2026 to powrót mody na analogowe zajęcia. Za jakimi hobby tęsknimy, do jakich pasji wracamy?
Jeszcze chwilę temu mieliśmy wierzyć, że wszystko da się "zoptymalizować": odpoczynek, relacje, a nawet czas wolny. A potem przyszła codzienność, która wygląda jak multitasking na wielu kartach przeglądarki. Nagle okazuje się, że najbardziej luksusowe są rzeczy banalne: cisza, dotyk, rytuał, brak powiadomień. W 2026 roku ten zwrot ku analogowi nie jest już niszową fanaberią. To raczej zbiorowy odruch obronny.

Spis treści:
- Tęsknimy za rzeczami, które stawiają opór
- Aparat wraca do kieszeni
- Planszówki i puzzle: stół jako antidotum na samotność w sieci
- Babcine pasje bez kompleksów: szydełko, druty i glina
- Czytanie, notatniki, listy i oczywiście kaligrafia
- Dlaczego to wszystko dzieje się właśnie teraz
Nieprzypadkowo w badaniu "Return of Touch" przygotowanym przez Quad i The Harris Poll aż 81 procent osób z Gen Z deklarowało, że często chciałoby łatwiej odłączać się od urządzeń cyfrowych. To nie brzmi jak kaprys. To brzmi jak potrzeba higieny psychicznej - i jak wyraźny sygnał, że ekran, bywa też jak lodówka pełna jedzenia, którą kompulsywnie otwierasz, tylko po to, by stwierdzić, że nic w niej nie ma.
Tęsknimy za rzeczami, które stawiają opór
Analog ma jedną bezczelną cechę: wymaga. Trzeba coś rozłożyć, przygotować, dotknąć, zepsuć, poprawić. I właśnie w tym jest ulga. Cyfrowe życie jest śliskie, ulotne, puste. Przewijasz, kasujesz, restartujesz.
Analog jest chropowaty: igła na winylu, papier pod piórem, glina pod palcami, kostka w dłoni. W świecie, który przyzwyczaił nas do natychmiastowości, "opór materiału" działa jak hamulec bezpieczeństwa.
Zresztą to nie tylko intuicja.
Wspomniany wyżej raport pokazuje, że "offline" staje się dla wielu "walutą" - czymś pożądanym właśnie dlatego, że jest rzadkie. A naukowcy zaczęli porządkować to zjawisko jako odmianę zmęczenia cyfrowego, które przypomina klasyczne wypalenie zawodowe: przeciążenie, rozproszenie, odrętwienie - tylko że karmione nie natłokiem pracy, a stałą obecnością bodźców.
Powrót mody na słuchanie płyt winylowych bywa wyśmiewany jako pozerstwo i udawana nostalgia za retro. Być może, ale szacunki nie dają się zbyć taką etykietką.

W Stanach Zjednoczonych przychody z winyli w 2024 roku wzrosły do ok. 1,4 mld dolarów (kolejny rok wzrostu), a winyle po raz trzeci z rzędu przebiły CD w liczbie sprzedanych egzemplarzy, wynika z raportu RIAA. Na świecie, jak raportował Reuters, powołując się na dane IFPI, sprzedaż winyli rosła kolejny rok z rzędu, mimo że cały segment nośników fizycznych nie wszędzie czuje wiatr w plecy.
W Polsce ten trend też widać w danych branżowych: ZPAV informował o mocnym wzroście wartości rynku muzycznego w I półroczu 2024 roku.
Nie trzeba tu romantyzować: winyl jest droższy, zajmuje miejsce, trzeba o niego dbać. I właśnie dlatego działa. Daje poczucie, że słuchanie to czynność, a nie tło dla kolejnego filmiku na TikToku.
Aparat wraca do kieszeni

Jeśli winyl jest rytuałem i uczy dbałości o delikatny nośnik, to fotografia analogowa uczy młodych cierpliwości. I wygląda na to, że znowu jest w modzie - choćby w wersji hybrydowej.
W 2025 roku, według danych cytowanych przez branżowe media na podstawie statystyk japońskiego stowarzyszenia CIPA, wzrosły wysyłki aparatów, a segment kompaktów (fixed-lens) odbił w górę na tyle, że zaczęto mówić o początkach odrodzenia.
Dla wielu osób to nie jest "powrót do przeszłości", tylko powrót do przedmiotu, który robi jedną rzecz dobrze: zdjęcie, które nie musi od razu zostać treścią w socialach.
Po drugiej stronie mamy fotografię natychmiastową: Fujifilm ogłosił w 2025 roku wzmocnienie możliwości produkcyjnych filmów instax, z planem zwiększenia mocy o ok. 10 procent względem roku fiskalnego 2025, bo popyt nie odpuszcza.
A Kodak w 2025 roku wrócił z nowymi produktami filmowymi pod marką Kodacolor, co komentowano jako ruch karmiący odrodzenie fotografii na filmie.
Planszówki i puzzle: stół jako antidotum na samotność w sieci

W analogowych hobby jest jeszcze jeden wątek, który wraca jak bumerang: wspólnota. Ekranowe życie jest paradoksalne - kontaktujesz się z ludźmi nieustannie, ale często w pojedynkę, w ciszy, z telefonem podświetlającym twarz jak latarka w horrorze klasy B.
Tymczasem rynek gier fizycznych ma się dobrze. Firma badawcza Circana informowała, że w 2025 roku w USA kategoria "Games & Puzzles" była liderem wzrostów w branży zabawek, rosnąc aż o 37 procent.
Planszówka zmusza do bycia tu i teraz. Nie da się jej przewinąć, "przeskipować", nie da się jej zminimalizować do ikonki. Trzeba usiąść, pograć, pośmiać się, pokłócić o zasady. To jest analogowa szkoła relacji w wersji bez patosu.
- Zaczęło się od szachów online, klasycznie: pandemia, zamknięcie, człowiek siedzi w domu i nagle ma potrzebę, żeby mózg robił cokolwiek oprócz scrollowania wiadomości - opowiada Karol.
- Szachy były idealne, bo dawały poczucie, że coś kontroluję. Że są zasady, ruchy, konsekwencje. I że jak przegram, to przynajmniej wiem dlaczego: bo zrobiłem głupi ruch, a nie dlatego, że "Chińczyk zjadł nietoperza", jak to się wtedy mówiło - mówi.
Karol najpierw grał, jak zresztą większość szachowych pasjonatów online, blitze. To trzyminutowe partie rozgrywane często bez głębszego zastanowienia, ale za to obfitujące w emocje. Później jednak odkrył przyjemność płynącą z gry w partie klasyczne - tu możesz zastanawiać się nad jednym ruchem nawet godzinę.
Następnym etapem ewolucji było przejście ze świata online do rzeczywistego, a także zmiana szachów na gry planszowe.
- No więc zaczęliśmy z dwójką znajomych od prostych gier, żeby nie było, że na pierwszym spotkaniu rozkładamy planszę na trzy godziny i każdy wychodzi z bólem głowy. I wiesz co? To było jak odkrycie. Że ktoś się śmieje, ktoś się wkurza, ktoś kombinuje, ktoś gada głupoty między turami. Niby proste, ale ja naprawdę zapomniałem, jak to działa - wspomina.
- Zauważyłem, że przy planszówkach rozmowy wchodzą same. Nie ma tej presji. Ktoś opowie, co u niego, ktoś rzuci żart, ktoś zacznie temat pracy, ktoś się przyzna, że ma gorszy czas. To jest mega naturalne. I mam poczucie, że po pandemii wielu ludzi tego potrzebowało: wspólnego bycia razem - podsumowuje Karol.
Babcine pasje bez kompleksów: szydełko, druty i glina

Niektóre powroty są szczególnie zabawne, bo jeszcze niedawno traktowano je jak hobby z lamusa. A dziś? Kółka szydełkowania, ceramika, haft, robótki ręczne - brzmi jak program świetlicy, tylko że w wersji dla ludzi, którzy mają dość bycia online.
The Guardian opisywał w 2025 roku szybki wzrost tego typu hobby wśród Gen Z, podkreślając, że to nie tyle moda na retro, ile poszukiwanie sensu, kontaktu i wytchnienia od cyfrowego zmęczenia.
- Pierwszy raz haft zobaczyła nie w sklepie z rękodziełem, tylko w internecie. Wyskoczył mi filmik, jak ktoś robi kwiaty na lnianej torbie. To było hipnotyzujące - mówi nam Ania, która haftem zajęła się niedawno, w lutym 2025 roku. - To jest taki moment, kiedy ręce są zajęte, a głowa w końcu ma gdzie odpocząć. I to jest odpoczynek bez poczucia winy. Bo ja nie "marnuję czasu", tylko robię coś. Widzisz, jak to rośnie. Niby nic, a nagle po tygodniu masz wzór, który nie istniał wcześniej - tłumaczy.
Robótki ręczne stają się dla młodych ludzi czymś w rodzaju koła ratunkowego - zamianą nawyku ciągłego bycia w sieci na czynność, która daje namacalny efekt. W świecie, w którym wiele spraw jest abstrakcyjnych, taka materialna ścieżka "od zera do czegoś" działa jak ładowarka do mózgu.
Czytanie, notatniki, listy i oczywiście kaligrafia

Powrót do analogu dzieje się też w najprostszym miejscu: na papierze. Raporty z "Return of Touch" pokazują, że część odbiorców postrzega druk jako bardziej autentyczny niż komunikaty cyfrowe - i że fizyczne doświadczenia zapadają w pamięć inaczej.
A jeśli chodzi o książki, mamy twarde polskie dane: Biblioteka Narodowa podawała, że czytelnictwo w Polsce w 2024 roku utrzymało się powyżej 40 procent, a w grupie 15-18 lat sięgało 54 proc.. Można się spierać, czy to dużo, czy mało - ale w kontekście "analogowego zwrotu" ważne jest co innego: młodzi nie porzucili papieru tak totalnie, jak przepowiadały nam od lat etatowe Pytie z katedr medioznawstwa.
Trendy konsumenckie na 2026 rok coraz częściej mówią o renesansie praktyk, które są papierowe z definicji: pisanie listów, "poetcore", powrót do odręcznych form ekspresji - tak przynajmniej wynika z raportu platformy Pinterest.
Nie ma w tym magii. Jest biologia uwagi. Kartka nie proponuje "jeszcze jednego filmiku", a pióro nie wysyła przypomnień o tym, że ktoś właśnie skomentował twoje życie.
Dlaczego to wszystko dzieje się właśnie teraz
Najprostsza odpowiedź brzmi: bo nam się przejadło.
Analogowe hobby wraca, bo łączy trzy rzeczy, których w cyfrowym życiu ciągle brakuje. Po pierwsze, daje poczucie sprawczości: z chaotycznego dnia zostaje coś konkretnego. Po drugie, przywraca rytm - czynności, które mają początek, środek i koniec, zamiast niekończącej się pętli. Po trzecie, buduje mikro-wspólnoty: ludzie spotykają się wokół stołu, kółka, warsztatu, zajęć, a nie tylko w sekcji komentarzy.
Analogowe hobby nie jest ucieczką od technologii. To raczej próba dogadania się z nią po dorosłemu. Telefon zostaje, internet też. Tylko coraz częściej obok nich kładziemy coś, co nie świeci, nie wibruje i nie próbuje nam sprzedać wersji "premium".
Chcesz lepiej zrozumieć siebie i innych? Poznaj sprawdzone porady dotyczące inteligencji emocjonalnej, typów osobowości i relacji międzyludzkich. Zajrzyj na kobieta.interia.pl/psychologia











