Reklama

Reklama

Ostatni Sprawiedliwi

Dlaczego wydarzył się Holokaust? Czy zło istnieje w ludziach, czy pochodzi z zewnątrz? Gdzie był Bóg, kiedy umierali niewinni? – na te pytania odpowiadano już tysiące razy. Nie będzie jednak na nie dostatecznej ilości odpowiedzi, bo o naturę człowieczeństwa, powinno się pytać zawsze, a przynajmniej do chwili, kiedy nasz gatunek istnieje.

Anna Piątkowska i Katarzyna Pruszkowska-Sokalla sięgnęły po temat teoretycznie aż za dobrze znany, bo przecież o Sprawiedliwych wśród Narodów Świata wiedzą wszyscy. Są naszym powodem do dumy i zarazem tarczą ochronną, którą można się zasłonić, kiedy ktoś oskarża Polaków o antysemityzm.

Kiedy mowa o pogromie w Jedwabnem, możemy wyciągnąć asa z rękawa - to właśnie Polaków jest najwięcej wśród odznaczonych najwyższym izraelskim odznaczeniem cywilnym, nadawanym nie-Żydom, a medal Sprawiedliwych, przyznawany jest przez Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Jad Waszem.

Reklama

Odznaczanie może otrzymać tylko osoba, która ratowała Żydów, nie czerpiąc z tego tyłu żadnych korzyści majątkowych.  

Kim są ostatni Sprawiedliwi? Dlaczego narażali swoje życie, by ratować drugiego człowieka? Co dla nich znaczy być bohaterem? O to wszystko pytają autorki książki. Czas szybko mija, więc w wielu przypadkach rozmawiają z osobami, które podczas wojny były dziećmi. Ale wtedy szybko się dorastało. Ważniejsze sprawy zabrały im dzieciństwo. Realia spowodowały, że dorosłość i odpowiedzialność spoczywały na barkach dziesięcio-, dwunasto-, czy czternastolatków. Co absolutnie wydaje się dziś nierealne - oni tę odpowiedzialność nie tylko udźwignęli, ale wywiązali się z zadania po mistrzowsku.

Dlaczego teraz

Autorki podejmując temat, miały niezwykłą intuicję. Ich interlokutorzy mówią szczerze i otwarcie, bo czują, że teraz już mogą. Wiedzą, że nie mają nic do stracenia, że być może jutro, za tydzień, czy miesiąc ich nie będzie. Nie wszyscy doczekali nawet wydania książki.

Ten świat odchodzi, a Piątkowskiej i Pruszkowskiej-Sokalli udało się go chwycić w ostatnim momencie. Tym razem żniwo zbiera upływający czas, nie wojna.

Szczerość rozmówców wzrusza. Często idzie za nią niezwykła skromność - na pytanie dlaczego tak się zachowali i z narażeniem życia ukrywali Żydów, niejednokrotnie odpowiadają: "A co mogliśmy zrobić? Przyszli to zostali". Czytelnik oczekuje być może wielkich słów: Bóg, honor, ojczyzna. Dostaje zwykłe odpowiedzi. Bohaterowie mają za dużo lat, by stroić się w piórka i udawać kogoś, kim nie są.

Autorki pozawalają im mówić naprawdę własnym głosem, co widać po dużym zróżnicowaniu narracji. Jak w maksymie Wittgensteina - "Granice mojego języka wskazują granice mojego świata" - pokazują różne osobowości swoich interlokutorów. Inne realia ukrywania Żydów były w mieście, a zupełnie inne na wsi. Tylko kary pozostawały wszędzie te same. Ukrywającym i ich rodzinom odbierano życie, tak jak i ukrywanym. Może jednak jest coś ważniejszego od życia? Coś, co sprawia, że gdy straszne czasy miną, możemy z podniesioną głową spojrzeć w lustro?

Większość bohaterów, szczególnie tych żyjących w mieście, podkreśla też, że Żydzi byli zwyczajnymi ludźmi, takimi jak oni. Dzieci chodziły do tej samej szkoły, z tą różnicą, że nie przychodziły na lekcje religii. Żydami byli lekarze, prawnicy, sprzedawcy i sąsiedzi. Nie zwracano uwagi na narodowość, bo - szczególnie dla dziecka, takie rzeczy nie są istotne.

Lub Żyda

Pan Rudolf Kosiba, jeden z rozmówców, mieszkający na przedmieściach Biecza, opowiada jak pewnego dnia mieszkaniec niedalekich Racławic, narodowiec, przyszedł do nich i oznajmił: "Pozbyliśmy się tych parchów żydowskich". To działo się jeszcze przed wojną.

Przypomniałam sobie, jak córka była mała i odprowadzałam ją do przedszkola. Na sąsiednim bloku ktoś wysmarował naprawdę duży napis: "J..b Żyda". Moja pięciolatka zaczynała składać literki, te akurat łatwo było przeczytać. "Co to znaczy?" zapytała. A ja usiłowałam opowiedzieć słowami uszytymi na miarę małego dziecka, czym jest antysemityzm. Droga do przedszkola była krótka. "Wiesz mamo, ja bym zmieniła ten napis na "Lub Żyda". Wierzę, że zrozumiała.

Anna Piątkowska i Katarzyna Pruszkowska Sokalla przekonują, że chciały ocalić historię od zapomnienia. Ale moim zdaniem chciały zrobić coś jeszcze - pokazać, jak łatwo jest przekazać nienawiść z pokolenia na pokolenie. Nienawidzisz nie dlatego, że masz powód, ale dlatego, że nienawidził twój dziad i pradziad, tak zostało. Z jakiego powodu? Czy może boimy się ludzi, którzy wydają się od nas lepsi?

Niejednokrotnie Sprawiedliwi zauważają, że antysemityzm wziął się z tego, że Żydzi mieli więcej, bo byli bardziej pracowici. "Myślę, że Żydzi są pracowici i mądrzejsi. Wielu wielkich wynalazców, naukowców to są Żydzi. Oni się wspierają też bardzo" - przekonuje Rudolf Kosiba.

Boję się

Strach powoduje, że robimy rzeczy złe, ale powoduje też, że robimy rzeczy piękne. Czasami młodość ratuje nas przed bojaźnią, a brawura staje się odwagą. Na pytanie: "Nie bał się pan?" Władysław Misiuna odpowiada: "Jakbym się bał, to czy mógłbym to zrobić? Tam, każda sekunda to była śmierć". Słyszę niekiedy, że czas, w którym żyjemy jest niczym wojna.

Pandemia jest porównywalna do najgorszego. Ludzie umierają. Boimy się o siebie, swoje rodziny, przyjaciół, bliskich. Ale wydaje mi się, że zapominamy, czym jest prawdziwa woja. Bo to nie tylko strach. To brud, głód, brak dzieciństwa i wynaturzenie. Wojny przeżyć nie można, nawet jeśli ocaliło się życie. Ona zdąży zrobić swoje, zostawić niegojącą się bliznę. Jeśli myślimy, że jest nam źle, cierpimy i porównujemy swój stan do sytuacji oblężenia, to wiedzmy, że mamy bogatą wyobraźnię. Sięgnijmy pod "Ostatnich Sprawiedliwych" i nauczymy się pokory. 

   

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje