowanych, że to nie on odpowiada za kradzieże.

Na przykład w wieku ośmiu lat regularnie kradł mleko spod drzwi sąsiadów, nim zdążyli oni je stamtąd zabrać. Nie dawał rady sam wszystkiego wypić ani też nie odsprzedawał bądź nie rozdawał skradzionego mleka. Ot, po prostu wyrzucał je na śmieci. Ważna była dla niego sama "psota" polegająca na kradzieży. Gdy rodzice i sąsiedzi wypytywali go o znikające mleko, wmówił im, że za kradzieże odpowiada pracujący po sąsiedzku stróż. W efekcie stróża zwolniono. Nim ofiary się zorientowały, że tak naprawdę to kłamliwy Rav jest sprawcą, zdążył on skrzywdzić i rozgniewać wiele kolejnych osób i wyrządzić sporo szkód.

W wieku dziewięciu lat fałszywie oskarżył właściciela lombardu o pożyczenie mu pieniędzy pod zastaw peleryny. Szefa lombardu stawiało to w trudnym położeniu, ponieważ prawo zakazywało pożyczać nieletnim pieniądze pod zastaw. Mężczyźnie groził areszt, lecz szczęśliwie dla niego matka Rava znalazła pelerynę ukrytą w przydomowej piwnicy. Rok później ofiarą złośliwości i występności Rava padł jego własny ojciec. Aresztowano go po tym, jak syn oskarżył go o maltretowanie.

Sińce na ciele chłopca robiły wrażenie i z początku przekonały policjantów. Później udało im się jednak ujawnić, że sprawcą obrażeń był sam Rav. Sińce na ciele okazały się skutkiem jego własnych działań. Rodzina Rava była, wedle relacji Lombrosa, uczciwa i praworządna. Jeśli damy temu wiarę, będzie to oznaczać, że dorastając, chłopiec nie miał wokół wzorców przestępczych. Nie żył także w środowisku, w którym byłby wykorzystywany czy maltretowany. Siostry i bracia Rava nie robili na rodzicach wrażenia w jakkolwiek sposób nienormalnych. Nie przejawiali żadnych oznak zdeprawowania i nie nasuwali rodzicom myśli, że konieczna będzie pomoc takiego specjalisty jak doktor Lomboroso. Dziś hollywoodzcy scenarzyści mogliby opisać Rava jako "złe nasienie".

Podobnie jak Eric Harris pochodził on z dobrego domu, który nie dostarczał żadnych poszlak mogących zapowiadać lub tłumaczyć anty­społeczną postawę i zachowania. Tak samo jak w przypadku Erica nie sposób tu za czyny dziecka winić rodzinę. Wygląda na to, że zarówno Eric, jak i Rav byli po prostu wyjątkowi. Należeli do tych szczególnych przypadków osób, które rodzą się z cechami genetycznymi plasującymi je w skrajnym punkcie spektrum zachowań antyspołecznych.

Ich predyspozycja ku tego typu zaburzeniu czy typowi osobowości była tak silna, że nie wymagała dodatkowych bodźców ze strony otoczenia - takich jak maltretowanie, złe wzorce wychowawcze czy zaniedbywanie od wczesnego dzieciństwa. Dla opisania wrodzonych zaburzeń Rava doktor Lombroso posługiwał się innym terminem. Gdy wysłuchał rodziców chłopca opisujących jego zacho­wania, uznał, że mowa tu o modelowym przypadku "niepoczytalności moralnej". Współczesny psychiatra posłużyłby się sformułowaniem "zaburzenie zachowania", tym niemniej przypadki takie jak Rava były tak samo dobrze znane doktorowi Lombroso, jak dziś znane są współczesnym psychologom i psychiatrom.

Od kołyski

Dwa lata po śmierci Lombrosa, w 1909 r., jego córka Gina wspominała: "Mój ojciec przyglądał się przez lata niezliczonym przypadkom niepoczytalności moralnej, w których występność chorego objawiała się od kołyski. Dotknięci chorobą wyrastali następnie na złoczyńców, których nie sposób było odróżnić od urodzonych przestępców". W 2007 r. grupa współczesnych badaczy potwierdziła intuicyjne odczucia Lombrosa za sprawą imponującego badania przeprowadzonego na wyspie Mauritius na Oceanie Indyjskim.

Pracująca wówczas na University of Southern California psycholożka Andrea Glenn i jej zespół przedstawili wówczas wyniki dwudziestopięcioletniego badania, które rozpoczęło się na próbie 1795 trzyletnich mieszkańców wyspy na przełomie roku 1972 i 1973. Dzieci przez lata obserwowano, badając je za pomocą serii testów, których wyniki następnie starannie archiwizowano. Andrea Glenn i jej współpracownicy zdołali po latach dotrzeć do wielu osób spośród pierwotnej próby.

Dwadzieścia pięć lat po pierwszym badaniu udało się nakłonić trzysta pięćdziesiąt pięć osób (wtedy już dwudziestoośmioletnich), by odpowiedziały na sześćdziesiąt pytań w ramach samoopisowej wersji kwestionariusza Hare’a. Wyniki wskazywały, że osoby, które jako dzieci przejawiały oznaki większego rozhamowania, mniej się bały, a podczas testu odruchu wzdrygnięcia (głośny dźwięk w słuchawkach) chętniej poszukiwały bodźców, miały po latach większe szanse na wysoki rezultat w badaniu samoopisową listą Hare’a.

Wyniki badania sugerują, że zdolność dziecka do odczuwania strachu może być powiązana z rozwojem jego poczucia moralności. Dziecko, które odczuwa strach, ma większe szanse czuć wyrzuty sumienia po tym, gdy zachowa się niewłaściwie. Rzecz ma się inaczej w przypadku tych spośród badanych, którzy w wieku trzech lat byli mniej strachliwi. Wiele dzieci może się dopuszczać różnych nieodpowiednich zachowań i nadal wyrosnąć na zdrowych psychologicznie dorosłych.

Prawidłowość ta niestety w mniejszym stopniu odnosi się do konkretnej grupy trudnych dzieci - tych, które nie przejawiają poczucia winy ani empatii i które nie przejmując się innymi, bezdusznie wykorzystują ich do własnych celów. Brzmi to jak skrócony opis kiełkującej psychopatii i w istocie dzieci o wymienionych wyżej cechach (a więc bezduszno-bezemocjonalne) mają większe szanse stać się jako dorośli psychopatami. Dzieci takie mocno przypominają Rava. Ich temperamenty odgradzają je od ich rodzeństw i rówieśników, którzy normalnie odczuwają i normalnie się zachowują. Dzieci te poszukują ekscytujących bodźców i bywa, że działają bez żadnego lęku.

Podczas gdy inne niepanujące nad sobą niekiedy dzieci mogą przejawiać agresję w reakcji na rozczarowanie lub irytację, dzieci bezduszno-bezemocjonalne sięgają po agresję instrumentalną i dozowaną z zimną krwią. Widok takich zachowań u dzieci, a nawet sama myśl o nich mocno zbijają dorosłych z tropu.

Na antyspołeczne zachowanie impulsywnego, temperamentnego dziecka, które nie chce być posłuszne, ale jest ostatecznie zdolne do empatii i poczucia winy, można istotnie wpływać poprzez środowisko. Rzecz ma się inaczej, gdy mamy u dziecka do czynienia z brakiem poczucia winy i empatii w parze z bezduszną pogardą wobec innych osób. Jeśli jedno z dwojga jednojajowych bliźniąt przejawia zachowania antyspołeczne i cechy bezdusznej bezemocjonalności, istnieje niemal pewność, że to samo będzie mieć miejsce w przypadku drugiego z bliźniąt. Co niezaskakujące, profil bezduszno-bezemocjonalny cechuje wysoka odziedziczalność - wyniki badań na bliźniętach sugerują, że wartość ta oscyluje w okolicach 80 procent.

Analogicznie jak w przypadku "dorosłej" psychopatii, genetyczne ryzyko rozwoju cech bezduszno-bezemocjonalnych może zostać dodatkowo zwiększone za sprawą niekorzystnego lub stresogennego wpływu otoczenia.

Skanowanie młodych mózgów

W świetle tego, co naukowcy mówią nam o znaleziskach w mózgach dorosłych psychopatów, mogłoby się wydawać oczywiste, że należałoby jak najszybciej potwierdzać istnienie anomalii neurobiologicznych u dzieci o profilu bezduszno-bezemocjonalnym. Sęk w tym, że myślenie takie opiera się na pewnym niewypowiedzianym założeniu. Tkwi w nim chochlik, którego naukowcy wolą się pozbyć, nim poświęcą czas i pieniądze na jakiekolwiek eksperymenty czy badania. (...)

Mózgi dzieci podlegają czynnemu procesowi rozwoju i przemian. Choć w obszarze tym trwają systematyczne badania, wciąż nie wiemy tyle, ile byśmy chcieli, nawet o prawidłowym rozwoju mózgu. Nadal nie znamy też pełnego spektrum wariancji struktur i funkcji mózgu w skali ogólnospołecznej. Już interpretacja skanów mózgów dorosłych psychopatów stanowi nie lada wyzwanie - tymczasem wyciąganie wniosków ze skanów mózgów dzieci o cechach bezduszno-bezemocjonalnych byłoby jeszcze trudniejsze. To dlatego, że mózgi te wciąż się rozwijają i zmieniają. Czy z powyższym zastrzeżeniem możemy się dowiedzieć czegokolwiek przydatnego ze skanów mózgów dzieci mogących pewnego dnia stać się psychopatami? Wyniki niektórych opublikowanych dotąd badań nasuwają odpowiedź twierdzącą. Przykładowo - w ramach badania przeprowadzonego przez Krajowy Instytut Zdrowia Psychicznego porównano skany mózgów dzieci o cechach bezduszno-bezemocjonalnych odpowiednio ze skanami dzieci z ADHD i dzieci bez żadnych problemów behawioralnych.

Każda z grup składała się z dwanaściorga dzieci w wieku od dziesięciu do siedemnastu lat. Miały one za zadanie przyjrzeć się obrazom i przetworzyć informacje dotyczące wyrazów twarzy - wystraszonego, rozgniewanego i neutralnego. Reakcje ciała migdałowatego u dzieci ze wszystkich trzech grup na widok twarzy rozgniewanych i mających wyraz neutralny były bardzo zbliżone. Inaczej było w przypadku twarzy wystraszonych - tu dzieci o profilu bezduszno-bezemocjonalnym przejawiały na tle dwóch pozostałych grup wyraźnie niższy poziom aktywizacji. Skojarzenie bezduszno-bezemocjonalnego profilu osobowościowego z obniżoną aktywizacją ciała migdałowatego na widok przerażonej twarzy jest poniekąd spójne ze zjawiskiem obserwowanym u dorosłych psychopatów.

Ci ostatni przejawiają deficyty w zakresie przetwarzania informacji emocjonalnych. Rok po opublikowaniu powyższego badania naukowcy z londyńskiego King’s College potwierdzili przytoczone ustalenia, porównując siedemnastu chłopców o profilu bezduszno-bezemocjonalnym z grupą kontrolną trzynastu chłopców prawidłowo przystosowanych.

Obniżona aktywizacja ciała migdałowatego podpowiada badaczom, że neuronalne podłoże deficytów emocjonalnych obserwowanych u dzieci o profilu bezduszno-bezemocjonalnym "obecne jest już w dzieciństwie". Wyniki drugiego badania, ogłoszone przez ten sam brytyjski zespół w 2009 r., dostarczyły ustaleń, które zdają się uwydatniać różnice pomiędzy dziecięcym zaburzeniem zachowania o profilu bezduszno-bezemocjonalnym a "dorosłą" psychopatią.

Porównanie dwudziestu kilku chłopców z omawianym zaburzeniem z grupą kontrolną o zbliżonej liczebności wykazało u nich większą objętość istoty szarej w niektórych obszarach mózgu - przyśrodkowej korze okołooczodołowej, przedniej korze zakrętu obręczy (w rozdziale szóstym omówiono jej powiązanie z prawdopodobieństwem recydywy) oraz w płatach skroniowych. Tymczasem, jak już wiemy, u dorosłych psychopatów obserwowano w niektórych obszarach pocienienie kory.

Obserwacja ta dotyczyła m.in. fragmentów płatów skroniowych, wyspy oraz kory przedczołowej. Dlaczego dzieci, u których - jak się zdaje - wykształca się psychopatia, nie wpisują się w powyższe zjawisko? Odpowiedź kryje się zapewne w samym procesie rozwoju mózgu. W dzieciństwie nadwyżkowa istota szara jest wraz z dojrzewaniem mózgu redukowana.

Niewykluczone - sugerują autorzy badania - że młodzi o profilu bezduszno-bez­emocjonalnym z opóźnieniem doświadczają dojrzewania kory mózgu; zakładając, że kiedykolwiek dojrzewa ona u nich w pełni. Jeśli zaburzenia  zachowania na tle profilu bezduszno-bezemocjonalnego są istotnie stadium poprzedzającym psychopatię, oznacza to, że kluczowa dysfunkcja rozwoju mózgu - uderzająca w obszary kory odpowiadające za empatię i moralność - jakimś sposobem prowadzi do ubytku istoty szarej na etapie dorosłego życia. 

Czytaj także:

Zło nas sprawdza

Ścieżki do przemocy nie znają granic

Ślad na całe życie


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje